unpretty blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2004

Ależ ja kasy wydałam dzisiaj… I wczoraj! Znaczy nie ja, tylko mama ale w sumie na jedno wyszło. Wczoraj pojechałyśmy do jednego butiku ale to co tam było, to jakiś żart, dla krasnali, mikroskopijnego wzrostu, materiału jak dla lalki, ceny jak za dywan do Wersalu… Kupiłyśmy za to buty (śliczne, śliczne, śliczne) i bieliznę (czerwoną ofc.)stringi z jakimś serduszkiem z ‚brylancikami’ z tylu, ale oki, przezyje jakos ;) Dzisiaj pojechalysmy po jakas sukienke (bo chyba w samym staniku i majtkach nie wypadaloby pojawic sie w szkole ?) Najpiew pani dala mi przez pomylke (bylo strasznie duzo ludzi) rozmiar 48 (LOL) ja nie spojrzalam i… utonelam XD potem przymierzalam jeszcze kilka, w jednej wygladalam jakbym byla w ciazowej sukience, kolejnym brakowalo tego czegos, az w koncu dostalam jeszcze dwie, jedna iscie balowa ciemno czerwona i druga powiedzmy prosta ale nie do konca, czarna, zlapalam sie za czerwona ale okazalo sie ze ktos to szyl dla facetow a nie dla kobiet… Czytaj, moj aparat oddechowy widoczny byl nader wyraznie, wkurzylam sie, bo oprocz tego cholernego fragmentu na gorze, reszta lezala idealnie… Ale nie tak idealnie jak czarna, ta byla chyba specjalnie na mnie szyta ;) Oczywiscie wzielysmy ja i szal i jakies „bolerko” czy cos takiego, wszystko byloby ladnie gdyby nie pewna pani ze swoja corka, ktora ogladala mnie bardziej niz moja wlasna matka… Praktycznie wlazily mi obie panie do przymierzalni i komentowaly, „doradzajac”, ja nie zdazylam sie przejrzec one juz szarpaly za zaslone zeby mnie zobaczyc… Takze gdyby sciany mialy uszy to by sie nasluchaly troche slown na „k” w momentach w ktorych przymierzalam kolejne sukienki… Mama potem powiedziala zebym nie przesadzala, ze pewnie z jakiejs wioski przyjechaly, ze tez nie wiedzialy co kupic etc. Dobra wiec, jestem zla, bardzo zla, Złą osobą jestem, tyle ze co ja zrobie skoro denerwuje mnie fakt ze obcy ludzie robia ze mnie konia wyscigowego ? Potem jeszcze kupilysmy komplet bizuterii, pojechalysmy na chwile z mama do pracy (musiala cos zabrac) przy okazji wszystkie jej kolezanki powychwalaly sukienke (dodajac ze jaka ja juz stara jestem ze sobie sukienke na studniowke kupuje :]) pojechalysmy do domu, przebralam sie, jeden starszy pan zaczal sie prawie slinic… CO jak co, ale powodzenie u panow po 40 to ja mam :P No w kazdym razie myslalam ze bedzie o wiele gorzej, a bylo calkiem fajnie i w sumie juz nie moge doczekac sie az to wszystko zaloze :D Az nabralam ochoty na ta studniowke… Chyba nie jest jeszcze ze mna tak zle :)

I jeszcze perspektywa spedzenia sylwestra w milym gronie (nie domowym!) calkowicie poprawila mi humor.. Zycie jest piekne… Znow!

Kolejna faza przygotowań maturalnych zaczyna się jutro. Dzisiaj było łażenie po sklepach razem z tatą. Najpierw kupiłam sobie torebkę, nigdy nie miałam takiej prawdziwej, teraz już mam, jestem 100% kobietą, lol. Oprócz tego biegaliśmy za zasilaczem do aparatu no i oprócz tego weszłam sobie do Itaki po nowy katalog. Mam kilka pomysłów na spedzenie lata, ale (tu powrót do pierwszego zdania) najpierw rzeczy mniej przyjemne… Ide porządkować materiały do napisania pracy na ustną.. wish me luck ;)

