unpretty blog

Twój nowy blog

w ramach rekompensaty za wczorajsza mega długą notkę, dzisiaj będzie mega krótko… Byłam na Terminatorze 3 i jestem pod big wrażeniem. Bałam się że 3 część po tylu latach będzie kiepska… A mogę powiedzieć teraz tylko tyle, jeszcze nigdy terminator nie był tak zabawny a John tak przystojny ;) Arnold na gubernatora, a wszyscy którzy nie widzieli jeszcze Buntu Maszyn, do kin :)
Daily Double
1. If you could learn any language, what would it be?
hehehe italiano, ale się już uczę, więc pytanko – nie dotyczy – ;)
2. What kind of grades did/do you get in school?
wszystko co było możliwe do dostania, dostałam ;P

Pierwsza sprawa – dla kogoś anonimowego – very sorry – sama bloga skasowałam, nikt tego nie musiał robić za mnie ! Ale to tak na boku… Wróciłam, mam tyle do opisania, że chyba nie napiszę nic, żeby nie zanudzić i Was i siebie (chociaż znając życie zaraz z tego kilometrowa nota powstanie…) Nie hędę może pisała o całości obozu, o tym jak było fajnie, tylko raczej rzucę hasła typu : mieszkałam na górze w hotelu Alpenrose na 1550m codziennie zapitalaliśmy kolejką i potem kawałek pod górę na pieszo, zapuściłam się kiedyś z koleżanką na szczyt i w drodze powrotnej gonił nas… wściekły byk… Zachowanie kucharza każdy przeciętny prawnik uznałby za molestowanie mnie i dwóch innych dziewczyn… Po raz pierwszy w moje urodziny (dzięki za zyczonka) 60 osób zaśpiewało mi 100 lat, powiesiło w pokoju olbrzymi napis ’100 lat Kasiu’ i kupiło butelkę ginu (75% ;D) Piwa się nie piło, piło się wino, dobre wino :) Były kłótnie, były śmieszne sutuacje, wróciłam do domu z telefonym grubszym o parę numerów, duszą bogatszą o kilka fajnych znajomych i z ogólnie poytywnym wrazeniem wyprawy… I o ile mówiłam jeszcze tak niedawno że kocham morze ponad wszystko, to ten obóz, dał mi do myślenia, morze daje wolność jeśli jest się gdzieś na wodzie, ale nie da takiej satysfakcji, jak wdrapanie się na jakiś wysoki szczyt, ostatkiem swoich sił i spojrzenie na świat i wierzchołki gór skąpane w chmurach… Coś niezwykłego :) (ps. Days – alpy pozdrowione :))
Z rzeczy które opisać MUSZĘ to to, że byłam we Włoszech… HA, nieplanowana wycieczka, pieprzyć ze w największym z mozliwych upałów i z czasem wolnym w czasie sjesty… Zjadłam włoską pizzę, poznałam 3 włochów, zostałąm wraz z koleżankami wyrzucona z jednego lokalu przez przemiłego Włocha (wiem że to dziwnie brzmi, ale opiszę kiedy indziej :) Moczyłam nogi w Adriatyku razem z pływającymi tam meduzami… no i robiłam jeszcze wiele innych rzeczy, których nie mam siły teraz opisywac :) Jedno wiem na pewno… Po tych mega czystych Niemczech i takiej samej Austrii, po tym całym porządku zielpunktachm, billach etc. Z całym przekonaniem wybieram moje Włochy, te papierki na chodnikach, butelki na schodach (hehe a niby Polacy to pijacy :P) szalonych kierowców, gwar na ulicach, upał.. no wszystko… 3/4 obozu marudziło