Okolice północy są dobrym momentem na grzebanie we wszystkich swoich rzeczach. Musze znalezc jedna mala koperte, koperte z biletami do kina, i co jeszcze lepsze, karnetem na iles tam godzin na takim jednym mega wypasionym basenie. Oczywiscie obowiazuje zasada ze jak sie nie szuka to sie znajduje wszystko, a jak sie chce cos znalezc to za chiny nie mozna. I w taki oto sposob przejrzalam wiekszosc swoich ksiazek (szukajac na polkach, poza tym czasem mi wpada do glowy wlozyc cos do ktorejs….) No i zaczelam sie zastanawiac co bym zabrala ze soba jakbym sie miala wyprowadzac. Oprocz ciuchow i komputera zdecydowanie ksiazki, niektore sa tylko i wylacznie moje, duzo jednak stanowi „dobytek rodziny”… Zawsze uwazalam ze polki nie sa stworzone zeby stawiac na nich jakies pierdoly, figureczki, wazoniki, kretynizmy, polki sa stworzone do ksiazek. Pamietam jak wujek w swoim starym mieszkaniu mial na calej szerokosci sciany taki zajebisty regal, ktory do samego sufitu zapelniony byl ksiazkami, i to nie byle jakimi. Zawsze zapieralo mi dech w piersiach i zawsze stalam przed tym regalem, ogaldalam ksiazki, wdychalam ten niesamowity zapach i myslalam ze jak bede miala swoje wlasne mieszkanie to tez bede miec taka kolekcje. Jakbym dzisiaj miala cos ustawiac w moim nieistniejacym mieszkaniu to bylaby to czesc kolekcji gazety wyborczej, pottery, przewodniki po wloszech, kilka ksiazek o teatrze, zydach i drugiej wojnie, cos Nietzschego, album z pracami Wyspianskiego i pare innym malych rzeczy ktore kupowalam w przyplywie jakiejs manii (nazywajmy rzeczy po imieniu : przeceny) w ksiegarniach… Malo imponujace, dodajac do tego fakt, ze chetniej kupuje ciuchy niz ksiazki – mysle ze malej Kasi z przeszlosci byloby wstyd. A moze to tylko dlatego ze nie mam jeszcze tego regalu, nie mam mieszkania (i, o! – wlasnych dochodow tez nie mam).
W kazdym razie przeszukalam polowe pokoju, znalazlam monety z londynu, bylam tam jakies 3-4 lata temu, znalazlam zaplacone miesiece temu kwity rozne, skasowane bilety, niezaplacone kwity, stare plany lekcji, zaswiadczenie o kradziezy portfela z 19 wrzesnia (swoja droga czy nieposiadanie dowodu jest karalne ? czy jak (W KONCU!) pojde wyrobic sobie nowy dowod po pol roku to pani w urzedzie zabije mnie wzrokiem czy niekoniecznie ? :>) znalazlam papiery ktore przyslala policja niedlugo po tym 19, ze niestety nie zlapali mojego oprawcy i nigdy nie spojrze w oczy czlowiekowi, ktory kradnac moj dowod pozbawil mnie jedynego dokumentu na zdjeciu ktorego wyszlam jak normalna istota. Znalazlam absolutnie wszystko tylko nie to czego szukalam.

Zawsze tak jest w zyciu, nie zwracamy na cos szczegolnej uwagi spotykamy to na kazdym kroku, zaczyna nam zalezec i wzystko – trach – znika z pola widzenia. To jest wredne i niesprawiedliwe (a moze sprawiedliwe wlasnie ?) I to nie tylko przez te pieprzone karnety na basen…