unpretty blog

Twój nowy blog

No, trochę mnie nie było. Miałam o czym pisac, nawet miałam kiedy pisać, ale mi się nie chciało. Klawiatura nie wydawała sie zbyt miła ;) Powinnam zacząć od tego, ze kilka dni temu mama przyniosła z mieszkania babci listy. Listy dziadka. bardzo stare listy z lat ’48 ’49 ’50. Niesamowite. Ponad półwieczne kartki papieru, pisane ze statku, przez osobę, którą najbardziej ceniłam w życiu, cenię nadal w pewien sposób. Pisane na Bałtyku, nie zwykłe listy, listy przecudne. Opowiadajace historię której, żyjac z tym człowiekiem codziennie nie dane było tak do konca poznać. Zawsze czytałam o rzeczach, pamiątkach znajdowanych gdzieś na strychu, pamiatkach rodzinnych opisujacych jakies stare niesamowite historie rodzin, myslałam, że bardzo rzadko zdarza sie zeby coś takiego ludzie odnaleźli w świecie codziennym. A teraz mam w pokoju kilkanaście listów, z których wybrałam jeden, jeden szczególny, wsadziłam do książki i bezgłośnie nadałam mu tytuł właśnie takiej najważniejszej na świecie pamiątki. Wykaligrafowane literki, przecudne zwroty, których po swoim dziadziusiu chyba bym sie nie spodziewała, i historia miłości niczym ze starych filmów. Niezbyt długi list, ale przepiękny. Niesamowite, po prostu, niesamowite. Czytając cos takiego nie mozna się nie wzruszyć, tym bardziej gdy tą osobę znało sie całe życie (swoje życie), gdy ta osoba była nauczycielem nie tylko pisania i liczenia, ale przede wszystkim życia. Wzięłam ten jeden list, jeszcze dlatego, że jest tam cytat ” `morze, nasze morze` słychać śpiew” czyli jedna z piosenek której uczyłam się siedząc na kolanach dziadka. Do dziś pamiętam, ciemno w pokoju, światło palące się tylko w kuchni, babcia myjaca naycznia, ten jedyny i niezastąpiony zapach fotela, gazet obok, dziadziusia, mnie na jego kolanach, na ustach z tą piosenką o polskich marynarzach, pewnych rzeczy się nie zapomina, pewne rzeczy, ich wspomnienia zawsze będa sprawiały, że oczy stają się szkliste. W sumie, w obliczu pewnych spraw wszystkie inne staja się mało istotne, a opisywanie pewnych zabawnie-infantylnych rzeczy które wydarzyły się podczas próbnych matur byłoby chyba tasteless w tym miejscu. Więc skończę w tym miejscu…
na grzbietach fal garbatych, ojczystych morskich wód…

