No, trochę mnie nie było. Miałam o czym pisac, nawet miałam kiedy pisać, ale mi się nie chciało. Klawiatura nie wydawała sie zbyt miła ;) Powinnam zacząć od tego, ze kilka dni temu mama przyniosła z mieszkania babci listy. Listy dziadka. bardzo stare listy z lat ’48 ’49 ’50. Niesamowite. Ponad półwieczne kartki papieru, pisane ze statku, przez osobę, którą najbardziej ceniłam w życiu, cenię nadal w pewien sposób. Pisane na Bałtyku, nie zwykłe listy, listy przecudne. Opowiadajace historię której, żyjac z tym człowiekiem codziennie nie dane było tak do konca poznać. Zawsze czytałam o rzeczach, pamiątkach znajdowanych gdzieś na strychu, pamiatkach rodzinnych opisujacych jakies stare niesamowite historie rodzin, myslałam, że bardzo rzadko zdarza sie zeby coś takiego ludzie odnaleźli w świecie codziennym. A teraz mam w pokoju kilkanaście listów, z których wybrałam jeden, jeden szczególny, wsadziłam do książki i bezgłośnie nadałam mu tytuł właśnie takiej najważniejszej na świecie pamiątki. Wykaligrafowane literki, przecudne zwroty, których po swoim dziadziusiu chyba bym sie nie spodziewała, i historia miłości niczym ze starych filmów. Niezbyt długi list, ale przepiękny. Niesamowite, po prostu, niesamowite. Czytając cos takiego nie mozna się nie wzruszyć, tym bardziej gdy tą osobę znało sie całe życie (swoje życie), gdy ta osoba była nauczycielem nie tylko pisania i liczenia, ale przede wszystkim życia. Wzięłam ten jeden list, jeszcze dlatego, że jest tam cytat ” `morze, nasze morze` słychać śpiew” czyli jedna z piosenek której uczyłam się siedząc na kolanach dziadka. Do dziś pamiętam, ciemno w pokoju, światło palące się tylko w kuchni, babcia myjaca naycznia, ten jedyny i niezastąpiony zapach fotela, gazet obok, dziadziusia, mnie na jego kolanach, na ustach z tą piosenką o polskich marynarzach, pewnych rzeczy się nie zapomina, pewne rzeczy, ich wspomnienia zawsze będa sprawiały, że oczy stają się szkliste. W sumie, w obliczu pewnych spraw wszystkie inne staja się mało istotne, a opisywanie pewnych zabawnie-infantylnych rzeczy które wydarzyły się podczas próbnych matur byłoby chyba tasteless w tym miejscu. Więc skończę w tym miejscu…
na grzbietach fal garbatych, ojczystych morskich wód…