Ależ ja kasy wydałam dzisiaj… I wczoraj! Znaczy nie ja, tylko mama ale w sumie na jedno wyszło. Wczoraj pojechałyśmy do jednego butiku ale to co tam było, to jakiś żart, dla krasnali, mikroskopijnego wzrostu, materiału jak dla lalki, ceny jak za dywan do Wersalu… Kupiłyśmy za to buty (śliczne, śliczne, śliczne) i bieliznę (czerwoną ofc.)stringi z jakimś serduszkiem z ‚brylancikami’ z tylu, ale oki, przezyje jakos ;) Dzisiaj pojechalysmy po jakas sukienke (bo chyba w samym staniku i majtkach nie wypadaloby pojawic sie w szkole ?) Najpiew pani dala mi przez pomylke (bylo strasznie duzo ludzi) rozmiar 48 (LOL) ja nie spojrzalam i… utonelam XD potem przymierzalam jeszcze kilka, w jednej wygladalam jakbym byla w ciazowej sukience, kolejnym brakowalo tego czegos, az w koncu dostalam jeszcze dwie, jedna iscie balowa ciemno czerwona i druga powiedzmy prosta ale nie do konca, czarna, zlapalam sie za czerwona ale okazalo sie ze ktos to szyl dla facetow a nie dla kobiet… Czytaj, moj aparat oddechowy widoczny byl nader wyraznie, wkurzylam sie, bo oprocz tego cholernego fragmentu na gorze, reszta lezala idealnie… Ale nie tak idealnie jak czarna, ta byla chyba specjalnie na mnie szyta ;) Oczywiscie wzielysmy ja i szal i jakies „bolerko” czy cos takiego, wszystko byloby ladnie gdyby nie pewna pani ze swoja corka, ktora ogladala mnie bardziej niz moja wlasna matka… Praktycznie wlazily mi obie panie do przymierzalni i komentowaly, „doradzajac”, ja nie zdazylam sie przejrzec one juz szarpaly za zaslone zeby mnie zobaczyc… Takze gdyby sciany mialy uszy to by sie nasluchaly troche slown na „k” w momentach w ktorych przymierzalam kolejne sukienki… Mama potem powiedziala zebym nie przesadzala, ze pewnie z jakiejs wioski przyjechaly, ze tez nie wiedzialy co kupic etc. Dobra wiec, jestem zla, bardzo zla, Złą osobą jestem, tyle ze co ja zrobie skoro denerwuje mnie fakt ze obcy ludzie robia ze mnie konia wyscigowego ? Potem jeszcze kupilysmy komplet bizuterii, pojechalysmy na chwile z mama do pracy (musiala cos zabrac) przy okazji wszystkie jej kolezanki powychwalaly sukienke (dodajac ze jaka ja juz stara jestem ze sobie sukienke na studniowke kupuje :]) pojechalysmy do domu, przebralam sie, jeden starszy pan zaczal sie prawie slinic… CO jak co, ale powodzenie u panow po 40 to ja mam :P No w kazdym razie myslalam ze bedzie o wiele gorzej, a bylo calkiem fajnie i w sumie juz nie moge doczekac sie az to wszystko zaloze :D Az nabralam ochoty na ta studniowke… Chyba nie jest jeszcze ze mna tak zle :)

I jeszcze perspektywa spedzenia sylwestra w milym gronie (nie domowym!) calkowicie poprawila mi humor.. Zycie jest piekne… Znow!