Dzień zupełnie nie jak codzień. Zaczęło się od geografii. Nie chce sprawdzać w książce prawidłowych odpowiedzi. Poczekam sobie do piątku zeby sie dowiedzieć czy jestem zagrożona czy nie :| Później nie działo sie nic, na długiej przerwie miało być zebranie z historykiem w sprawie omówienia sprawdzianów maturalnych. Okazało sie ze poszłam tylko ja i Dorota :O Całą przerwę spędziłyśmy same w sali z Sierantem. Masakra. Musiałyśmy jeszcze raz ten sprawdzian robić i to chyba była moja najdłuższa rozmowa z Sierściuchem ever, nie było tak źle, było.. dziwnie ;) Następnie na siłowni facetki nie było praktycznie cały czas (nie zmęczyłyśmy sie dzisiaj :D) a ja skapnęłam się, że jedna osobę z grupy dziewczyn znam bardzo dobrze, nie poznałyśmy sie od razu, dopiero jak powoli zaczełyśmy sie dowiadywać skąd jesteśmy etc olśniło nas ze sie znamy… LOL Żenada ;) Ale śmiesznie w kazdym razie było ;) Po 8 godzinach grzecznie wyszłam ze szkoły i poszłam na zakupy. Jesli ktoś mieszka w Łodzi (dobra, nie mieszkam, ale prawie ;)) nie ma szans zeby kiedykolwiek nie był na Pietrynie czy dzisiaj, koło Galerii (w sumie jeden pies, bo Galeria jest obok Piotrkowskiej ;)) W tych miejscach prędzej czy później kazdy z każdym się spotka. Dzisiaj znowu sie o tym przekonałam. Miałam juz wchodzić w przejście prowadzące pod galerię, keidy z tego przejścia właśnie wyszedł ON. Marcin. Nie widziałam go od 2,5 roku. Od zakończenia gimnazjum. Od tamtej róży, tamtego garnituru, tamtego zapachu, minęło dużo czasu. Zaczęliśmy gadać. Okazało się, ze najbardziej prestiżowe liceum w Łodzi i jedno z Naj w Polsce baluje. I to baluje ostro. Sarna zdaje na maturze matme i fizykę, ale sobie na 100% poradzi, bo jest genialny, ale nie miałam pojęcia ze z niego taki alkoholik :P Naprawdę byłam przekonana ze on nad ksiazkami siedzi. W lekkim szoku byłam, on tez kiedy dowiedział się, ze w mojej szkole juz klub samobójców nie działa (stara legenda mojego eLO mówi, że kilka lat temu, w dwa sześć była taka presja nauczycieli i było tak cięzko (chcieli liceum Marcina przegonić czy jak ?) ze kilka osob grupowo odebrało sobie życie) historia o tyle prawdziwa jeśli można wierzyć duchownym. Bo z nauczycieli (właśnie z wyjątkiem księdza) nikt tego tematu nigdy nie poruszał. Zakrecony świat Marcina jest dalej zakręcony. Choć on sam o tym nie wie. Dla mnie jest zakręcony.. wspaniale zakręcony. Cholera jasna no ;) Ten facet nie zdaje sobie sprawy jak na mnie działa. Od gimnazjum i wciąz po dwóch latach… Jestem totalnie nienormalna. Ale Sarna tez. Sarna geniusz pijaczyna, który zgubił podczas jednej imprezy kurtkę i wszystkie dokumenty ;)
Lekko przymulona tak nagłym i miłym spotkaniem poszłam na zakupy (miałam wyladować nad książkami szukajac jakiś ciekawych pozycji) gdzie wylądowałam ? W ciuchach rzecz jasna. W Orsay jak zwykle straciłam majątek tym razem na spodnie brazowe i genialna czarną spodnice za kolana która (cholera no nie znam się:P) nie jest prosta, tylko tak odstaje tak ahh mega superancko. Swietna jest ta kiecka. Juz ja uwielbiam :D Zeby jeszcze odchudzić portfel poszłam do Colosseum, ale tam jak zwykle wszyskie ciuchy albo niezbyt, albo jak juz przymierzałam, za małe, nie wiem co tam jest, ale muzyka, która tam leci, niemiłą obsługa, głupie przymierzalnie sprawiają ze jeszcze żadna rzecz którą tam przymierzałam nie była dobra. We wszystkim wygladałam jak jakiś obleczony w materiał kurczak XD. Załoze się że jakby te same ciuchy wisiały w którymkolwiek innym sklepie lezały by na mnie dobrze. No w każdym razie postanowione – więcej do Colesseum nie wchodzę. Poszłam do New Yorkera (bo przy Empiku :P) no i wyszłam jeszcze z koszulą. cholernie droga ale dokładnie taka jaka chciałam, a w zestawieniu z nowymi spodniami i spódnicą.. MNIAM. Facet ktory mnie obsługiwał był jakiś dziwny. Wolę chyba kobiety za ladą. Nie odzywał się do mnie ani słowem jak płaciłam kartą a jak zaczęłam ogladać wypasione rękawiczki odwrócona do niego bokiem wydarł mi sie z uśmiechem nad uchem ze w poniedziałek i we wtorek będą sprzedawać o 30% i zebym przyszła. Informacja leciała do mnie niespodziewanie długo i dopiero po chwili powiedziałam cos w stylu ‚dobrze’ w Empiku jak zwykle nic nie było, więc wróciłam do domu, gapiac się na blondyna-metala w tramwaju. Wszystko przez Marcina, przypomniałam sobie że faceci mogą słuzyć do czegoś wiecej niz do bycia kolegami hmmmmm
A potem mi się smutno zrobiło (jak u Tuwima – „rozpłakało się szczęście” – btw jak jak kocham ten kraj, jego poetów i jego jezyk…) w podstawówce czy gimnazjum jak się człowiekowi ktoś podobał, to łaził z jakąs psiapsiółą pod jego blok, w miejsca gdzie mógł przybywać. Plan zajęć znało się dobrze zarówno swój jak i jego. I było fajnie, bezcelowe łazenie po mieście etc etc etc. Nawet teraz jakbym chciała mogłabym się przypadkeim znaleźć pod blokiem Marcina czy Michała (no, co ? czy ja kiedyś mówiłam cos o monogamii ? :P). W przyszłym roku swiat się skomplikuje. Marcin powiedział ze jak mu coś nie pójdzie (co jest niemozliwe znajac jego mozliwosci) skonczy na polibudzie, jak pojdzie dobrze skonczy na U.Warszawskim. Kontakt mialby sie zerwac nieodwracalnie ? Nie podoba mi sie to. Mniejsze miasta maja jednak swoje dobre strony, czasami meczy to ze mozna kogos spotkac jesli sie nie chce. Ale z drugiej strony, latwiej jest rowniez spotkac kogos kogo sie chce (mimo ze dzisiaj Marcina spotkalam w Lodzi) (… było ladne zdanie ale sie zamotalam – koniec notki TU)