na Italię, dla mnie to był najwspanialszy dzień obozu :) I juz wiem ze tam wrócę, nie tylko w przyszłym roku ale i później, kolejny mój taki mały-duży cel w zyciu… W dzień wyjazdu mama mi mówiła że rozmawiała z wujkiem i on chce mmnie wysłać na studia do Stanów… Nie dam się. Po pierwsze nie chce zeby mi ktokolwiek w czymkolwiek pomagał, po drugie, nie chce Stanów, chcę Italię :) I mówię to naprawdę powaznie… Oprócz tego wczoraj zakochałam się jeszcze w Wiedniu… Ale w tym mieście sie chyba kazdy zakochuje, ktokolwiek postawi w nim swoja nogę…
Szybko zleciały mi te dwa tygodnie, za szybko, pięknie, bajkowo, w otoczeniu Alp, takich jakie tylko widziałam na obrazkach, strumieni górskich, wijaćych sie dróg… Tego wszystkiego… Smutno było mi opuszczać pokoik w Alpenorse, z okna mojego bloku takich widoków mieć nigdy nie będę… I sumtno mi było tym bardziej, gdyz wiem że pewnie juz nigdy do Kartynii nie wrócę… Ten obóz nie był idealny, przez kadrę szczególnie, ale i tak bedę wspominać go mega miło… Jutro idę wywołać zdjatka, poskanuję moze trochę i podzielę sie tymi widoczkami… A w szkole… a wszkole zapiszę się na włoski, w pokoju zaraz powieszę pocztówki, potem zdjęcia i będę się jeszcze dłuuugo delektować tymi dniami na południu Austrii…
Pokój zastałam całkowicie zmieniony, tak jak sie spodziewałam, mam chyba mniej miejsca, ale za to bardziej przytulne pomieszczenie, poprzestawiane meble, biurko, wszystko, panele na podłodze i mały słodki zielony dywanik… Podoba mi się ten mój pokoik teraz… Podoba okrutnie… Podoba mi się to że mam ze soba włoskie gazety do których lektury zabiorę się później… z całego tego mojego powrotu nie podoba mi się jedno… Czułam ze cos złego się stanie, bałam się że coś z babcia, z babcia na szczęscie wszystko w porzadku, ale przeczucie nie zawiodło… Siostrzeniec mojego taty, wspaniały człowiek którego widywałam raz do roku, 1 listopada jak razem z zoną i dwójką synów jechał do babci jeść obiad i potem razem jechaliśmy na cmentarz… miał wypadek, Dwa tiry wzięły go w kleszcze (jeden z tyłu drugi z przodu..) jechał ze swoim starszym synem, Michałem, 12 lat, bawiłąm się z nim przez ten jeden dzień w roku zawsze… Wczoraj chłopiec miał pogrzeb, 12 lat… Ojciec przeżył ale nie wiadomo czy się pozbiera… Jak mi tata o tym powiedział, zatkało mnie, nie wiedziałam co zrobić, przecież ten młody człowiek miał całe życie przed sobą, miał biedną ale naprawdę kochającą się rodzinę, rodziców, młodszego brata… Musiał odejść, w tak głupi, okrutny, niesprawiedliwy sposób. Nie pytam się o sens tego wszystkiego, wiem że nie znajdę… W takich chwilach nawet najwięksi mędrcy nie wiedzieliby zapewne co powiedzieć, co dopiero ja… 17letnia , bezradna istota, która wie że kilka kilometrów od niej, w Łodzi w pewnym domu wczoraj pogrzebano promyk, promyk który dawał radość, budził chęć i sens zycia, i która po prostu tego wszystkiego nie rozumie…

