Dzień zupełnie nie jak codzień. Zaczęło się od geografii. Nie chce sprawdzać w książce prawidłowych odpowiedzi. Poczekam sobie do piątku zeby sie dowiedzieć czy jestem zagrożona czy nie :| Później nie działo sie nic, na długiej przerwie miało być zebranie z historykiem w sprawie omówienia sprawdzianów maturalnych. Okazało sie ze poszłam tylko ja i Dorota :O Całą przerwę spędziłyśmy same w sali z Sierantem. Masakra. Musiałyśmy jeszcze raz ten sprawdzian robić i to chyba była moja najdłuższa rozmowa z Sierściuchem ever, nie było tak źle, było.. dziwnie ;) Następnie na siłowni facetki nie było praktycznie cały czas (nie zmęczyłyśmy sie dzisiaj :D) a ja skapnęłam się, że jedna osobę z grupy dziewczyn znam bardzo dobrze, nie poznałyśmy sie od razu, dopiero jak powoli zaczełyśmy sie dowiadywać skąd jesteśmy etc olśniło nas ze sie znamy… LOL Żenada ;) Ale śmiesznie w kazdym razie było ;) Po 8 godzinach grzecznie wyszłam ze szkoły i poszłam na zakupy. Jesli ktoś mieszka w Łodzi (dobra, nie mieszkam, ale prawie ;)) nie ma szans zeby kiedykolwiek nie był na Pietrynie czy dzisiaj, koło Galerii (w sumie jeden pies, bo Galeria jest obok Piotrkowskiej ;)) W tych miejscach prędzej czy później kazdy z każdym się spotka. Dzisiaj znowu sie o tym przekonałam. Miałam juz wchodzić w przejście prowadzące pod galerię, keidy z tego przejścia właśnie wyszedł ON. Marcin. Nie widziałam go od 2,5 roku. Od zakończenia gimnazjum. Od tamtej róży, tamtego garnituru, tamtego zapachu, minęło dużo czasu. Zaczęliśmy gadać. Okazało się, ze najbardziej prestiżowe liceum w Łodzi i jedno z Naj w Polsce baluje. I to baluje ostro. Sarna zdaje na maturze matme i fizykę, ale sobie na 100% poradzi, bo jest genialny, ale nie miałam pojęcia ze z niego taki alkoholik :P Naprawdę byłam przekonana ze on nad ksiazkami siedzi. W lekkim szoku byłam, on tez kiedy dowiedział się, ze w mojej szkole juz klub samobójców nie działa (stara legenda mojego eLO mówi, że kilka lat temu, w dwa sześć była taka presja nauczycieli i było tak cięzko (chcieli liceum Marcina przegonić czy jak ?) ze kilka osob grupowo odebrało sobie życie) historia o tyle prawdziwa jeśli można wierzyć duchownym. Bo z nauczycieli (właśnie z wyjątkiem księdza) nikt tego tematu nigdy nie poruszał. Zakrecony świat Marcina jest dalej zakręcony. Choć on sam o tym nie wie. Dla mnie jest zakręcony.. wspaniale zakręcony. Cholera jasna no ;) Ten facet nie zdaje sobie sprawy jak na mnie działa. Od gimnazjum i wciąz po dwóch latach… Jestem totalnie nienormalna. Ale Sarna tez. Sarna geniusz pijaczyna, który zgubił podczas jednej imprezy kurtkę i wszystkie dokumenty ;)
Lekko przymulona tak nagłym i miłym spotkaniem poszłam na zakupy (miałam wyladować nad książkami szukajac jakiś ciekawych pozycji) gdzie wylądowałam ? W ciuchach rzecz jasna. W Orsay jak zwykle straciłam majątek tym razem na spodnie brazowe i genialna czarną spodnice za kolana która (cholera no nie znam się:P) nie jest prosta, tylko tak odstaje tak ahh mega superancko. Swietna jest ta kiecka. Juz ja uwielbiam :D Zeby jeszcze odchudzić portfel poszłam do Colosseum, ale tam jak zwykle wszyskie ciuchy albo niezbyt, albo jak juz przymierzałam, za małe, nie wiem co tam jest, ale muzyka, która tam leci, niemiłą obsługa, głupie przymierzalnie sprawiają ze jeszcze żadna rzecz którą tam przymierzałam nie była dobra. We wszystkim wygladałam jak jakiś obleczony w materiał kurczak XD. Załoze się że jakby te same ciuchy wisiały w którymkolwiek innym sklepie lezały by na mnie dobrze. No w każdym razie postanowione – więcej do Colesseum nie wchodzę. Poszłam do New Yorkera (bo przy Empiku :P) no i wyszłam jeszcze z koszulą. cholernie droga ale dokładnie taka jaka chciałam, a w zestawieniu z nowymi spodniami i spódnicą.. MNIAM. Facet ktory mnie obsługiwał był jakiś dziwny. Wolę chyba kobiety za ladą. Nie odzywał się do mnie ani słowem jak płaciłam kartą a jak zaczęłam ogladać wypasione rękawiczki odwrócona do niego bokiem wydarł mi sie z uśmiechem nad uchem ze w poniedziałek i we wtorek będą sprzedawać o 30% i zebym przyszła. Informacja leciała do mnie niespodziewanie długo i dopiero po chwili powiedziałam cos w stylu ‚dobrze’ w Empiku jak zwykle nic nie było, więc wróciłam do domu, gapiac się na blondyna-metala w tramwaju. Wszystko przez Marcina, przypomniałam sobie że faceci mogą słuzyć do czegoś wiecej niz do bycia kolegami hmmmmm
A potem mi się smutno zrobiło (jak u Tuwima – „rozpłakało się szczęście” – btw jak jak kocham ten kraj, jego poetów i jego jezyk…) w podstawówce czy gimnazjum jak się człowiekowi ktoś podobał, to łaził z jakąs psiapsiółą pod jego blok, w miejsca gdzie mógł przybywać. Plan zajęć znało się dobrze zarówno swój jak i jego. I było fajnie, bezcelowe łazenie po mieście etc etc etc. Nawet teraz jakbym chciała mogłabym się przypadkeim znaleźć pod blokiem Marcina czy Michała (no, co ? czy ja kiedyś mówiłam cos o monogamii ? :P). W przyszłym roku swiat się skomplikuje. Marcin powiedział ze jak mu coś nie pójdzie (co jest niemozliwe znajac jego mozliwosci) skonczy na polibudzie, jak pojdzie dobrze skonczy na U.Warszawskim. Kontakt mialby sie zerwac nieodwracalnie ? Nie podoba mi sie to. Mniejsze miasta maja jednak swoje dobre strony, czasami meczy to ze mozna kogos spotkac jesli sie nie chce. Ale z drugiej strony, latwiej jest rowniez spotkac kogos kogo sie chce (mimo ze dzisiaj Marcina spotkalam w Lodzi) (… było ladne zdanie ale sie zamotalam – koniec notki TU)