Nauczyłam się dzisiaj czegos. Zawsze utożsamiałam poezje dwudziestolecia ze schyłkiem owego okresu, zapowiadajaca wojny, taka hm nieciekawą. Nie miałam pojęcia o Skamandrytach, o tych pierwszych latach po odzyskaniu niedpoległości (które właściwie kojarzyly mi się tylko z 90 partiami, z 22 rokiem z zabójstwem Narutowicza etc), nie przyszło mi do głowy żeby zastanowić się nad tym co pisali młodzi ludzie zaraz po 18 roku. No i teraz wiem. I jestem urzeczona. Urzeczona optymizmem bijącm od tych antyromantyków, a przecież buntuntujacych sie dokładnie jak oni. Wywiązała sie ciekawa rozmowa na polskim o Polsce, o świecie, o złych Niemcach i głupich Polakach, głupich ale (i tu podązam dokładniem śladem myśli mojej polonistki, co mnie trochę przeraża tak z jednej strony) kochanych, skorumpowanych i nie zdających sobie sprawy z wartości które ma, którymi dorównuje i często przewyzsza innych. Jak chochoł z Wesela, no :p A ‚a propos – oddała te prace piątkowe – dostałam 5- i pochwałę, za ‚rzetelne zrozumienie i podejscie tematu’ (no, 6 stron sprobowala by nazwac nierzetelnym :P) ładna prace (bla bla bla) chyba jedyna piątka w klasie (LOL). Stasiu aj law ju :D I wogóle dzień dzisiejszy był swietny (tak na 4 godziny to ja sobie przychodzić mogę) chociaz juz przywykłam do przychodzenia do szkoły o 12 i pisania matury do 17 :D Taka atrakcja czeka mnie jeszcze we wtorek i piatek (chociaz to juz nie bedzie to samo bo tylko czesc osob bedzie to pisac, aha powtorze sie zapewne – uwielbiam swoja klase :D) ;) Nie wiem jak ja wos napisze ale luz, wielka improwizacja bedzie. Boze, wszedzie Mickiewicz ostatnio, dzisiaj na polskim (o, np. jak ja mogę nie lubic Skamandrytów – takiego Lechonia np. uczen Wyspianskiego, idol Slowackiego i wszyscy zgodnym chorem uznaja ze dosc juz Mickiewicza w poezji, dosc Polski – Cierpiętnicy – wreszcie ktos normlany wsrod pisarzy :D), przedwczoraj na maturze rozszerzonej (ha ha ha, bede miala punkt bo pochwalilam sie w swojej pracy ze wiem co cytuje Chor Starcow u Rozewicza i wiem nawet kto to napisal :P Jak dobrze pojdzie to moze bede miala nawet 2 punkty – yeee nie bede miala zera lol ;D) u mnie Mickiewicz.. dosc – zdejmuje plaszcz Konrada i ide cieszyc sie zyciem (bede sie nim cieszyc do jutra, do 3 lekcji, do matematyki, do klasowki z czegos o czym 3/4 klasy nie ma pojecia – lacznie ze mna rzecz jasna :P) „…I kapelusz dziurawy liliowymi kwiatami..” – poezja, poezja… :D

