Miałam tak ślicznie powrócić w dniu bloga, ale uznałam, że na nie swoim szablonie nie dam rady nic szczególnego spłodzić, a że poszukiwanie inspiracji na laya (który jeszcze swoją drogą nie jest skończony) zajęło mi pół dnia, nie zdążyłam nic napisać. Chociaż z drugiej strony przegladając archiwum doszłam do wniosku, że mało kiedy pisałam tu coś szczególnego. Ale mimo wszystko, fajnie mieć swoje małe miejsce. Bo uznałam, że na LJ rozpisywać się nie będę… Poza tym tu trochę mojego życia zapisanego zostało, kilka imion, które z mojej głowy (wstyd mi za to ogromny) wyleciało, których nawet nie wiedziałam, że znałam, a oto są tutaj, w czeluściach archiwum ukryte. I naprawdę cieszę się, że są.

Więc zgodnie ze zwyczajem swoim, i tym razem nic szczególnego nie powstanie. Bo jest 2:45, bo tenis mi rozbrzmiewa w tle, bo przyjdzie czas na szczególniejsze notki. Mam nadzieje w każdym razie.