no i juz praktycznie po świetach. Wigilia była spoko, jesli moge sie tak wyrazic, nie bylo tak rodzinnej atmosfery jak kiedys, ale bylo milo, wczoraj u babci bylo dojadanie + wycieczka do katedry, zlobka nie zobaczylismy, debilizmem jest stac 40 minut w kolejce pelnej Lodzian chcacych zobaczyc zywego osla… Za to w srodku katedry, spokoj, ale widoki o wiele piekniejsze… Dzisiaj babcia od rana przylazla do nas, no i sie zaczelo, w swoim wiedzmowym nawiedzeniu powiedziala, ze jak wyjde za maz to zostane wdowa bo tak „mowia” moje palce u nog… Sie rodzice wkurzyli ze zaczyna pieprzyc wszyscy na nia naskoczylismy (znaczy ja sie zapytalam jak szybko zostane ta wdowa po miesiacu czy moze po dwoch tygodniach… sic) i sie jej troche glupio zrobilo…
klaps3vq.jpg Jak zaczne na starosc takie debilizmy glosic to podetnijcie mi zyly, nie wystawiajce na publiczne posmiewisko… Albo jak ktos tam cos o Wlochach napomknal to jej od razy lzy w oczach i „NIE WYJEDZIESZ bo nie mozesz nas tu samych zostawic…” a moja kochana mamusia zeby sie tesciowej przypodobac zaczela cos w stylu „a, wyrosnie jeszcze z tego”, jedynie tata probowal lagodzic atmosfere, ale mu nie wychodzilo… Ah, rodzina :] Ale rozstalismy sie w pokojowej atmosferze.. czytaj tata dostal klapsa LOL

świąteczne przygotowania wkroczyły w ostatnią fazę. To że śniegu nie dopilnowałam to nie do końca moja wina. Nie mam wpływu na deszcz no… Wczoraj było bielusieńko, a dzisiaj proszę :

18xb.jpg22le.jpg

(teraz będzie często z cyklu gina bawi sie aparatem ;))
Bo w końcu go dostałam, nie ma to jak aparat za 100zł. Wszyscy ładnie mówia „kochamy stację Shell, i program wymiany punktów Smart” :P Chociaz pan na stacji przeciągał wczoraj wniesończność moment oddania mi tego aparatu… Na koniec jeszcze (jak juz mnie nogi zaczęły boleć :P) zpytał czy ma otworzyć pudełko… Z deczka perwersyjnym tonem… No ale ja wiedziałam że gdzie jak gdzie ale na stacji łatwo zboka spotkać :D
42bp.jpg
A tak będę wyglądać dzisiaj na wigilii (lol) , nie ma to jak optymistyczne kolory… Nie żebym cały czas na czarno chodziła, ale inne bluzki sa brudne, a spódnicę mam w sumie tylko jedną. Zresztą, owa spódnica przezywała time of her life przedwczoraj, wszyscy w klasie ją chwalili, że ładna, że się ładnie układa… I nie zebym prózna była, ale nikt mi nie powie że płeć piękna nie lubi jak się komplementuje ją albo jej strój. Taki jest fakt i już.
Wczoraj jeszcze, po raz pierwszy w życiu posłuchali mnie rodzice i kupili zywa choinke, nie na balkon, do domu. I jest cudownie, mam żywa choinkę w mieszkaniu, u siebie w pokoju ubrałam takiego karzełka sztucznego, który zawsze wyglada brzydko bo się przekrzywia w jedną stronę, i nie mieści się na niej praktycznie nic… Ale dzisiaj nikomu nie chciało się ubierać średniej sztucznej, albo małej sztucznej, (moja jest karłowata sztuczna, przypominam :P), wszyscy zajęci byli dużą prawdziwa…
mój karzełek (nie śmiać się):

54wm.jpg61nr.jpg

(życzenia będą później bo teraz jeszcze spadam do sklemu z mamą, po co, dokładnie nie wiem, bo ja w tym domu spełniam funkcję dziewczynki do towarzystwa :P)

