unpretty blog

Twój nowy blog

Byłam dzisiaj na drugich wagarach w tym roku. Tzn liczę pojedyńcze godziny. Z pełnych dni juz nie uciekam :P A wiec najpierw nie poszlam na geografię, a później na angielskim doszłysmy z Marzeną do wniosku że nie chce nam sie iśc na wos i wysłuchiwać wynurzeń naszego nauczyciela. (okazało się że mówił przez pól lekcji o tym jak zdenerwowało go to, ze wczoraj wszędzie w tv oglądać moglismy twarz jednej Polki-nie-Polki. W sumie sie nie dziwie. Nie wiem czemu Lis jej cały program poświęcił i nie jestem pewna czy ona została do konca porwana… Ludziom z taka przeszloscia, ktorzy nie maja wcale przerazonej miny w momencie kiedy w kazdej chwili moze stracic zycie nie ufam. Ale moze to ja jestem zla. No w kazdym razie siedzialymy w podziemach szkoly i obgadywalysmy gorsza czesc mojej klasy. Bo tak, denerwuja mnie glupie blondyneczki ktore nie kojarza nic, nie mysla o niczym innym tylko o ubraniach i facetach. Bo tak denerwuje mnie jak ktos wywyzsza sie swoja pozycja, pieniedzmi, „genialnoscia”, bo tak, denerwuje mnie jak ktos kloci sie z historykiem, marnujac klasie cale lekcje, podczas gdy na matematyce – przedmiocie ulubionym dla tej osoby musi byc cicho. Tak. Kolezanki Basia, Ola, Magda i Alicja mnie denerwuja. Nie tylko mnie zreszta. Na polskim cwiczylismy jak pisac annalize porownawcza tak aby w pierwszej ocenianej czesci zdobyc max punktow, prosciej mowiac, jak pisac tak aby nie marnowac cennego miejsca niepotrzebnie, ale zeby napisac wszystko to co jest punktowane w/g klucza. Na matmie nie wiem co bylo. Ala dostala 6 za odpowiedz. Prawie orgazm tam pod tablica przezyla. Mozna i tak. Ja z Marta, Natalia i Przemkiem zajeta bylam smianiem sie, uczeniem historii i innymi rzeczami lepszymi o 5 klas od nauki matematyki. Pozniej dwie godziny historii, jedna normalna, druga dla tych co chca (12 osob chcialo) nadrabianie zaleglych lekcji straconych min. przez kolezanke Alicje. Pozniej bylam na swoim pierwszym w zyciu w eLO w-fie. Dowiedzialam sie gdzie jest silownia :P i doszlam do wniosku ze zle cialo nauczycieli od w-fu nie jest wcale takie zle jak o nim opowiadaja. Pozniej w szatni slyszalam jak jakac dziewczyna z II klasy cytuje historyka, ktory powiedzial jednej z nich, ktora notorycznie ucieka z jego lekcji zeby sie opamietala bo pozniej bedzie placz i zgrzytanie zebow. Pozostale jak uslyszaly ten tekstzrobily oczy ze czego to ten Sierant nie wymysli i jakie mu teksty do glowy przychodza. Gratuluje. W katolickim kraju zyjemy, jakies 90% osob uznaje siebie za wierzacych, nie mowie ze znam Biblie na pamiec, ale jak slysze teksty ze najbardzie znane z Pisma zdania wymyslil sobie moj historyk to ja nie wiem co mam zrobic z takimi pannami… A nie zirytowac sie po prostu nie mozna. Wykonczona po 9 godzinach w szkole ze zle zapieta kurtka powiedzialam good-bye pani dyrektor