Wydaje mi się, że w okresie wrzesień-maj w moim życiu dzieje się o wiele mniej niż w ciągu pozostałych miesięcy. Problem tylko w tym, że teraz nie mam czasu żeby usiąść i pomyśleć nad czymkolwiek.
Do tego powróciły upały, a wszystkie moje rzeczy nadające się na taką pogodę znajdują się w pralce, czekają aż je wyjmę, uprasuję i włożę do walizki. *
Od poniedziałku bowiem wybywam, zaczynam pierwszy etap swoich wakacji.
Polsko tym razem, powtórka z zeszłorocznej, włoskiej rozrywki, o ile się zdecyduję, odbędzie się we wrześniu ;) Póki co jadę zobaczyć co słychać w Pieninach. Trzy Korony i te sprawy, no i oczywiście odwiedziny sąsiadów. Aż wstyd się przyznać, na żywo Słowaka to ja jeszcze nie widziałam xD

* kilka godzin później : były upały, jest deszcz. A właściwie ulewa. A świat za oknem wygląda tak i tak.

Ludzie, których znam nie dają mi spokoju ;) Każdy chce się gdzieś spotkać, gdzieś wyjść, gdzieś pojechać, przyjść do mnie. Ludzie z liceum starają się utrzymać kontakt, ludzie z gimnazjum go odnawiają. I fajnie, coś się dzieje… Ale co za dużo to niezdrowo, przynajmniej dla mnie, zmęczona czuję się ostatnio. W dodatku nie poukładałam sobie jeszcze wszystkiego jeśli chodzi o studia i o kilka innych spraw. Ale od poniedziałku biorę sobie od wszystkiego przerwę. Będą góry i alkohol :P I żadnych zmartwień.

Do jutra muszę jeszcze wybrać czy jadę gdzieś na Lubelszczyznę czy do klubu… Hmm w sumie to fajnie mieć takie zmartwienia ;)