Najpierw się obudziłam, wsadziłam włosy do wanny, a później spędziłam na łóżku godzinę z Głowackim w jednej ręce i z suszarką w drugiej. Następnie wybyłam z zamiarem udania się na Piotrkowska celem kupienia prezentów dla rodzicieli. Mama mi mówiła, żebym nie kupowała nic ojcu, a jako, ze nie potrafię (czytaj, zjadłyby mnie wyrzuty sumienia ze tata dostał o jeden prezent mniej) i ze nie chcę, postanowiłam jej nie słuchać. W discmanie było rock in rio, ale nie posłuchałam praktycznie nic, gdyż na przystanku spotkałam dawną koleżankę, która mieszka pietro wyżej ode mnie i którą zwykłam widywać 2razy na rok (tak gdzieś od lat 4-5) Okazało się ze tez jedzie całą trasę 51, jako ze czułam co się stanie, oznajmiłam, ze wysiadam na Wojska Polskiego (czytaj. zamieniłam Piotrkowską na M1) rozmowa nie kleiłą się juz od 2 minuty, tematy o szkole, o maturze, o francuskim, wszystko ma zupełnie inny wydźwięk kiedy rozmawia sie z osobą z którą się stałęgo kontaktu nie ma. Potem zapadła cisza, męcząca cisza. Krępujaca. Z cyklu ‚chciałabym’ – chciałabym móc sobie z kimć milczeć tak jak z tym kimś będę rozmawiać, bo przeciez milczenie i cisza nie zawsze oznaczaja braku tematów czy braku chęci do rozmowy, a przynajmniej ja w to jeszcze wierzę. Wierze ze jesli się będzie milczeć z właściwa osoba to ta cisza nie będzie pełna napięcia i skrępowania… No w kazdym razie wysiadłam na tego Wojska Polskiego i brnęłam przez śnieg dobre pół godziny, aż dotarłam do M1 najpierw wlazłam do Orsay, popatrzyłam na sukienki i wyszłam, nie podoba mi się NIC, a te wszystkie nic kosztują od 150zł w góre. Później wlazłam do reala i grzebałam najpierw w książkach (chciałam znaleźć wojnę i pokój bo mama szkuka od miesięcy, ale w hipermarketach czegoś takiego nie ma, a ja nie miałam ochoty tułać się na drugi koniec Łodzi zeby połazić po księgarniach – kupiłam więc dla mamy – słownik wyrazów obcych – który zwrócił moją uwagę tytułem – wieża Babel – a że moja rodzicielka ma problemy ze znaczeniem słów tj. hipokryzja na przykład, powinno się przydać ;) Oprócz tego dokupiłam ślicznego zielonego mikołaja (krasnoludka :P, bo mamy z mamą pewną obsesję) i w Media Markt – Nigdy w życiu na dvd, na pewno jej się spodoba, bo ja wyszłam z kina hmm najdelikatniej mówiac nie zaspokojona ;) Tacie natomiast kupiłam prezent z jakiego sama bym się ucieszyła, szukałam The Early Days ale oczywiście nie było, kupiłam więc the real live dead one, Iron Maiden oczywiście i do tego „Polactwo” Rafała Ziemkiewicza. Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam czytać w autobusie, pewnie całej do jutra przeczytać nie zdążę, a szkoda bo potem będę musiała czekać aż tata skończy, a cholernie wciagają takie książki. No ale mam to „z głowy” Głowackiego, powypisuję sobie cytaty i będę rzucać, i będę mądra, i nie będę żulem, chociaz tak z perspektywy dość dużej patrzeć to pan Janusz Głowacki nadawał by się na żula, tyle ze takiego lepszego od innych. Whateva, ja nie o tym. Lubię kupować prezenty. Lubię dawać prezenty, lubię patrzec jak inni otwierają swoje prezenty, jak wyjmują z tych papierów, toreb i ogladaja to co dostali, sama nie muszę dostawać prezentów, znaczy tak, lubię patrzeć na nie jak ślicznie wygladają pod choinką, to morze toreb, pudełek, wyglada przepieknie, kiedy otwieram to pudełko czy torbę czar pryska, wiem, ze dla wielu to jest właśnie najcudowniejszy moment, otwieranie, dla mnie jednak te prezenty mogłyby leżec cały czas pod choinką. Bo nie ważne co w nich jest, wazne że są. A a propos zawartości 48% Polaków kupuje kosmetyki, wychodzi na to że prawie kazdy powinien dostać jakiś kosmetyk jutro. Nudne to. Dlatego w tym roku chociaz rodzicom kupiłam coś innego, bo wujek z tego co wiem coś tam z chemikaliów dostanie. Ode mnie na pewno STR8, uwielbiam męskie perfumy, o wiele bardziej niz kobiece. Moze tam są jakieś hormony które powoduja to że jak coponiektóry przechodzi i pachnie odpowiednio to mam ochotę pójść za nim dosłownie wszędzie ;) No ale wracając do prezentów, te świąteczne wcale nie są najlepsze. Najlepsze są dawane bez okazji, nie codziennie, ale chyba umarłabym ze szczęścia gdyby ktos nagle wyjął jakieś zapakowane pudełeczko z naprawdę byle czym o porze roku innej niz przypadającej w urodziny, imieniny, święta, dzien kobiet, walentynki… Ale ja chyba za dużo wymagam ;)

