zaczęło sie od okropnego poranka. Nie miałam ochoty budzić się, wstawać, iść do szkoły. Gdyby nie fakt ze musialam zanisc prezent pewnie bym się nie ruszyła z łóżka. Okazało się ze jakies 70% klasy było w takim nastroju. To miała być ostatnia klasowa wigilia. Miała być najlepsza. Była oczywiście najgorsza. Wszyscy zakupy robili wczoraj, praktycznie nie bylo picia, obrusow, ciasta. Odbebnilismy dwie koledy, rozdalismy sobie prezenty i wyparowalismy do domu. A wlasciwie ze szkoly. Tak uplynela ostatnia klasowa wigilia. Wszyscy chcieli wyjsc. Moze jednak, mimo wszystko 3 lata to nie tak malo ? Moze 3 lata w zupelnosci wystarcza ? W kazdym razie, dostalam ksiazke Glowackiego – z Glowy – po Antygonie w Nowym Jorku kocham faceta,wiec wychowawczyni (tak tak, wylosowala mnie wychowawczyni) udal sie prezent w 100%. No a potem zaczal sie dzien zula. Najpierw o malo co by moja silna wola puscila i bym zapalila. Tak sobie stalam i patrzylam na marzene i Sylwie, ale nie, nie bede smierdziec. Nie bede żulem skonczonym. Nie bede palic :P Potem powloczylysmy sie troche po ulicach, po Galerii (ah galeria… wczoraj umieralam, lubie zakupy, lubie ludzi, lubie swieta, ale NIENAWIDZE kiedy 2 dni przed swiatmi wszyscy sie pchaja do wszystkich sklepow, kupuja, pchaja sie etc etc etc, cos takiego mnie wykancza po prostu :]) potem doszlysmy do wniosku z marzena ze w tym kraju sie nie da zyc. Zaczelysmy wyliczac ile zycie kosztuje, nasze zycie i ewentualnie zycie przyszle, z jakims dzieckiem przypadkowym zycie z rachunkami, z ubraniami, z zarciem, takie zycie nie istnieje, nie da sie tak zyc (mimo ze jakos wiekszosc spoleczenstwa sobie radzi lol) chyba ze sie ma bogatego meza… albo dobra, no. samemu sie jest bogatym, tyle zeby byc bogatym trzeba miec znajomosci i mature.. i studia i znajomosci kolejne my takowych nieposiadamy wiec skonczymy żulując na ulicy. Na Kaliskiej znajomosci juz mam, a do smrodu podobno nosy przywykaja :P Nastepnie wrocilam do domu. Podroz byla zdecydowanie za dluga i za zimna. Ja oczywiscie ubralam sie w keicke i musialam pochwalic sie przed mieszkancami Polski centralnej glanami z czerwonymi sznurowkami, oczywiscie wszystkie starsze panie musialy je przeleciec wzrokiem… brrr.. a pozniej juz na samym finiszu zmarznieta i zmeczona spotkalam Marcina, po raz drugi w sytuacji w ktorej woalabym go nie spotykac… jak wygladam slicznie i slodko to kurwa mac nikogo znajomego na horyzoncie, jak tylko cos nie gra to wszyscy wala drzwiami i oknami. Ciezko byc kobieta no :P Jutro ide po prezenty dla rodzicow (boze, jaka ja niezorganizowana jestem w tym roku, wszystko, doslownie wszystko na ostatnia chwile robie :[ wogole mi sie to nie podoba) moze skocze na Pietryne albo na Zamenhofa po bilety do Chorzowa :D po za tym odbieram aparat cyfrowy i… czekam na swieta (?)