unpretty blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2005

:/

3 komentarzy
burdel7in.jpg

Stan mojego pokoju odzwierciedla stan mojego życia. Jeden wielki burdel. Podłoga niczym nie różni się od jakiejś zaśmieconej półki. Jeśli kiedyś myślałam, ze mam bałagan w pokoju, w chwili obecnej, w roku 2005, biję wszystkie rekordy. Nie mam na nic czasu. Na sprzątanie, na znalezienie czegokolwiek, miałam sobie patrzec na kilka filmów w tv. Przegapiłam je naturalnie. Wkurwiajace to wszystko jest. Wkurwiajace że nie kontroluję całkowicie swojego życia. Moja praca na maturę z polaka raczkuje… Cały czas raczkuje. 23 stycznia a ja raczkuje na wszystkich poziomach edukacji. Próbne matury poszły, nawet nie tak źle jak się spodziewałam. Znaczy tak : zwiedziona polskim (nienawidze nowej matury!), z historii: parę idiotycznych błędów, z wosu : myślałam ze nie zdam a tu prosze :P Z angielskiego bez niespodzianek (na szczśćie!). Moja klasa zaczyna mnie denerwować. Nie wszyscy. Ale znaczna większość. Bo na 3 miesiace przed rozstaniem zaczynają się ploty, wszyscy wszystkich denerwują, wogóle nie jest za ciekawie. A ja już mam dość. Nie lubię jak ktoś komuś mówi że ja o nim myślę tak czy tak, bo tak mu się wydaje. Oczywiście ten ktoś siedzi w mojej głowie i wie lepiej ode mnie kogo lubię a kogo nie. Nie lubię ludzi czasem. Tych czysto ludzkich zachowań. Denerwuje się jak widze je u siebie. Dlaczego z naszej perspektywy wszystko wydaje sie dobrze, gdy styka sie ta nasza perspektywa z perspektywa innych, wszystko nie jest juz tak jak być powinno. Czyzby Nałkowska w Granicy az tak przejrzała gatunek ludzki ? Nie jesteśmy tym kim nam wydaje się że jesteśmy, ale ta wypadkowa opinii innych ? Jak to pierwszy raz usłyszałam naturalny bunt we mnie krzyczał „nie”, że to niemożliwe, ze inni gówno wiedzą… A moze jednak ? Niezbyt wesoły wniosek.

Dziwne coś spotkało mnie w piątek. Wracałam ze szkoły, po 9 godzinach. Tak słownie dziewięciu. Myślałam że umrę, tak zmęczona dawno nie byłam, wracałam pociagiem który dowiózł mnie tylko do centrum Zgierza, na moje osiedle nie, bo jechał sobie do Łowicza, a to nie po drodze podobno. Więc musiałam znaleźć autobusk który zawiózł by mnie do domu. Jak sprawdzałam rozkład jazdy podszedł jakiś metal (solidarnośc glanów?) z uśmiechem zapytał się która godzina. Okazało się ze musimy czekać 10 minut, no to poszliśmy (bo sie nie wiem kiedy i nie wiem dlaczego nagle liczba mnoga zrobiła) na kolejny przystanek (gdzie zatrzymywało się wiecej autobusów) No i zaczęła się naturalna rozmowa. Poznałam studenta 3 roku polibudy, kolejna osoba, która przekonuje mnie, ze na politologii badziej niz na prawie liczą się plecy i albo się nie dostanę albo wylecę po pierwszym roku. Zajebiście. Pójdę na polonistyke, będę wykładac polski we Włoszech, wielka kariera legła w gruzach :>) W każdym razie, rozmawialiśmy ze sobą jakbyśmy znali sie od lat i wymieniali wrażenia minionego tygodnia. Dziwne to. Myślałam ze w XXI wieku nie ma przypadkowych znajomości. Że wszyscy mijaja się na ulicy, że nie ma dziewczyny która cyzta rozkłąd jezdy, pani która kupuje gazetę tylko szary tłum, przez który sie przechodzi i o którym się nie myśli. Jak widać nie dla wszystkich. Miły akcent w tym świecie w którym na nic czasu nie ma(m)…

cos tam

4 komentarzy

tak, wiem ze nie pisałam. Wszystko wiem. Wiem ze tydzień temu moja studniówka byla. Ale wiem też ze w tym momencie chora jestem. Znaczy, chora jak nigdy. Nie mam temparatury, ani kataru, tylko kaszel potforny. Moje gardło juz go znieśc nie może :/ Nie lubię być chora.