i poszlam na przystanek. Potem w tramwaju w butach na obcasie mocowalam sie z bateriami od discmana, myslalam ze mi sie zaraz jeden zlamie i wyladuje na tylku ze sprzetem rozwalonym na calej dlugosci pojazdu :P Po przejechaniu na plac dabrowskiego (mowilam juz jak kocham jezdzic po centrum w godzinach szczytu ?) Udalam sie do kolezanki z gimnazjum. Mijajac najwiekszy lodzki cmentarz (swoja droga mowi sie o nim „na dolach” a jest w samym centrum miasta) wlasciwie to jest cmentarzysko nie cmentarz. Rozciaga sie na 3 dosc dlugie przystanki autobusowe. Widzialam tylu ludzi, starszych, odwiedzajacych swoje rodziny na cmentarzu, niektorzy tacy pelni werwy, zycia, po innych widac ten caly ciezar jaki niesli przez te 70, 80 lat, wszystkie smutki troski i przede wszystkim zmeczenie. takie rozne sposoby przezywania starosci… W kazdym razie poszlam do kolezanki, pogadalysmy sobie, o szkole, o Anglii, o wszystkim. Fajnie bylo. Zaprosilam ja i Kaske na piatek. I chociaz np z Alina sobie o Wyspianskim nie porozmawiam to i tak lubie z nimi czasem pospedzac czas… Jednak 26 mnie tak do konca nie zmienilo ;) O, zawsze myslalam ze tylko Amerykanie moga byc takimi debilami zeby brac udzialm w czyms tak idiotycznym jak Fear factor. Ale jednak. „Nieustarszonych” poldebili w Polsce tez mamy… No commenst.
A jutro sie ide bawic. na 18stke ide sie bawic. Nie wiem czy zostane na noc, ale wiem ze jak zostane to nie obudzi mnie pewna piosenka. Od jakiegos roku na kazdej imprezie nad ranem (czasem na kacu, czasem nie) leci jedna bardzo znana w Lodzi i okolicach piosenka. Znaczy piosenka jak piosenka, zespol znany, a piosenka, szczegolnie jej poczatek, tzn pierwsza czesc kojarzy mi sie zawsze z jednym uczuciem, ktorego doznaje zawsze jak ja slysze, zimny, szary ranek, niekoniecznie bolaca glowa ale uczucie to ktorego chyba kazdy zaznal, po imprezie na ktorej poruszano powazne tematy nie bedac do konca trzezwym ;) Coma – Tolerancja. Piosenka jak piosenka, dobra lodzka stara Coma, ale dla mnie jedna z piosenek kojarzacych sie „z czyms” :) Nie umiem dokladnie opisac, ale chyba kazdy tak czasem mam, cos sie kojarzy z czyms ale opisac tego slowami sie nie da ;) W kazdym razie na ostatniej imprezie nad ranem jak sie przebudzalam zawsze leciala muzyczka z poczatku… dzieli nas rzeka…. Daje dla chetnych. Zyczcie dobrej zabawy ;)
A, cos mi sie przypomnialo… Iwona powiedziala na niemieckim w srode ze wyrosla juz z dekadentyzmu, ciezkiej muzy i teraz sobie chilloutuje, ze weszla na inny stopien egzystencji… To widac. Ja w sumie tez nie jestem juz taka jak w I LO. Ale z pewnych dekadenckich postaw chyba nigdy nie wyrosnę…. Chociaz moze… Nie rozumiem tylko jak niektorzy w wieku 16-17 lat moga mowic ze juz sa w pelni uksztalotowani pod kazdym wzgledem i ich gust, sposob zachowania etc juz sie nie zmieni… To by bylo chyba straszne… ;D