Powinienem z wiatrami po ulicach się włóczyć,
W tłoku miast, podchmielony, najradośniej się chwiać,
Od andrusów, dryndziarzy powinienem się uczyć
Gwizdać, kląć, pohukiwać na psiakrew i psiamać!
Od rynsztoka do ściany zygzakami się toczyć,
Ranyjulek! swobodny, bezpański, jak pies!
Sińce łapać na słupach, w zbiegowiskach się tłoczyć,
Na parkany wdrapywać się wiosną po bez!
I kapelusz dziurawy liliowymi kwiatami
Na swą chwałę ustroić i na chwałę swą chlać,
I znów w kwiatach się włóczyć po ulicach z wiatrami,
Podnieś łeb, gwiazdy łykać i na nogach się chwiać!

Julian Tuwim, Ranyjulek

A ja mam Sony Ericssona T630.. yee :P
Z mojego genialnego planu powiedzenia Erze co o nich myslę i kupienia sobie w Idei Nokii 6610i (czy cos takiego :P) nie zostało nic. Za to, pani z Ery mogła sobie na mnie i na mojej mamie poćwiczyć wpływanie na klienta. Dostała 5+. Zostałam w erze, przedluzylam umowe i zrezygnowałam z nokii (ten sony wyglada w realu pięcset razy ładniej niz w necie na zdjeciach :P) Od wczoraj mam infantylną zabawę robienia wszystkim zdjęc (jak sie dowiem czego potrzeba zeby na moj komputer je poprzesylac – pochwale sie :P) jakbym miala XP zrobila bym to juz dawno, ale jak sie siedzi na 98 to trzeba kombinowac. A na razie mi sie nie chce. A, i oprocz zdjec rodziny robie zdjecia plikom w komputerze (mam np taka piekna tapete teraz – tyle ze bez tej bialej ramki :P) no i nagrywam wyglupy rodzicow. Tak wlasnie przygotowywuje sie do probnej matury jutrzejszej. Tak no i zmieniajac wystroj bloga. Bez okazji. po prostu mi sie jakos tak wlosko ostatnio zrobilo ;))
No i dostaje smsy od panikujacych ludzi. Moze tez powinnam zaczac panikowac ? Ok. Panikuje. Ide panikowac do wanny :)