STUDNIÓWKA. Była. Nie był to na pewno najlepsiejszy wieczór w moim zyciu, był, minął, w sobotę pozostał okropny ból stop. Nigdy mnie tak nie bolały. jak wkladałam skarpetki jęczałam z bólu (sie skakało no :>) i.. ból głowy taki, jakbym conajmniej 2 butelki wódki wypiła. A ja trzeźwiuteńka byłam. I nie „jak na swoje możliwości” Naprawdę nic nie piłam (znaczy dwa (2) łyki ‚spirytusu’ z „czymś” się nie licza przecież), miałam wygladać w szkole jak grupa kabaretowa od której śmierdziało na 2 kilometry ? Phi. Kabaret był fajny. Kolega udajacy sorka od wosu genialny. Zdjęcie pod patronem, od około 4 rano wszyscy krązyli miedzy salą a klasa, gdzie, tu nowy klasowy termin, częśc osób miała tzw. ZWAŁĘ. Mam dwa ciekawe zdjecia w telefonie. Wszyscy siedzą jakby byli albo nawaleńi na maxa albo załamani czymś. Klasowa studniówka. Jak zaczęliśmy sobie gadać w klasie, o 6, zaczeli nas wyganiać. Nauczyciele chcieli iść do domu, kaca leczyć :> Jak sie obudziłam w domu i wzięłam do ręki wyborczą, okazało się, że w moim LO (no bo o którym mieliby pisać ?) „wszystkie” dziewczyny miały sukinie od 3000zł, specjalnie projektowane, no i wszystkie miały długie rękawiczki. Hmmm… Rozumiem, ze byłam tak pijana, ze ktoś mi zarąbał te rękawiczki i, zaraz jakieś 2500zł ^^ Nieźle. Nie wierzcie gazetom. Szczególnie jeśli piszą coś o moim eLO… Pieprzą. A córeczki bogatych pieprzonych artystów z łódzkiej śmietanki tak jak i córeczki polityków (pozdrawiamy Marka Belke) się nie liczą… I nie żebym była zazdrosna. Po prostu ja zbieram 3 tysiace żeby cała rodzinę do Rimini na tydzień wysłać a nie zeby kupić sobie jakąś jebaną kieckę, która nie rózni się niczym od tych za 300 :| Tym bardziej ze dowiedzialam sie ze jakaś dziewczyna w moim wieku (córka, znajomej, znajomej mamy czy jakoś) o mało co by wogóle na swoja 100dniówke nie poszła, bo nie ma sobie za co sukienku kupić, najtanszej nawet.. jakiejkolwiek… W koncu pójdzie w pożyczonej… Na pewno zajebiście czuć się będzie pomiędzy innymi panienkami w sukienkach 20 razy droższych… Dobra, nie czepiam się, jak wyjmuja z brzucha matki to nikt nie mówi ze tu sprawiedliwie będzie… (nie musi nikt mówić, maluchy i tak to czują, dlatego placzą…)

No w każdym razie już po moim `pierwszym wielkim balu`. Tak to sie nazywa ? Chyba tak :] Będzie co wspominać. A zaczęło się juz od poloneza w sumie. Zjebalismy go naturalnie. Chyba nie chce dvd XD. Whateva. Fajnie było. Miałam się jakimiś fotkami pochwalić, ale nic mi się nie chce..

O zesz ***** ! Oczywiście blog.pl nie działa, no bo jak :P

________
notka z wczoraj. Nju luk jak widać, nie mogłam juz patrzec na poprzedni a ze jestem chora nie mialam sily nad niczym ladnym myśleć :]

Myslałam że będę doroślejsza jak ten dzień nadejdzie…
Well, mam nadzieję tylko, ze nie zasnę gdzieś pod stołem… no i że mi buty nie pospadaja w trakcie poloneza.

Jutro more.