W każdym razie, teraz juz jestem w cieplutkim domku, zabieram się do czytania tego Polactwa (tylko najpiew zapakuje prezenty), potem jadę do Łodzi po ten aparat, pomagam mamie w kuchni i juz spokojnie czekam i pilnuje zeby przypadkiem śnieg to jutra nie stopniał, pod choinka moze nie być prezentów, ale dla mnie wigilia nie będzie wigilią bez dwóch rzeczy, bez grzybowej na stole i bez śniegu za oknem… (miałam jeszcze napisac o tym debiliźmie który ogarnął Europę, o wycinaniu słowa Jezus z kolęd i rezygnowaniu z szopek i choinek, jakby małe zielone drzewko mogło czyjeś uczucia religijne obrażać… ale o tym kiedy indziej może, bo mi się przez ta grzybowa i przez ten śnieg tak nastrojowo zrobiło…:))

Choinki nie posiadam. Zawsze mieliśmy ja ubraną o wiele wcześniej, w tym roku zapewne będzie to jutro albo dopiero w piątek. Nastroju swiątecznego również w domu brakuje. A po prostu „nastroju” panujacego w moim domu w chwili obecnej nie zycze nikomu. Każda rodzina ma swoje tajemnice. Tajemnica mojej rodziny jest taka, ze owa rodziną nie jesteśmy cały czas. Niesamowite (niesamowicie straszne) jest to jak wiele człowiek potrafi mieć twarzy. Jak wiele skrajnie odmiennych twarzy, jak z sielanki możne zrobić się tragedia, i jak ten cykl może się powtarzać. Mam chyba przez to wypaczone pojecie o facetach, wogole o ludziach. Traktowac plytko, bo i tak pokazuja tylko jedna ze swoich twarzy, pozostale sa na pewno gorsze, po co je poznawac i samemu cierpiec (co ja `Milijon` jestem ?). Czasem taka taktyka sie pewnie oplaca, czasem pewnie dobrowolnie pozbawiam sie czegos, moze czegos naprawde dobrego… Naiwnie (chociaz, moze nie…) wierze ze kiedys poznam kogos, kogo inne twarze bede chciala poznac bez zadnych obaw…

notka dla tych co mysleli, ze bedzie tutaj juz zawsze czyste kalendarium dnia ;)