^Bon Jovi – The Radio Saved My Life Tonight

ps. soul ja mialam wina wywalanego – czytaj nie mam hasla .. znowu ;)
ps2. do oczarowanych lacina. Sentencje i zwroty sa fajne (zawsze mozna kogos zazyc :P) ale nie rozumiem why starozytni musieli wymyslac tyle deklinacji, przypadkow, wszystkiego… Nie wiedzieli ze gdy minie tych kilkanascie stuleci wciaz beda ludzie o nich gadac ? naprawde nie musieli utrudniac sobie az tak zycia i mnie teraz przy okazji tez :D

Zaczęło się od łaciny gdzie pomyliły mi się z lekka rodzaje i odmieniłam ‚exeplar’ jako słowo rodzaju męskiego. No cóż, zdarza się. Jak widać mój mózg nie potrafi zrozumieć ze w trzeciej deklinacji do rodzaju zeńskiego naleza czasowniki o trzech rodzajach końcówek ar, al i e. Zbyt skomplikowane dla mnie jak widać… No comments. Później angielski. Zwiałam sobie z Marzeną, pati i paulą, no i Rafałem. Mieliśmy zastępstwo z facetem z drugiej grupy więc uznaliśmy że nie opłaca się tam męczyć. Fuksnęło się nam. Facet nie sprawdzał obecności :D Późnej był wos. Dziecioł zapoytał Karolinę. Oczywiście zatrzymał się na temacie okrągłego stołu i przez pół godziny truł, że jesteśmy nienormalni tylko dlatego, że nie chcielibyśmy rozstrzelać komunistów. Dopowiedział sobie w tym swoim skrzywionym mózgu że jesteśmy dumni z tego, że opłacamy emeryturę Jaruzelskiego & co. Z tym człowiekiem się nie da… Nie da się, no. Aha i zaznaczył sobie np wszystkim maturzystom ponieważ nikt nie chciał przedstawić mu co w ostatnim tygodniu opisywały gazety. Chodzi o to że wyskoczył z takim tekstem po raz pierwszy od początku roku. Nikt się tego nie spodziewał i nie wiedział jakkiej wiedzy będzie wymagał. Debil postawił wszystkim nieprzygotowania. Mam nadzieję, że nie wstawi tego do dziennika, mam (nie tylko ja zreszta) juz dwa i gdyby te dzisiejsze też wstawił moja pierwsza ocena z wosu byłaby piękna laska. Później była biologia. Zgosłiłam np i dzieki Bogu (i Sylwii) bo zrobiła klasówkę, bo byliśmy za głośno. A później poł lekcji mówiła nam jacy to sie okropni ostatnio staliśmy, że na przedmioty których nei zdajemy na matrzue położyliśmy totalna lache etc etc etc.. W sumie troche racji miala, w sumie to jej nie zazdroszcze, ale choć infantyle, to śmieszne było, kiedy Paweł włożył sobie telefon komórkowy w poprzek do ust i kazał do siebie dzwonić. Babka go na szczescie nie widziala, bo siedzial odwrocony do mnie… Tacy jestesmy. Infantylni debile. Ale smieszni. Nastepnie byla lekcja na ktora czekalam caly dzien – niemiecki. Nie bede jej opisywac. Byl standart stresu… Nic nowego. Zapowiadam juz teraz, jak juz skoncze liceum, nikt mnie nie zmusi do nauki tego jezyka dalej (no chyba zeby…) Ale nie mam zamiaru uzywac go nigdzie… Germanowstret, ktory o jakas ksenofobie zahacza pomalu…. Pózniej spedzilam godzine w bibliotece patrzac z niedowierzaniem jak debile z ‚g’ ucza sie historii na fakultet a inni jeszcze bardziej szaleni ucza sie matmy. Ja siedzialam i gadalam z pati o internecie i o zwariowanych czternastolatkach, ktore chodza po ulicach wymalowane jak dziwki i bija sie o jakis 1letnich chloptasiow. Ciekawszy temat niz o Bierucie, nieprawdaz ? Na fakultecie Siersciuch mowil ciszej niz zwykle i znowu zaczal cos tam mamrotac ze klasa a jakies ploty po szkole roznosi. Nie wiem o co chodzi temu czlowiekowi. Ma jakis problem, do nas/ z nami… nie wiem, ale staje sie powoli nie do wytrzymania. I na koniec pierwszy fakultet z wosu. Facet z Uniwersytetu Łodzkiego. Juz go kocham. Calkowicie biale wlosy w kucyk zwiazane, kapelusz na glowie, totalnie zabawny, totalnie cudowny, a my sie z Łukomem-dziedziolem meczymy… Jakie zycie jest niepsrawiedliwe. A i kolejna osoba spoza szkoly puszcza nam gadki do jakiego to my elitarnego eLO nie chodzimy… Sposrod uczniow malo kto w to wierzy, a i nasze zachowanie coraz czesciej zdaje sie temy przeczyc…
signum temporis ?