(3 raz ta notke pisze…3 raz te same zdania.. masakra :] )

120tz.jpg

tez sie pochwale :)
Jako ze dzisiaj po swoich lekcjach musze czekac 2 godziny na wf, korzystajac z tego czasu wybralam sie z tata w okolice Piotrkowskiej, na Zamenhofa do Centrum Informacji Kulturalnej (nie wiedzialam nawet ze cos takiego jest :P). Pogoda fatalna, ludzie chodza w deszczu jak pijani, jezdza jak pijani, widzielismy kilkanascie wypadkow (kilka naprawde powaznych) (po za tym ja musialam na swoje loki uwazac – odkad mi wszyscy – od kolegow po pania od ksera – powiedzieli ze w pokreconych wlosach wygladam slicznie, nic innego nie robie jak albo niszcze je karbownica, albo jak ostatnio, spie w 4 warkoczach :P i jak spojrze na siebie w prostych wlosach to juz wogole sie nie poznaje lol – no ale i tak sie do konca nie udalo i sie troche wyprostowaly lol) W kazdym razie, wchodzimy ja rzucam „na plyte” tata jeszcze lepiej – „za 150zl ale obok VIPow” XD Dostal 28sektor i sie ciezy. Ja tez. I na koncert i na przed koncertowe spotkania ktore mam zamiar odbyc :) I wogole na pewno bedzie pięęęęknie :)

Grzeczne dziewczynki nie wracaja do domu o 10 rano
Tak babciu, moje koleżanki wracaja z sylwestra o 12 lub 16. No ale one nie wpadaja na swoje babcie wracające w Nowy Rok z kościoła. Takiego pecha mogę mieć tylko ja… Oczywiście przyleciala w niedzielę i wzięła mnie „na stronę”. Dowiedziałam się ze lepiej jest wybulić 60zł na taksówkę niż poleżeć 3 godziny w łóżeczku… Tak, różnica pokoleń jest w tym wypadku aż nazbyt widoczna. Mama się oczywiście wkurzyła i powiedziała żebym następnym razem wołała ją, bo to ona mnie wychowuje a nie babcia. To naturalny, odwieczny konflikt na linii teściowa-synowa. Tu ja tylko korzystam :D

Ogólnie Sylwester się udał, minął szybko, mokro, piwnie. Hitem wieczoru – jesteś szalona, polskich ulubieńców, czyli Boys. I chociaż dość wcześnie zwaliłam się z nóg to i tak sie wyszalałam ;) Potem, była tylko bardzo przykra sobota. Spędzona w łóżeczku. Dobrze ze takie imprezy są raz w roku, bo moja głowa by chyba nie wytrzymała :]

No i powróciłam do spraw bieżących, zwyklego świata, gdzie wstaje się o 6:30 i spędza pół swojego dnia w budynku w centrum Łodzi. I już wszyscy maja dość. I praktycznie nikt nie ma jeszcze tej ustnej z polaka (więc ja ze swoim wstępem czuję się jak kujon, lol) Dzisiaj czekając na fakultet (którego summa summarum nie było) przypominałam sobie średniowiecze z Dorotą. Eh, historia… I wogóle okazało sie że milusi chłopak Doroty słucha fajnej muzy, staroci, Queenów, Maiden, hm, gdzie sa ci fajni, cholera jasna co ? ;)

Powróciłam też do paru spraw w bardziej metaforycznym znaczeniu. Denerwuje mnie tylko to, że jestem jedna z tych osób, które muszą coś stracić żeby tak naprawdę to docenić. Czasem to oświecenie przychodzi za późno, co komplikuje życie i stwarza problemy… Ale jak zwykle ja i moja głowa są sobie winne. Nikt więcej…

Po za tym przyszły listy do mnie. Rzadko coś przychodzi, a jak juz to tonami. Dostałam list z ESKK, bardzo fajnie, że moja „nauczycielka” zna po polsku tylko „bardzo dobrze” i „tak trzymać” :/ A jak w jednym miejscu nie byłam pewna i napisałam dwie opcje to ta, kobieta, zamiast wybrać, postawiła znak zapytania… wrrr
Oprócz tego dostałam coś z banku (nie oglądam glupot, daje mamie) i… katalog z ITAKI; po co biegałam za nim po Piotrlowskiej to nie wiem, znaczy wtedy nie wiedziałam, ze owe biuro podrózy uzna mnie za swojego stałego klienta :D

A jako, ze święta się skończyły, pokój wrócił do stanu „po przejściach”, to moje biurko, w stanie tylko trochę gorszym niz reszta pokoju ;)


  • RSS