zaczęło sie od okropnego poranka. Nie miałam ochoty budzić się, wstawać, iść do szkoły. Gdyby nie fakt ze musialam zanisc prezent pewnie bym się nie ruszyła z łóżka. Okazało się ze jakies 70% klasy było w takim nastroju. To miała być ostatnia klasowa wigilia. Miała być najlepsza. Była oczywiście najgorsza. Wszyscy zakupy robili wczoraj, praktycznie nie bylo picia, obrusow, ciasta. Odbebnilismy dwie koledy, rozdalismy sobie prezenty i wyparowalismy do domu. A wlasciwie ze szkoly. Tak uplynela ostatnia klasowa wigilia. Wszyscy chcieli wyjsc. Moze jednak, mimo wszystko 3 lata to nie tak malo ? Moze 3 lata w zupelnosci wystarcza ? W kazdym razie, dostalam ksiazke Glowackiego – z Glowy – po Antygonie w Nowym Jorku kocham faceta,wiec wychowawczyni (tak tak, wylosowala mnie wychowawczyni) udal sie prezent w 100%. No a potem zaczal sie dzien zula. Najpierw o malo co by moja silna wola puscila i bym zapalila. Tak sobie stalam i patrzylam na marzene i Sylwie, ale nie, nie bede smierdziec. Nie bede żulem skonczonym. Nie bede palic :P Potem powloczylysmy sie troche po ulicach, po Galerii (ah galeria… wczoraj umieralam, lubie zakupy, lubie ludzi, lubie swieta, ale NIENAWIDZE kiedy 2 dni przed swiatmi wszyscy sie pchaja do wszystkich sklepow, kupuja, pchaja sie etc etc etc, cos takiego mnie wykancza po prostu :]) potem doszlysmy do wniosku z marzena ze w tym kraju sie nie da zyc. Zaczelysmy wyliczac ile zycie kosztuje, nasze zycie i ewentualnie zycie przyszle, z jakims dzieckiem przypadkowym zycie z rachunkami, z ubraniami, z zarciem, takie zycie nie istnieje, nie da sie tak zyc (mimo ze jakos wiekszosc spoleczenstwa sobie radzi lol) chyba ze sie ma bogatego meza… albo dobra, no. samemu sie jest bogatym, tyle zeby byc bogatym trzeba miec znajomosci i mature.. i studia i znajomosci kolejne my takowych nieposiadamy wiec skonczymy żulując na ulicy. Na Kaliskiej znajomosci juz mam, a do smrodu podobno nosy przywykaja :P Nastepnie wrocilam do domu. Podroz byla zdecydowanie za dluga i za zimna. Ja oczywiscie ubralam sie w keicke i musialam pochwalic sie przed mieszkancami Polski centralnej glanami z czerwonymi sznurowkami, oczywiscie wszystkie starsze panie musialy je przeleciec wzrokiem… brrr.. a pozniej juz na samym finiszu zmarznieta i zmeczona spotkalam Marcina, po raz drugi w sytuacji w ktorej woalabym go nie spotykac… jak wygladam slicznie i slodko to kurwa mac nikogo znajomego na horyzoncie, jak tylko cos nie gra to wszyscy wala drzwiami i oknami. Ciezko byc kobieta no :P Jutro ide po prezenty dla rodzicow (boze, jaka ja niezorganizowana jestem w tym roku, wszystko, doslownie wszystko na ostatnia chwile robie :[ wogole mi sie to nie podoba) moze skocze na Pietryne albo na Zamenhofa po bilety do Chorzowa :D po za tym odbieram aparat cyfrowy i… czekam na swieta (?)

W piątek napisze na 100%.. ale coś czuje że zaczyna w końcu wiać dobry wiatr… choć na razie to tylko lekki powiew…