A było to tak. Dobry dzień popsuł Dzięcioł. Który mnie zapytał. Zapytał z tematu ktory mieliśmy przerabiać dzisiaj. Pokrzyczeliśmy troche na siebie, ja dowiedziałam sie, ze demokracja ateńska wcale nie jest taka wazna, kiedy mówimy o kolebce cywilizacji europejskiej, dowiedziałam się także, ze jeśli chce cos powiedzieć o Imperium Rzymskim to powinnam powiedzieć ze było duze, no i na końcu dowiedziałam się, że chrzescijanstwo pan prof. nie zaliczył do religii ktora wymieniłam na początku. Usiadałm z tróją mimo sprzeciwów klasy, która krzyczała że powiedziałam wszystko co mozliwe. Yeee. Wezme strzelbe i poystrzelam wszystkie dziecioły… Tan facet tak ma, raz stawai 4 za nic a połowa klasy ma 3 za probe podjecia z nim dyskusji… No comments. Wsciekla, bez ksiazki od polaka (ktos mi ja zgubił, świetnie :/) poszłam na polski gdzie miała być praca stylistyczna z Młodej Polski. Wzięłam kartkę i chyba jako jedyna wybralam temat „Podaj sens narodowego i politycznego znaczenia Wesela Wyspianskiego” nie bylam w stanie skupic sie i pisac o czyms nad czym musialabym sie bardziej zastanawiac. Po prostu wzielam dlugopis i zaczelam pisac. Wyszlo 5,5 kartki A4, nie wiem jak ja to zrobilam. Na dobre zakonczenie nie starczylo mi czasu, wiec otatnie zdanie jak zwykle jest lekko debilne. Aczkolwiek teraz uwazam ze troche tam wody nalalam i i nie mam pojecia jak ona to oceni… W kazdym razie, jakby co, bedzie na dzieciola. Oj dawno mnie tak nauczyciel nie wkurzyl… Pozniej na historii nie dosc ze mnie nie spytal (spytal kolezanka ktorej postawil 2 za powiedzenie naprawde szczegolowo calego kalendarium 1921-1926 – calej klasie opadla szczeka – pogielo Siersciucha. Kolega dzieciola wiec w sumie mogl mu sie dzisiaj debilizm udzielic. Ja za to dostalam 4 z pracy dla chetnych, normalnie bym skakala do gory z radosci, ale dzieciol obrzydzil mi zycie. Bo tu nie chodzi o ocene. Od jednej troi nikt nie umarl. Chodzi o to ze zostalam zapytana z czegos z czego nie powinnam zostac zapytana, ze powiedzialam praktycznie wszystko, ale on juz uznal ze nie powiem „dobrze” w momencie kiedy wstawalam z lawki. A takie zachowanie po prostu mnie wkurza. Zero sprawiedliwosci. Tak jak wtedy kiedy klocil sie z Karolina (tez dostala 3..) bo ona uwazala ze rozstrzelanie nie zawsze jest najbardziej humanitarnym rozwiazaniem, kiedy indziej Natalia (tez 3 dostala) bo probowala wyrazic wlasne zdanie nt przeczytanego tekstu. Zajebisty gosciu. Zajebisty. Pozniej jeszcze przezylam horror, kiedy po silowni musialam ubrac sie i w ciagu 10 minut znalezc sie na kaliskiej. naturalnie musial mi wtedy zadzwonic telefon, naturalnie musialam wtedy sprobowac otwierac szafke w rekawiczkach, naturalnie musialam przy wyjsciu skapnac sie ze jestem w adidasach, naturalnie musialo sie okazac ze zamiast glanow wzielam dzisiaj kozaki na obcasie, naturalnie musialo sie okazac ze tramwaje do srodmiescia nie chodzily (bo przeciez Łodź zasypało, nie). Mam nadzieje ze nikt nie nagrywal jak „biegłam” w tych kozaczkach po sniegu i lodzie przez nieruszane przez nikogo ulice. Kiedy wpadlam na kaliska, musialam kupic bilet, i kiedy na 3 minuty przed odjazdem wdrapalam sie po mega sliskich schodach na peron 3 mila pani z glosnikow oznajmila ze pociag do Kutna wyjatkowo dzisiaj odjedzie z peronu 5 – towarowego ktory jest w jakims polu – musialam wiec zejsc po tych schodach, przejsc przez caly dworzec i biec po lodzie (wraz z innymi nieszczesnikami) gdzies hen na koniec stacji. Po prostu uwielbiam takie akcje… Ide jutro przeprosic glany, pieprzyc kozaki. Nawet najladniejsze. Jak czlowiek jest w potrzebie to beda tylko przeszkadzac ;) Na pare dni znikne teraz. Jutro ide poszperac w Idei i zapytac sie czy mi telefon sprowadza w Erze musze powiedziec ze ich zegnam bo maja coraz slabszy zasieg i umowy na pewno z nimi nie przedluze. W niedziele mam zamiar byc zajeta a kolejny tydzien = tydzien probnych matur, chodze do szkoly w poludnie wracam okolo 18 – zajebioza. Naprawde :|

tak sobie popatrzylam na te moje literki. Z tego bloga wynika ze moje zycie jest smutne, szare, i ze caly czas marudze. Chyba perspektywa napisania paru slow w siec tak na mnie wplywa, bo tak naprawde jest wesolo, jest megasmiesznie powiedzialabym i wlasciwie na nic, oprocz dzisiejszego zachowania dzieciola narzekac nie moge. Szkoda tylko, ze jedsien odchodzi wielkimi krokami. Zima nie jest juz tak fajan pora roku. Aczkolwiek widoki za oknem zapieraja dech w piersiach ;) O niczym mi sie w sumie nie chce pisac, mowie tylko, ze zyje i ze perspektywa matur, dlugich dni i kilku obowiazkow sprawia ze odkladam zycie w necie, przynajmniej w pewnym stopniu ;)

