No i poślizg. Ale bardzo znamienny poślizg. Bo wrzesień w życiu mym był miesiącem gonienia z terminami, rezygnowania z nich i spóźniania się ze wszystkim. Także dwutygodniowe prawie spóźnienie z notką można uznać za coś normalnego strasznie. 

Siedzę na laptopie cały czas, ponieważ komputera nie próbuję uratować już nawet, może jakbym posiedziała, ale nie mogę się zebrać, zbyt skomplikowane to jednak jest. Wyślę więc mamę w tygodniu do znajomego informatyka, i ma ładną formułke wygłosić, że Linux chodzi, Windows się zainstalować nie chce, partycji nie widzi i w ogóle nie wiadomo o co cho. Mają mi wgrać system, taniej, i nie do końca legalnie a ja mam znowu mieć działającego PCta. Potrzebuję go mimo wszystko. Na laptopie za mało miejsca, większość zajmuje muzyka, a seriali ściągam teraz tyle, że muszę kasować bo po prostu fizycznie nie starcza pojemności. Zostawiam sobie tylko kilka, które nagrywać będę na pewno.
Lista pożeraczy czasu naprawdę imponująco przestraszna się zrobiła:
Desperate Housewives, Dexter, Californication, Gossip Girl, House, How I Met Your Mother, Heroes, Big Bang Theory, Gleen, Cougar Town, American Next Top Model, Supernatural, Flash Forward, Grey’s Anatomy, Dollhouse, Modern Family. I to póki co tylko. Oficjalnie Przestraszne! Nie wiem co będzie jak się studia zaczną ^^
A właśnie studiować będę administrację i stosunki;international marketing. jednak, udało się wszystko. chociaż, panie ze stosunków wydzwaniają i się wypytują czy na pewno dam sobie radę na dwóch kierunków. Wcześniej nikogo to nie obchodziło. Może na wydziale WSMIP UŁ jest tak ciężko ? Obaczym niedługo.
Chociaż oczywiście nie śpieszy mi się jakoś strasznie. Odzwyczaiłam się od porządnego studiowania na dobre. A za miesiąc, tak za miesiąc, bo ja zacznę studiować dopiero w listopadzie tak naprawdę, będę musiała wrócić do biegania miedzy wydziałami, do tego strasznego, spóźniającego się niemiłosiernie 51 i do szaroburej zimnej jesieni/zimy polskiej. Oj nie jestem gotowa psychicznie jeszcze. Naprawdę nie jestem.
Ojciec mój złamał ostatnio kolejną część swojego ciała, kolejną, bo on miał już połamana prektycznie wszystko. Teraz przyszła kolej na kość śródstopia. Jak to się stało, do końca nie wiadomo, jak można sobie samemu idąc coś takiego zrobić, też nie wiadomo. Wiadomo, że siedzi w domu ze mną, i ma nadzieję wyzdrowieć do 22 października, bo tak jakby wtedy do Rzymu wylatuje. 
Ja wylatuje wcześniej, ale nie wiem gdzie spać będę. Bo podobno akademiki zajęte, bo Polacy w jakiś mieszkaniach. Generalnie wiem bardzo mało, z Justyną mało rozmawiam, poza tym nie wiadomo czy Agata będzie, bo nie wiadomo czy ona w ogóle do Włoch pracować pojedzie. Jeden wielki LOL. Pewnie będzie zupełnie inaczej niż miało być, może i lepiej z drugiej strony… Ja się cieszę na tydzień w Rzymie. Opracowałam dzisiaj nawet plan wycieczki. Będę mysleć o pozytywach i nie przejmować się wcale, że mój mozg od dwóch nocy skupia się na samolotach. Wczoraj „jechałam” samolotem z Łodzi do Zgierza, ponieważ pas startowy znajdował się na ulicy po której jakiś samochód dziwnie jechał i nie można było wystartować, a dzisiaj z kolei szukałysmy z Justyną odpowiedniego autobusu który nas zawiezie z terminalu na okęciu do samolotu lecacego do Rzymu. I dziwnie przygody z tego wyniknęły… Oj dziwne. Generalnie pewnie znowu będę miała mysli o tym, że to to w powietrzu to ostatnia podróż moja. Kretyńskie strasznie myśli, bo niby po tym locie rok temu zmieniłam zdanie jesli chodzi o „niebezpieczne” samoloty – ale jak widać mój mózg dziwny jest w dalszym ciągu.
Od jakiś 2 tygodni mam znowu ochotę straszną na Hiszpanię, i hiszpański… i Hiszpanów. Mam takie cykle, Stany, Wielka Brytania, Włochy naturalnie i Hiszpania. Zły timing strasznie, bo 3 tygodnie temu jeszcze byłam w epoce włoskiej, mogłoby być odwrotnie, najpierw Hiszpania później Włochy, bo coś czuję, że w Benevento po raz kolejny będę mieć w dupie mieszkańców, tylko się skupię na studentach z Półwyspu Iberyjskiego ^^ Life. My life.
Zły timing to jest to o czym bym mogła książkę napisać. 
Dałam ciała z pożegnaniem koleżanki, która do Granady właśnie pojechała na erasmusa, dałam ciała jeszcze z kilkoma innymi rzeczami. Wakacje się kończą, więc jak sobie obiecałam wcześniej, koniec wymówek na pieprzenie wszystkiego po trochu.
Znaczy no, teoretycznie mam jeszcze miesiąc. Idę po piwo chyba. A odalkoholizowywaniem zacznę zajmować się.. tak,  w listopadzie.