whoa

9 komentarzy

tak tak to ja ;) chyba 4 mój adres (zmienna kobieta jestem..) W sumie to nie mój adres, bo go dzisiaj w spadku od dobrej istoty która nie chce być ujawniona dostałam…Dlatego jeszcze nic tutaj nie ma i nie będzie przynajmniej przez 2 tygodnie… Ale nie wiem jeszcze czy taki zostanie, bo undiscovered by bardziej do mnie pasował… No ale o tym pomyślimy jak wrócę… Bo jutro wyjeżdżam. Zastanawiam się nawet dlaczego piszę… Ale chyba stęskniłam się za przelewaniem myśli przez klawiaturę :) I być może dlatego że od długopisu i pamiętnika mam już całe czarne ręce :) I chwała Bogu że nie mam wszystkich osób na gadu-gadu.. Why ? Bo niektórzy mnie denerwowali,znali mnie od 2 tygodni i wpisywali jakieś głupoty w komentarzach złupełnie nie na temat tylko po to żebym ja później wpisała komentarz u nich, cytując Kubę Wojewódzkiego – śliskie i tandetne jak wysypywanie zboża przez A.L… A przecież mi naprawdę nie zależy żebym miała 500 komentarzy do notek… Ja to piszę dla siebie :) Oczywiście nie mam na myśli nikogo ze „starej drużyny” tylko jakiś nowych zupełnie nieznanych mi przybyszy ;)
Mój pokój wyglada dzisiaj jak istne pobojowisko, pakuję się, nagrywam sobie kasety (discmana nie biorę bo cholerstwo mi baterie zżera w kilka minut… nie wiem co mu sie stało.. Piszę tez listę dla rodziców, co mają robić a czego nie wolno ;) Nie żebym miała jakieś dyktatorskie zapędy tylko że muszą mi parę rzeczy ponagrywać a po za tym mój komp jst już tak chory że jak po włączeniu nie wyłączy się pewnej rzeczy to necik za nic nie ruszy… Hmm no i jeszcze do rzeczy których im robić nie wolno dodałam źe mają nie dotykać moich VHS a już za zadne skarby coś na nich nagrywać ;) No i nie śpiewać w moim pokoju ani się nie wygłupiać ;) Bo kumpel za ścianą pomyśli że to ja :P
Naprawdę cieszę się że już wyjeżdżam, chociaż trochę mi smutno jak pomyślę że będę z 15 km od włoskiej granicy i nikomu nie przyszło do głowy żeby zorganizować wypad do Italii… Dobra, dobra, rozpuściłam po zeszłorocznych wakacjach gdzie po Niemczech, Francji i Szwajcarji się non stop jeżdziło… A teraz tylko ta Austria ;) Ale… zrezygnowałam w tym roku z połowy dolarów które dostałam od jednej babci i drugiej, tzn połowę mama zamienia mi dzisiaj na euro a resztę na złotówki i wpłaca na moje konto… Oprócz tego 3 tygodnie temu uroczyście wręczyłam jej swoja kartę kredytową, ma ją trzymac do przyszłego roku, żeby mnie nic nie kusiło żeby wyciągać z niej kasę (ehh chudy rok sie zapowiada ;P) bo w przyszłym chcę jechać na dwa obozy do Włoch i żeby za przynajmniej 3/4 jednego z nich zapłacić moimi pieniędzmi (ehh jestem po prostu ideałem córki ;P) Żartuję, ale jestem dziś w wyjątkowo dobrym nastroju, chociaż wczoraj poszłam spać rycząc. Już dawno nie chodziłam spać z zapuchniętymi od płaczu oczyma (ale jak widać człowiek we mnie jeszcze nie umarł ;)) Patrzyłam sobie na Rzekę Życia wczoraj… A ja się zawsze przy takich filmach wzruszam… Życie to taka krótka, ulotna chwila, dlatego dziwię się niektórym, jak łatwo można wszsytko zrujnować…
A propos rujnowania, chyba w naturze ludzkiej leżą kłótnie i niesnaski (no co ? początek sierpnia.. trzeba zacząć powoli wracać do słownictwa wypracowaniowego ;]) A najśmieszniejsze/najstraszniejsze jest to że jak ktoś chce się kłócić to nawet jak druga strona mówi,krzyczy, ze nie chce to ta pierwsza i tak twardo twierdzi że chce… No ale kto powiedział że ludzie sa idealni ? (nic co ludzkie nie jest mi obce więc na pewne sprawy trzeba rzucić innym okiem i przejść do porządku dziennego chociazby nie wiem jak było trudne, rzeka nie jest stała, rzeczka płynie, zmienia się, tak jak życie i tak jak każny <- dobry ounkt wyjścia ;))
Eh… Przychodzi mi teraz na myśl piosenka Rodowiczowej ‚co się stało z mamą’ tyle ze chętnie zaśpiewałabym co się stało z tatą, obudziłam się rano i po nikim ani widu ani słychu (buuu zostawili mnie wszyscy :P) Patrząc obiektywnie to pewnie łazi po jakimś sklepie i szuka żarcia dla mnie na drogę (bleh) ale z drugiej strony… już 1… Aaa tam nevermind, duży chłopiec, nic mu się nie stanie :P
Wczoraj starałam się Fuksa obejrzec, starałam się starała, i chyba do połowy doszłam, młody Sthur mnie absolutnie nie przekonuje…
Dobra, idę chyba po raz ostatni pograć sobie w CMa… Już mnie roznosiło jak cały czas za oknem słuchałam jak kuba przechwala sie doRafała na dole swoimi wynikami, więc w końcu nie wytrzymałam, się wychyliłam no i mam grę kochaną moją malutką ;) w końcu starym znajomym których zna się od 10 lat z którymi spędzało się kazde wakacje do 1 w nocy przed klatką nigdy się nie odmawia ;D
Dobra, the end bo trochę się rozpisałam (ale to chyba przez to że tak długo żadnej notki nie dodawałam, tak to jest jak się w przypływie nagłej złości i ogólne apatii usuwa bloga ;)) Wracam niby 22 ale być może nawieję do tych włoch, albo jakaś mafia mnie porwie cy cuś… :P Wszystko się może zdarzyć :D Anyway, mam nadzieję że pogoda się troszkę uspokoi i temperaturka spadnie chociaż troszeczkę, nie lubię zwiedzać zabytków w upale ;) Psuje się cały nastrój ;D Dobra, noo dobra, nienawidzę upałów ;D


  • RSS