Jako ze wczoraj była u nas laska z UŁ (miała nam mówić cos o rekrutacji, mówiła o styendiach i akademikach – gratulejszyn…), rozdała nam kilka ulotek (podczas gdy mówiła z uśmiechem na twarzy ze nowa matura to zjebany pomysł który nikomu się nie podoba, od uczniów, po wykładowców na studiach) min. ulotki o pracy au pair. Zachwalała, bo właśnie jej 3 koleżanki skądś tam wróciły. Wymóg jest żeby znać dany język na poziomie szkoły średniej, od razu zaświtała mi myśl, że w przyszłym roku, wezmę się ostro do roboty i zdam egzamin z wloskiego. Będę miała papierek, problemu nie będzie, a no i prawko sobie zrobię. Ale to wszystko w roku przyszłym. Ofc. wolałabym wyjechać w ramach jakiegoś programu z uniwerku za granicę (mam nadzieję ze wśród 25 krajów z jakimi UŁ wspólpracuje są też Włochy lol) ale najpierw to sie trzeba na te studia dostać.. Nie… najpierw trzeba zdac maturę… A właśnie, dzisiejszy, peirwszy sprawdzian przedmaturalny z historii powalił wszystkich. Dostaliśmy pismo klinowe, synonim „kobiety z gór” trza było podać. Genialne. Na maturze na ostatniej stronie narysuję sobie trzy trójkąciki i pochwalę sie swoja znajomościa pisma klinowego.. yeee. Na polskim z kolei oddałą drugie sprawdziany z polaka. Pierwszy myślałam, ze napisałam dobrze, dostałam 3, ale to było jeszcze wtedy jak nie wiedziałam o co chodzi w tym jebniętym kluczu. Teraz wiedziałam, wydawało mi się ze skopałam totalnie dostałam 4, O_o ? Mimo rzeczowego błędu (co tam, pomylic tego na K, z Ordonem ze Świętoszka.. co tam :P) Nie rozumiem oceniania tych matur. Wogóle… Następny sprawdzian z romantyzmu. To sobie troche poszaleje, i powtarzać niczego nie trzeba… Moze się do mnie szczęscie uśmiechnie i dostanę taki fortepian Chopina do zinterptertowania… Chociaz watpię, Norwida sie nie daje. Dostanę jakiś sonet zapewne :PPP

A wczoraj to ja zamiast się uczyć, ogladałam megawieśniackoobciachowe reklamy włoskie z 1998r, bije mi ;) A po za tym dzięki pewnej miłej włoskiej istocie dowiedziałam się o jeszcze jednym zajefajnym włoskim zespole, który może moi rodzice polubia bardziej niż Articolo (co jest o tyle ważne ze nie będę musiała staczać walk za kazdym razem jak bede chciała włączyć swoja kasetę w samochodzie :P)
Aha, to co ostatnio dzieje się w mojej klasie przechodzi wszelkie możliwe pojęcia. Damian pisze na łacinie notatki na ławce, ołówkiem, Paweł do stojacego pod tablicą Przemka przynosi te „notatki” i kaze mu czytać, Kornel daje jakiejś obcej dziewczynie przez przypadek swój plecak na historii (po czym wali „momencik” do Sierściucha i wychodzi po niego XD) Albo dzisiejsza poprawa z łaciny. Nas 6. Ja sobie wzięłam sciage na nodze połżozyłam, przykryłam druga i coś tam napisałam, Przemysław był o wiele bardziej bezczelny, nie bedę opisywać co sie działo. Wszystko można skwitować jednym słowem. Przedszkole :P Przedszkole na całej linii, nie licząc biologii, facetka dostaje białej gorączki na sam nasz widok. Trudno. Przyżyjemy jakos. Mam nadzieję. Po za tym, kurde znowu robi sie najfajniej pod sam koniec szkoły. Bombowo. Naprawde. Reforma jest swietna :(

Spadam sie uczyć. Ostatnio moje życie wyglada bardzo schematycznie. Kończę lekcje jadę przystanek na gapę, wysiadam, idę na stacje kupic bilet, wsiadam do pociagu, jadę, 15 minut, 3 piosenki, jestem w domu, idę przez ulicę, mijam dwa bloki, jestem w domu, sprawdzam najwazniejsze rzeczy w kompie, uczę sie, smsów parę śle, ogladam tv, czytam coś, uczę się, idę spać z discmanem pod ręka. Fascynujace czyz nie ? :| Dobrze ze w szkole mam rozrywkę chociaz, bo totalnie bym juz sfiksowała. A ten rok miał być luźniejszy, no :( Ale ja nie narzekam, przynajmniej nikt mnie nie zmusza do grania w debilnych reklamach XD Dobra spadam, la vite e bella mimo wszystko, w sumie, jednak, wlasciwie… ;)