* jak ktos dotrwal do konca to gratuluje i przepraszam za literowki. Na pospiechu jestem. Spadam uczyc sie do jutrzejszego sprawdzianu przedmaturalnego z inglisza, wspieraja sie dumnym podrecznikiem z serii ‚maturalnie ze zdasz’
aha od przedwczoraj pragne zainteresowac sie blizej (niz znajomosc jednej piosenki) zespolem Slade. Fajne buty, fajna grzywke i fajna piosenke z ’75 roku widzialam na mtv w sobote wieczorem :))

de profundis…

3 komentarzy

Wracam z odchłani. Odchłani wielu spraw. A właściwie nie wracam, wciaż tkwię w tym swoim profundis, ale wracam tutaj. Odswiezy się w ten weekend. Albo jeszcze dzisiaj nawet.
Kinowo było od niedzieli. Najpierw Wesele, znajomość w kinie zawarta. Charlie sie robi podobny do Silvera – duzo ludzi i w dodatku zaczęli numerować miejsca. najpierw Coma teraz Charlie. Czy wszyscy muszą się pchac ściezkami, którymi ja chodzę ? Mojej nowej znajomości zawartej w owa niedzielę tez to przeszkadza, zreszta moim współtowarzyszom również. Ludzie przestali się lubić nawzajem czy co ?
Dzisiaj byliśmy na Pręgach, tak szkolnie, rozśmieszyła mnie jedna koleżanka, wyszłyśmy z Silvera a ona do mnie, że jej się bardzo film podobał. Świetne słowo. Podobał się. Jak taki film się może podobać ? Juz widzę jakąś ladies night, plotki, ploteczki i film który „się podoba” – Pręgi. Taki lekki podobający się wszystkim klimacik :P A pozbywając się ironii – jak juz się ze wszystkimi pożegnałam i wsiadłam w swój tramwaj, czulam że się dusze, musiałam wyjśc, odetchnąć świezym powietrzem, 4 czy 5 minut spędzone na przejechaniu z Piotrkowskiej pod stacje były po prostu męczarnią. Czułam jak wszystko zbiera się w mojej głowie, schodzi niżej i zaczyna dusić. Heh, chyba mogę napisać, że mi również film Pręgi się podobał.
Na takie filmy zwykłam chodzić sama, z innymi chodzę na wszystkie inne. A jak juz na film z kategorii pręgowej pójde z kimś i ktoś pierwszy zada mi nieśmiertelne pytanie „i jak?” nie wiem co odpowiedziec. Zreszta tak nie jest tylko w przypadku kina, na prawie kazdej płaszczyźnie, moje myśli przypominają jakąś mgłę, która wiem, ze jest w mojej głowie, czuję ją i to co ma mi do przekazania, ale żeby ja zmaterializować w słowa ? Chyba nie potrafię, a jesli juz to robię to owe myśli tracą 60% swojej wartości. Może powinnam się tego nauczyć, chodzic na kazde filmy z kimś, i głośno próbować wyrazac swoja opinię, starając się tak, zeby (heh, kojarzy mi się tylko jedno:) język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa, tyle ze nie wiem czy widze na chwilę obecną mi sie to po prostu chce. Może jak ujrzę taką potrzebę to spróbuję, na razie jej nie widze. Dzisiaj był dziwny dzień, pani na anglieskim wzięła nasze repetytoria i… zszywaczem zszyła klucz odpowiedzi, zeby nas nie korciło XD, przed wosem Wiesław wdał się w ostrą rozmowe z nauczycielem od angielskiego (nigdy wcześniej nie widziałam kłotni nauczycieli na korytarzu, tylko nie tym tonem Grzesia, pobiło wszystko ^^) Później na lekcji Wiesław znowu poszalał, ubzdurał sobie, że mamy krzywe pojęcie o demokracji, ze nie odrózniamy Millera od Rokity i że na złe rzady jest tylko jeden sposób „zamach stanu, rewolucja, rozstrzelać!” Zabawny człowiek. Znaczy dzięcioł (przez stojacy kawałek włosów na samym czubku głowy) z karkiem spieczonym na solarium i z farbowaną brodą ;D Na polskim dowiedzieliśmy się że przebrnelismy przez kilka cholernych utworów Żeromskiego ponadprogramowo (dzię-ku-je-my). Czytaliśmy jego Dzienniki. Dlaczego nie zrobiliśmy tego najpierw ? Może gdybym najpierw poczytała zapiski 18letniego kobieciarza, który (oprócz kobiet) lubił stać przy oknie i patrzeć jak pada deszcz, przebrnęłabym przez ten 4 stronowy Zmierzch bez grymasu na twarzy z myśla „po co do cholery mam czytać to coś co do czytania nie nadaje się wcale ?”. Szkoła ma zdecydowanie złe podejście do uczniów. Zamiast przybliżać wieklkich ludzi tak, aby sami uczniowie sięgneli po ich dzieła, sami ich najpierw niektórymi utworami po prostu odstraszają. A a propos jeszcze złego systemu. Dyrektorka apel III klasom zrobiła, tłumaczyła jak matura ma wygladać itepe. Zamotała się i w pewnej chwili orzekła, że na angielskim będą słowniki, potem łaziła po klasach i wszystko prostowała. Biedna kobiecina. No ale do rzeczyco do pisemnej matury z anglika to okazuje się, ze być moze będzie inaczej niz jak to zaznaczalismy na deklaracjach. A, i podobno już jesteśmy zalogowani gdzieś tam razem ze wszystkimi którzy zdają pierwszą nowa maturę, oh, jak fajnie. Jestem częścia nowej grupy społecznej. Czarnobylskiej grupy społecznej, która nie wie co ja czeka. Jupi. Ale tak ogólnie jest fajnie. Piękny dzień był dzisiaj, szkoda że już się skończył. Uwielbiam jesień. Uwielbiam, no :)

