Tydzień mnie nie było ? Coś koło tego. Jak przez tydzień się życie moze skomlikować! Nie miałam pojęcia do tej pory. Na szczęście nie na wszystkich frontach. Niektóre fronty nadspodziewanie dobrze, pozostałe niespodziewanie źle. Pozostaje wiara, ze wszystko skończy się dobrze. Zawsze sa happy endy. I nie mówię o amerykańskich bajeczkach. Po prostu trzeba wierzyć. I piszę to dzisiaj. Bo przedwczoraj nie byłabym w stanie napisać słowa. Tak dobita byłam. A teraz, choć problemy wszystkie nie zniknęly, mogę to napisać. Stoicyzm – dobra rzecz jednak ;)
Wogóle miałam nie pisać notki (nie o 1 w nocy…) ale słuchałam sobie koncertowych piosenek articolo i tak mnie natchnęło żeby coś naskrobać, chociaz dokładnie nie wiem co ;) Nastroili mnie dzisiaj chłopaki, ze hej. Magia muzyki… coś pięknego. A nie ma nic lepszego niż żywa muzyka z koncertów… A jako, ze o Maidenach cicho jak na razie, do Włoch na koncert Articolo się raczej (jeszcze) nie wybiorę, to pozostaje albo rock in rio, albo tak jak dzisiejszej nocy, „Rock’ in Firenze, Milano, Roma” lol.
Aha, o ile aparat, który dostanę praktycznie za darmo ze stacji Shell 23 grudnia będzie miał złącze usb – pani na stacji powiedziała, rodzicom, że nie ma, ja wszędzie gdzie sprawdzam ten model – ma (ah, kobiety i elektronika :P) to sie pochwalę jak wygladam ja i mój uroczy burdelik. (mam na myśli bałagan, żeby nie było ;))
Dobra, nocne notki inspirowane włoskim … (i tu mam problem, bo jeszcze nie udało mi się ustalić gatunku – hehe) nie wyjdą raczej zbyt podniosłe, genialne i wogóle ‚briljant’. Skończe więc ;)

s3sy.jpg wiem, ze się dzisiaj-wczoraj skończyło, ale i tak, w ramach jednoczenia się…