napisałam ładną notkę. Chuj ją strzelił. Znaczy blog. Znaczy na jedno wychodzi.
Nie chce mi sie produkować się na nowo… Konspekt (no… powiedzmy)
1. środowy teatr pozostawił mnie przed filozoficznymi pytaniami co można robić przez trochę ponad godzinę, na co mozna wydac 10 złotych ? Myślałam, że niewiele zdoła mnie już zadziwić, zwłaszcza w teatrze, myliłam się. Nigdy nie byłam na sztuce tak krótkiej, podczas której nikt na sali nie wiedział o co chodzi, która skończyła się się tak nagle, ze publika siedziała przez 3 minuty czekajac na ciąg dalszy. Przemyśleń wewnętrznych po ujrzeniu owej Śmierci Wenecji brak.
2. Czas płynie szybko. Zbyt szybko.
3. Dzisiejsza impreza obędzie się beze mnie. Nie lubię klubowych osiemnastek. Za picie trzeba płacić, nie dośc ze drogo to trzeba uważać zeby się nie upić (no, co ? Chopin jakby żył, to by pił, nie ? ;) po za tym trzeba potem zorganizować sobie powrót w jakieś zadaszone miejsce (łodź kaliska się nie liczy, śmierdzi bezdomnymi. wiem bo codziennie tam jestem :P) od jakiejś 3 do 8 rano, za dużo kłopotów. Nie lubię niekameralnych imprez, nie lubię imprez w niedzielę.
4. Rośnie kupka ksiązek „do natychmiastowego przeczytania”, żałuję że nie chodziłam na kursy szybkiego czytania, żałuję, ze nie przeczytałam kilku z nich wcześniej. Dlaczego nikt mi nie mówił ze w pewnym wieku życie przyspiesza, ze zaczyna sie żałowac, że wielu rzeczy nie zrobiło sie wczesniej, dlaczego nikt mi nie powiedział, ze przyśpiesza tak wcześnie…?
5. Słucham sobie Comy. Najlepszej polskiej płyty ad 2004. No w każdym razie najlepszej w zimny, szary, ponury jesienny dzień, taki jak 14 listopada 2004…

Myślałam ze umrę wczoraj na historii. Zaczął mnie tak boleć brzuch że myślałam ze nie wysiedze, ogladaliśmy film o narodzinach faszyzmu a ja nie mogłam wziąść do ręki ołówka i zapisać czegokolwiek na kartce :( Zadzwoniłam po tate, zwolniłam sie z wfu, posiedziałam sobie na jedne religii i poszłam. Właśnie, moja druga religia w tym roku, katechetka – poczciwa kobietka, trochę czasem az za bardzo, ale powiedziała parę madrych rzeczy, które mi weszły do głowy, i które juz całkiem pokłóciły z rodzicami. Ja mogę z nimi rozmawiać na wszystkie sprawy, ale w rzeczach powazniejszych zero zrozumienia. Obejrzeli sobie Pasję :
- ci Żydzi to jednak cierpia za to wydanie Jezusa cały czas (brak własnego kraju, ciągłe wojny bla bla bla)
ja – zastanawiający jest fakt, ze wszyscy zapiminaja o tym, ze Jezus tez był Żydem
- no właśnie, i wydali go jego rodacy…
w koło macieju. Trochę tak jak Świętoszek. Zgadzam się, zgadzam ALE….
Dzisiaj poszło z tata o ocenianie ludzi. Zero dystansu, zero obiektywizmu, a ja mówie, nie oceniaj innych bo po pierwsze nie jestes od tego a po drugie nalezy chyba zaczac od siebie „a czy ja sie porzuciłem, zabiłem czy cie bije?” (bo poszło o matki porzucajace dzieci)no i gadaj z nim. Nie rozumiem ludzi. Naprawde. Zbyt wielu ludzi nie rozumiem czasami…
Aha a propos rozumienia. Lepiej zeby na maturze z polaka nie było w czytaniu ze zrozumieniem nic z Młodej Polski. Nie odróżniam ironii od zachwytu w opisach cyganerii Żelenskiego. Coraz gorzej ze mna :P A wczoraj zamiast przypomniać sobie o bujnym zyciu erotycznym Mieszka I czytałam biografię Wyspiańskiego 9aha, i zarażam swoja mania innych yee) I nie powiem, ze zakochuje sie z każda stroną bardziej.. ;) Idę szykowac się, zeby spotkać w teatrze studyjnym inne dusze z mojej klasy zainteresowane Śmiercia Wenecji :D