Oszalałam na punkcie piosenki Dido – Mary’s In India. Zresztą na punkcie paru innych piosenek też. Nie mam komputera. Tzn mam, ale niezbyt sprawnie działający. Naprawiaja mi go. Czy naprawia, nie wiem. Szczerze mówiąc to mi aż tak nie zależy. Potarfię już żyć bez tego pudła. Bez bycia „online” też. Właściwie nawet mam.. czy miałam kilka myśli żeby z blogowaniem też skończyć. Bo właściwie tak racjonalnie mysląc nie widzę sensu żeby dalej unpretty.pl prowadzić. Dla innych ? Nie. Dla siebie ? W jakim celu ? Nie wracam do archiwum, nie opisuję tu tego co robię ani moich przemyśleń. Właściwie nie wiem co tutaj opisuję. Ale poniewaz lubię od czasu do czasu coś napisać, chyba nie zaprzestane tej działalności. Typowo jesienny dzień dzisiaj. Szaro, smutno, tak wielu różnych ludzi na ulicach. Kiedyś myślałam, że wszyscy jesteśmy jednakowi, mamy podobne potrzeby, marzenia, ze jeśli byłaby taka potrzeba moglibyśmy się wszyscy ze sobą dogadać. Dzisiaj wiem już że te myśli mogę odłożyć spokojnie pomiędzy Śpiącą Królewną a Kopciuszka. I może to mnie boli. Ze nie potrafię zrozumieć jak to jest nie byc mną. Może denerwuja mnie pewne bezczelne osoby z mojej klasy. Dobrze ze nie tylko mnie denerwują. Bo gdyby tak było, nie wierzyłabym juz chyba w nic. Widziałam dzisiaj swoją starą nauczycielke od polskiego. Nauczycielkę z gimnazjum. Nieprzerwanie z włosami zwiazanymi w warkocz. W jakieś nieprzemakalnej żółtej kurtce, w tych samych okularach z tym samym wyrazem twarzy. Życie jest monotonne mimo wszystko. A jesli nie jest, to będzie. Pesymistka ? Nie wiem, tak mi się wydaje. Monotonność może i być czasem dobra, ale nie wtedy kiedy myśli się o niej w szary zminy październikowy dzień. Ale wydaje mi się, że tak naprawdę, w całym tym moim egzystowaniu tutaj boli mnie to, ze nie można mieć wszystkiego. Mogę czuć się cudnie siedząc u siebie w pokoju z piwem w ręku, rozmawiając przez telefon ze znajomymi. Czuć się dobrze, ale nie mogę pozbyć się wrażenia że czułabym się dobrze też w innych miejscach, a nie jest mi to dane. Nie potrafię tego do końca wytłumaczyć. Czuję się chyba przytłumiona ogromem tego świata, zła, że człowiek nie ma szansy doznać wszystkiego, co mógłby. Pamietam jak byłam mała, poszłam z mamą do sklepu papierniczego i kupowałyśmy naklejki na zeszyty. Wiedziałam że mam kupić dwie, pani rozłożyła przede mną z 20 czy 30 różnych wzorów. Wolałabym chyba, zeby położyła dwa, lub trzy. o co nam tak przeogromny wybór, skoro nie dane jest nam spróbować wszystkiego ? Czy nie czulibyśmy się lepiej gdyby w życiu było mniej możliwości i każdy mógłby spróbować każdej z nich ? Czy później nie byłoby łatwiej odchodzić, wiedząc że spróbowało się wszystkiego, niz żałując że możnaby było jeszcze zobaczyć, poczuć, przeżyć to czy tamto ? Niby wolny wybór i uszanowanie tego że wszyscy jesteśmy różni i mamy różne potrzeby jest jedną z cech sprawiedliwości na świecie. I żeby życie było sprawiedliwe, każdy powinien mieć wybór robienia dokladnie tego co chce. A co jesli ktoś ma problem ze znalezieniem tego co chce, co jeśli ktoś stojąc na rozdrożu, wybierając jedną ze scieżek zastanawia się od razu co tez kryje się na końcu pozostałych ? Co jeśli wie, ze wszystkich tych scieżek nie przejdzie ? Przecież odbiera mu to siłę i ochotę iśc którąkolwiek z nich. A przynajmniej odbiera w pewnym stopniu… Wiem, że to słabe, dziecinne, ktoś daje palec ktoś inny chce całą rękę. Ale czy mozna tłumić w sobie swoje mysli, nawet wtedy kiedy wie się że są nie takie, jak być powinny ? Narzekanie jest oznaką słabości, braku umiejętności przystosowania się czy też odwagi cywilnej i chęci nie poddawania się nurtowi.
Heh, po napisaniu takich zdań, i po zastanowieniu się przez chwilkę, musze napisać, ze Dostojewski miał rację. Myślenie jest chorobą. Ale co ja zrobię że taka pogoda powoduje że choruję, ja i inni ? Na pewne rzeczy nie mamy wpływu. Właściwie można by zastanowić się czy na cokolwiek wpłw mamy. Ale w sumie po co ? Można spędzać piątkowy wieczór z heinekenem w dłoni, z dwoma filmami by Steven Soderbergh (Ocean’s Eleven i Solaris, to po tym drugim mi odwala i takie notki pisze, tego akurat jestem pewna ;)) Mozna mieć plany na spędzanie niedzielnego wieczoru w kinie z osobą którą się zna, ale nie za dobrze, z którą spędzi się po prostu 109 minut w kinie i powymienia wrazenia o filmie. Mozna robić tyle innych rzeczy nie zastanawiajac sie jak, kto, po co, dlaczego. Na wycieczce w Krakowie Marta z Kornelem zastanawiali się nad definicja ognia, a raczej okazało sie że zastanawiali sie już nad tym wcześniej. Ja o takich rzeczach nigdy nie myslalam. Nigdy nie zastanawialam sie skad tu sie wzielismy, czym jest ogien, dlaczego woda jest mokra, czy jest jakies zycie w kosmosie oprocz nas, dlaczego jestesmy jedynymi istotami ktore maja świadomośc swojej śmiertelności. Ja nie potrafie sprecyzowac o czym pisze swoje notki na blogu i nie potrafie opisac o czym sa moje przemyslenia. Cala ja. A wiec mozna nie myslec, zyc chwila i nie tracic czasu na marudzenie. Mozna. Ale nie w dzien taki jak ten. |see the things I probably never get the chance to see|