W sumie to ja nie lubię gadu gadu. Albo ja rozmawiam z 5 osobami, bo się nagle wszyscy wala oknami i drzwiami, i ci z którymi rozmawiam, muszą chwilę czekać az cos im odpiszę, albo ci z którymi rozmawiam gadają jeszcze z kolejną 10 ludzi. I ja muszę czekać. Zbyt samolubna chyba na to jestem. Zresztą, denerwuje mnie część ludzi, którzy wymyślają sobie 1005 pomysłów jak tu rozmowe skończyć nagle (bo im sie nie chce, bo chca sobie m jak milosc obejrzec etc) i nikt z tej grupy ludzi nie powie wprost (albo po prostu sobie pojdzie) musze czytac o ciociach ktore przyjechaly, o pieluszkach ktore trzeba zmienic rodzenstwu o tornadzie ktore szaleje za oknem (nie, zaraz, tak mi jeszcze nikt nie napisal, a przynajmniej fajnie by bylo :P) No w kazdym razie zmierzam do tego (bo ta notka na pewno nie bedzie o moich przemysleniach dotyczacych gadu gadu, chociaz w sumie moge napisac, ze ze wszystkich ‚gadów gadów’ najbardziej lubie to blogowe ), zmierzam do tego, ze dwczoraj zostalam zagadana przez polska fanke articolo O_O Najpierw oczywiscie ja w szoku, w tamtej chwili nie byl to jeszcze tzw. pozytywny szok, tylko szok po prostu, potem sie zrobil przyjemny :) No i milo jest wiedziec ze jest ktos jeszcze w tym kraju nad WIsla, kto dostrzega ta ich megapozytywna atmosfere ktora wywarzaja ci wariaci ;)
z innej muzycznej beczki, tata sie wczoraj podjarał bo w to&owo napisali ze Ironi zagraja 6.6 w Spodku. Mogliby sie pospieszyc z tym ogloszeniem calej trasy, bo nie wiem ile jeszcze takich „pewnych” informacji bede w stanie zniesc ;]
a teraz tak, z zycia, bede sie dzisiaj ladnie uczyc biologii – o mszakach i paprotnikach, wosu (musze poprawic klasowke, nie pisalam chyba, Dzieciol poszalal sobie, jednym ocenial to samo za 2pkt. innym za 0, a jako ze klocic sie z tym czlowiekiem sensu nie ma to 80% klasy poprawia klasowke… Mnie np. w pytaniu zeby podac cechy fizjonomii ktore odrozniaja nas od zwierzat na moj „przeciwstawny kciuk” napisal „gdzie?” Chyba szanowny pan profesor nie chodzil na lekcje biologii, a jesli chodzil to moglby mnie uswiadomic gdzie jeszcze ludzie posiadaja kciuki ? hmmm.. Jednemu koledze, ktory (w swojej genialnosci) napisal „nie mamy ogona” dopisal : „niektorzy maja” XD. No ale nawet to nie zmienia faktu ze jest glupi ;) No i jeszcze mam w planach spotkanie z niemiecka ochrona srodowiska. Cudnie ^^
Mialam napisac cos bardziej interesujacego niz szkola, ale wylecialo mi wlasnie z glowy, ot, co wyzej wymieniona robi z ludzmi ;)

A tu,jakby ktos chcial mi prezent pod choinke zrobic, sprawdzalam, 18 euro + koszty przesylki z Wloch do Polski, na pewno kogos stac, a mi sie nie chce czekac do wakacji, lol :D

Tydzień mnie nie było ? Coś koło tego. Jak przez tydzień się życie moze skomlikować! Nie miałam pojęcia do tej pory. Na szczęście nie na wszystkich frontach. Niektóre fronty nadspodziewanie dobrze, pozostałe niespodziewanie źle. Pozostaje wiara, ze wszystko skończy się dobrze. Zawsze sa happy endy. I nie mówię o amerykańskich bajeczkach. Po prostu trzeba wierzyć. I piszę to dzisiaj. Bo przedwczoraj nie byłabym w stanie napisać słowa. Tak dobita byłam. A teraz, choć problemy wszystkie nie zniknęly, mogę to napisać. Stoicyzm – dobra rzecz jednak ;)
Wogóle miałam nie pisać notki (nie o 1 w nocy…) ale słuchałam sobie koncertowych piosenek articolo i tak mnie natchnęło żeby coś naskrobać, chociaz dokładnie nie wiem co ;) Nastroili mnie dzisiaj chłopaki, ze hej. Magia muzyki… coś pięknego. A nie ma nic lepszego niż żywa muzyka z koncertów… A jako, ze o Maidenach cicho jak na razie, do Włoch na koncert Articolo się raczej (jeszcze) nie wybiorę, to pozostaje albo rock in rio, albo tak jak dzisiejszej nocy, „Rock’ in Firenze, Milano, Roma” lol.
Aha, o ile aparat, który dostanę praktycznie za darmo ze stacji Shell 23 grudnia będzie miał złącze usb – pani na stacji powiedziała, rodzicom, że nie ma, ja wszędzie gdzie sprawdzam ten model – ma (ah, kobiety i elektronika :P) to sie pochwalę jak wygladam ja i mój uroczy burdelik. (mam na myśli bałagan, żeby nie było ;))
Dobra, nocne notki inspirowane włoskim … (i tu mam problem, bo jeszcze nie udało mi się ustalić gatunku – hehe) nie wyjdą raczej zbyt podniosłe, genialne i wogóle ‚briljant’. Skończe więc ;)

s3sy.jpg wiem, ze się dzisiaj-wczoraj skończyło, ale i tak, w ramach jednoczenia się…


  • RSS