wydaje mi sie ze jak nie przestane jesc jak nienormalna to niedlugo nie zmieszcze sie nie tylko w zadne swoje spodnie ale tez w drzwi od pokoju… I wcale w stresie nie zyje, po prostu zaczelam uwazac ze jedzenie jednak jest dobre. Musze sie koniecznie przestawic. Jedzenie jest be i sniadanie czlowiekowi w pelni wystarczy…
Do rzeczy:
Łacina
oddawała klasówki, nie było mnie ani w 4+ ani w 3 ani w 2, nie było mnie nawet w jedynkach. Okazało sie ze moja kartkowka spadła i leży gdzies na podlodze w mieszkaniu mojej nauczycielki, ale podobno ocena nalezy do tych z gatunku dobrych. Watpie zeby byla to 4.. Powalilam typy czegos tam jakby kogos ominela notka sprezd 2 tygodni… 3 nie chce, juz lepsza dwoja, mozna jaj poprawic.. ehh
Angielski juz sie zalilam na blogu Arhy, przez swoje zacmienie umyslowe i niemoznosc (niemoznosc ?) poskladania jakichkolwiek literek w wyraz (nawet polski) sprawily ze pani uznala ze mam problemy, lol.
wos Bóg mnie wysłuchał i dzięcioł mnie nie spytał. na tego debila szkoda mojego internetowego miejsca, wiec juz skoncze
biologia klasowka. konsultacja. mam nadzieje ze to koniec mojej zyciowej edukacji o glonach pierwotniakach i im podobnych..
niemiecki jedno słowo, dwa słowa : PIĘĆ MNIEJ. Jestem wielka, i szczesliwa. Gratulowac ;D
Pozniej fakultety z historii i wosu. Kocham tego faceta od wosu. Uwielbiam po prostu, jest the best, nie to co dzieciol :P
Aha i dowiedzialam sie o oplatach lotniskowych wynoszacych jakies 200 euro przy tych niektorych tanich linii lotniczych… Dowiedzialam sie od kolezanki do ktorej przyjezdza ktos z Mediolanu. Nie wnikalam doklasnie, bo sie az tak dobrze z nia nie kumpluje.. ale.. i tu odzywa sie typowa cecha Polakow, niekoniecznie bym chciala zeby ona takich wloskich kontaktow nie miala, ale chcialabym miec takie same, i zazdroszcze, i sie wstydze i jestm mi za to glupio…. Ale co ja zrobie ze chcialabym juz byc we Wloszech ? No co ? ;)

Własciwie to nic sie nie dzieje. I wszystko. Wczoraj niepotrzebnie poszlam na wagary. Niepotrzebnie bo w szkole w sumie nic nie bylo. Przekonalam sie za to ze kobiety, 3 kobiety potrafia przegadac bite 7 godzin nie meczac sie ani troche. Fascynujace, jakby powiedziala Alutka z Rodziny Zastepczej. Ale na wf do szkoły wrocilam… Facetka ostrzegla wszystkich jadacych w strone srodmiescia zeby nie jechali tramwajem (czytaj, bandy dresow jadace na wielki mecz drugoligowych zespolow :P) na szczescie nie musialam sie jakos zbytnio bac, kolo stadionu pusto bylo jeszcze… Na stacji spotkalam Martę i poznalam Alana. Nie powiem ze ciacho, nie powiem ze mile, zabawne i inteligentne, powiem ze mam nadzieje ze niedlugo znow go spotkam :D Pozniej zostalam odwiedzona. Pozniej lekko zdenerwowana, bo osoby odiwedzajace w pewnym momencie skorzystaly z internetu szukajac opracowac i gotowych wypracowan Wesela. Zapomnialam juz ze niektorzy korzystaja tak po chamsku z wypracowan, zapomnialam ze kilka lat temu sama tak robilam… Tak sobie mysle, ze ludzie to dziwne stworzenia. Dwie osoby moze tyle dzielic a jednoczesnie tyle laczyc ze to jest nie do ogarniecia dla mnie czasami… Wogole mnie ostatnio zycie zaskakuje… Ale dobrze, przynajmniej nudno nie jest…


  • RSS