Mam buty w kolorze nie czarnym, na obcasie do tego. Byłam z rodzicielami w galerii wczoraj. Kupiłam sobie buty i aż moja mutter się zdziwiła, że się zmieniam etc. Jeśli dodac do tego fakt że od kilku tygodni nie wychodze z domu bez spędzania o wiele dłuższego czasu w łazience niż kiedys, to właściwie temat nie powinien brzmieć dorośleję a kobiecieję :P Wogle wczoraj łaskawie z nimi zaczęłam rozmawiać, bo od czwartku przezywałam istną depersję. Po prostu wszystkim zachciało sie zadawać tyle, ze po prostu masakra powinnam siedzieć do 1-2 w nocy szłam spać o 22 bo fizycznie nie wyrabiałam. Ja nie wiem co to bedzie. Sobotę sobie zmarnowałam, w sumie pól niedzieli też. Chrzanię to. Nie dam się zarobić jak jakiś wół już w październiku (poczekam do grudnia). Po za tym okazało się ze ponownie okropnie poszły sprawdziany z polskiego. Że piszemy ładnie pięknie i wogóle ale za wodolejstwo, nawet najpiękniejszej postaci punktów nie ma. Pieprzony rocznik czarnobylski. Oczywiście musiałam nie zmieścic się w jedynej formiw pisemnej matury z polaka która by mi odpowiadała… Niee… oni mi tu punktować będą czy wymienię wszystko co jest w kluczu i huj ich obchodzą moje przemyślenia czy odniesienia do innych książek. Dobrze że chociaż ustna jest w fajnej formie bo inaczej byłoby istne piekło coś czuję. A właśnie, a propos ustnej i tematu – weszła do nas w czwartek dyrektorka z naszymi podaniami maturalnymi i po pierwsze pochwaliła nas ze jako jedna z nielicznych klas (właściwie jedyna) wybrała sobie różne i naprawdę ciekawe tematy bo niektóre klasy hurtowo wpisywały np. różne oblicza miłości w literaturze, i kazała nam podopisywac w tematach że temat opracowany na podstawie wybranych przez siebie książek – żebyśmy zostawiali jak najmniej furtek do udupienia nas, egzaminatorom. To jest niezaprzeczalny dowód że kończymy dwudzieste szóste liceum. Dyrektorka jest miła, udziela rad i nie krzyczy (skoro i tak odchodzimy z jej szkoły to jest jej wszystko jedno) jak to zwykle robi. Tak dziwnie trochę. Jedyne czego nie mogę się doczekać to tarczy. Bo mamy taki zwyczaj, że niższe klasy kupują najstarszemy rocznikowy małe srebrne tarcze z herbem szkoły, w tamtym roku najwiwęcej kasy płaciliśmy my i my dawaliśmy je maturzystom w tym roku to my będziemy stać po prawej stronie auli o_o Nawet Koniara mniej ostra jest. Powiedziała nam tak : wszyscy mamy mierną. Ona nie będzie robiła problemów, mierną mamy tak czy inaczej, czy swoimi ocenami zasłużymy na wyższą – nasza sprawa – zdać z niemca zdamy wszyscy (lol).
Mieszkanie dziadków zostanie oddane jakiemuś kuzynowi już w listopadzie podobno. Mój dom. Mój pierwszy dom i ja tam już nie będę mieć prawa wstępu. Po śmierci babci byłam raz, raz, nie powinnam więc chyba mieć prenetsnji, nie powinnam żałować mieszkania do którego przez ostatnie lata wcale tak często nie przychodziłam, ale jednak, zbyt duża częśc mnie wciąż tam żyje. Nie musimy widzieć przeciez człowieka czy jakiejś rzeczy żeby wiedzieć że wciąż jest nam droga, prawda ?
Strasznie spodobała mi się nowa piosenka Wilków, nie tylko dlatego, ze jest fajna, ze względu na tytuł przede wszystkim. Jestem teraz szalenie wrazliwa na punkcie wszystkiego co ma jakikolwiek związek z Młodą Polską – związek słowa „bohema” jest zbyt wyraźny żebym przeszła obok niego obojętnie ;) Zresztą, Stanisław mnie prześladuje ostatnio ;) Ogladam sobie wczoraj Fakty, konczyły się już a ja chciałam iść się wykąpać, brałam juz pilota do ręki i chciałam wyłączyć tv ale w ostatniej chwili pomyślałam sobie ze ten ostatni materiał też jeszcze zobaczę – „jak różne miasta radzą sobie z grafficiarzami ?” Sposoby wypłacenia gotówki przez policję Rudy Śląskiej w zamian za „zakapowanie” „artystów” i pozwolenie jednego dominikanina na malowanie murów kościoła w zamian za zostawienie miasta w spokoju jakoś mnie nie zainteresowały. Natomiast krakowska akcja zamalowywania rysunków projektami witraży Wyspiańskiego jak najbardziej… Chcę do Krakowa. Pragnę tego miasta po prostu ^^ Nie tylko zresztą na Muzeum Narodowe i inne rzeczy kojarzące się z Wyspianskim. Wyszłam wczoraj tak zdegustowana z Empiku jak nigdy. Po prostu NIC nie może sie równać z pewną krakowską księgranią (a ja tam nie kupiłam żadnej ksiązki, chociaż miałam kartę… idiotka) Tam było WSZYSTKO. Łódź jest zbyt… zbyt nowoczesna, nijaka, wszystko dla mas, jakieś frazesy, nic konkretnego… W każdym razie o prześladowaniu jeszcze, dzisiaj obiad u babci – stoję w przedpokoju i zakładam buty – wzrok na ścianę, szukam obrazu, któremu nigdy się nie przypatrywałam („obrazu” naturalnie) – jest, 1904 – dwie powykręcane litery – babcia ma Wyspiańskiego w przedpokoju… Wiedziałam, no, wiedziałam, a ja nigdzie nic znaleźć nie moge. Zbyt często tak sie w życiu dzieje. Jedni mają coś na czym im zupełnie nie zależy nie wiedząc nawet że dla innych może to być wszystko czego pragną (żeby nie było, mała reprodukcja jakiegoś portretu made by SW nie jest moim życiowym marzeniem – ot, taka wolna myśl)
Ide uczyć się o jakiś wirusach, bakteriach i glonach, później o tym jak ubierali się ludzie in die siebziger, funfzieger, sechzieger i achzieger (po kolei nie ma co :P) a później do sklepu (wujek dał cynk o jakiejś mega wyprzedaży spowodowanej zamykaniem sklepu, a później nauka wosu, angielskiego i robienie historii na wtorek. Yummy ^^

ps. dziękuję sile wyższej że nie postawiłam w piątek kasy na elminiacje do MŚ, co prawda Polska być może by mi weszła (zastanawiałam się nad samym remisem albo nad wygraną z podpórką), Ukraina by weszła i jeszcze kilka innych, ale nie weszłyby mi Włochy – jak można ze Słowenią przegrać ? Dno, panowie, dno…

Zapragnęłam nagle zrobić stronę o Wyspiańskim. Z przykrością stwierdzam jednak, ze w chwili obecnej powstać nic nie powstanie. Nawet nie z braku czasu, z braku jakiejkolwiek twórczej inwencji która pozwoliłaby zrobic mi co zadowoliłoby mnie na tyle, ze umieściłabym to online. A jeśli jedyne co jako tako mi wychodzi to tzw „intro” to szkoda gadac. Po za tym czytając to „z rodu tytanów” dochodzę do wniosku że mam wiele wspólnego z 19letnim Wyspiańskim, wspólnego jeśli chodzi o spojrzenie na świat. Biorąc pod uwagę, że dzieli nas 117 lat i płec wynika z tego ze chyba nie jestem do końca normalna ;)
Aha, czasu jak nie miałam tak nie mam. Po przeżyciu pierwszego „tygodnia marzeń” powiem tyle – jestem zmęczona…

Kilk

6 komentarzy

Marzenie każdego maturzysty :

l19.jpg

Klik

xxx

4 komentarzy

Dla jednych dzisiejszy dzień był cudowny. Cudowna polska pogoda. Delikatne słońce, chłodny wiaterek, coś co daje powietrzu atmosferę spokoju i błogości. Jakieś starsze małżeństwo pewnie siedziało na swojej działce, jakaś mała dziewczynka poszła z mamą na huśtawki a dzieci w przedszkolu grały w piłkę na boisku. Albo „na dworze”, bo chyba w przedszkolu termin boisko, jeszcze nie występuje. Dzień za ścianami dwa sześć był zgoła inny. Najpierw przydzielono nam po jednym temacie na sprawdzianie maturalnym (bo po co mieć wybór skoro można go nie mieć ?) Tematy również powalały, mnie na przykład trafiła się analiza porównawcza (analiza porównawcza.. :/) Baśni o Narcyzie Owidiusza i Nrazyca Marii Pawilkowskiej-Jasnorzeskiej. No po prostu marzyłam o tym od zawsze. Nalałam wody na 3,5strony. Zobaczymy… Później dowiedziałam sie, ze nie otrzymam książki od biologii (za któą zapłaciłam) bo ktoś je zabrał i dla mnie już nie ma. Ot tak. Po prostu. Mam kupić sobie sama. Książkę od geografii zabrała mi profesorka do domu, mniejsza z tym, ze w piątek mam klasówkę. Włodyjowiczowskie „nic to”… Na polskim wychowawczyni nasza uświadomiła nas o przechodzeniu swojej menopazy. ZOstaliśmy skrzyczeni, ze zwolniliśmy się u wice dyrektorki z lekcji których i tak nie mieliśmy mieć. Pani nasza kochana uznała ze nie pójdziemy do domu po 3 godzinie, kiedy w szkole możemy robić inne pożyteczne rzeczy. Załatwiłą nam zastępstwo tak, że przez pół lekcji nie robiliśmy nic, a następnie ogladaliśmy końcówke (10 minut) zbrodni i kary. Zajebiście. Z drugiej lekcji poszliśmy. Nic to. Oprócz tego wsadziła nam w środę na 6i7 lekcji zajęcia z teatroznastwa – bo przecież po co było załatwiać to w pierwszej czy drugiej klasie. Lepiej z normalnego planu zrobić nam napaćkany fakultetami i niepotrzebnymi lekcjami hardcorowy plan iście z drugiej klasy. Nic to ? Nie nic to. Mam chandrę przez tych wszystkich debili. Bo do wychowawczyni naszej ukochanej dochodzi jeszcze babka od angielskiego, która wczoraj odwalała istne cyrki na naszej lekcji i aż boję się pomyśleć co będzie jutro. Wszyscy sa zgodni, o ile w pierwszej i drugiej klasie marudziliśmy, ze szkoda, że eLO teraz trwa tylko 3 lata, o tyle teraz wszyscy juz chcą wynieść się z tej cholernej budy. Juz wiem dlaczego, jak przyszłam tu w pierwszej klasie, wszyscy absolwenci patrzyli na nas z pewna litością – nie wiecie co was czeka… I tak mamy lepiej. Czwartego roku chyba nikt z nas by nie wytrzymał. Odpoczywam ucząc się. (aa jakze zapomnieć mogłam o problemie z w-fem :D.. zajebiście jest) mówię wam…

SIę świat komplikuje. Świat maturzysty. Świat wyborów :
chodzić na fakultet z WOSu czy z angielskiego (idioci zrobili je o jednej porze), zapisać się na dodatkowy angielski czy nie ? etcetera etcetera etcetera. Po za tym dowiedziałam się, ze jako, pisze dwa dodatkowe przedmioty zamiast jednego, będę mieć sprawdziany przedmaturalne co tydzień – aż do stycznia! Jupi, cholera, jupi! Ze spraw innych, to ja chyba już nic jeść nigdy nie będę, w sumie Clyde (zaraz, wy Clyda nie znacie, mój host w London town) nie jadł nic, pił tylko 2-3butelki czerwonego wina wiczorami i upierał się, że ludzkość wymyśliła sobie, ze jeśc trzeba… Moze miał racje cholera… Zjadłam wczoraj jedną łyżkę lecza (za tłuste było) wypiam jeden łyk szampana (za kwaśny był) nie spałam pół nocy marząc o czynności, którą sie zwykło robić po alkoholowych libacjach, lub w czasie wczesnej ciąży lub bulimii. Nie powinnam jeśc albo pić wynikałoby z tego. Dumnie ogłaszam, że od jutra nie jesm nic. Od jutra, bo dziś zjadłam flaki, wiec zapewne czeka mnie kolejna hardcorowa noc. Jupi! Po za tym wieczorami znowu nachodzą mni zbyt refleksyjno-depresyjne myśli. Witamy jesień jednym słowem. Ogólnie fajnie, tyle, ze jak jestem sama to mam ochotę unicestwić cały świat, jak z kimś, a właściwie, jak jestem z ludźmi z klasy – jest ok. Chociaż nie, nie ze wszystkimi, dobra, przyznaję się publicznie, jestem zła. Zła bo zachowania niektórych mnie irytują, zła bo oceniam innych, zła wogóle, zła, zła, zła. Okropna nawet w tym, ze lubię się śmiać, dostałam reprymendę w sobotę w sklepie. Stałyśmy z mamą przy kasie i pani dośc topornie szło liczenie tego wszystkiego. Smiałam się, nie mogłam, nie z pani, z sytuacji, nie ważne, i tak zostałam określona jako zła osoba w oczach mojej rodzicielki. Czasami mówię, za głośno, czasami za cicho, czasami za mało czasami za dużo. Na moja obrone mam to, ze nikomu celowo przykrosci nie chce sprawic, wiekszosc ludzi, ktorzy robia mi (i innym) swinstwa robia to celowo, (dobra, przestaje chrzanic, pieprzyc jesienna doline i jutrzejszy sprawdzian, kolezanka z gimnazjum ma internet, ma gadu gadu, i wlasnie zlapalam z nia kontakt pierwszy od dluuugich m-cy… dla takich chwil warto zyc.. wlasnie dla takich
finito ;D

Napisałam sobie coś na nadgarstku mazakiem… Chcę taki tatuaż w przyszłości, no może niekoniecznie z tym napisem, ale podobny, nie chcę już na żadnych ledźwiach, łopatkach, kostkach – chcę na wewnętrznej stronie nadgarstka (i nie papugować!) :P. `A propos, pamiętam jak jeszcze kilkanaście m-cy temu manifestowałam swoja niechęć do małżeństwa, małżeństwo – jesli juz to po trzydziestce… Dziś mam zgoła inny pogląd, lepiej szybko, dwadzieścia kilka lat, jakieś tam dziecko szybko odchowane i zabawa cały czas ;) A nie czekac aż się zdziadzieje, żeby jeduną rozrywką było poznawanie ogniska rodzinnego ze strony innej niż pozycja dziecka. Tyle, że znowu moje życiowe ‚right on time’ się odezwało, bo o ile jeszcze dwa lata temu, czytałam, ze młodzi ludzie zaczynają zakłądać rodziny to teraz sytuacja się odmieniła i coraz mniej małżeństw zawartych zostaje. Życiowy bad luck ? Przyzwyczaiłam się. Kolejny przykład miałam ostatnimi dniami. Kto njadłużej i najciężej chorował z naszej wielkiej domowej trócjy ? Oczywiście ja, potem mama, na końcu tata, którego choroba trwała powiedzmy 1,5h… Biednemu zawsze wiatr w oczy.. „Błogosławieni, którzy cierpią….” niech to się lepiej sprawdzi w przyszłości, bo jak nie to sie oszukana poczuję, lol.
Po za tym wyglądam jak jakiś zakręcony Byron… Jakieś koszule, jakieś szaliki, nowa fryzura z przedziałkiem na boku.. Co się dzieje ? ;))
608.gif Hoobastank – The Reason (nie można czasem posłuchać czegoś ze szczytów lis przebojów ? ;))


  • RSS