napisałam ładną notkę. Chuj ją strzelił. Znaczy blog. Znaczy na jedno wychodzi.
Nie chce mi sie produkować się na nowo… Konspekt (no… powiedzmy)
1. środowy teatr pozostawił mnie przed filozoficznymi pytaniami co można robić przez trochę ponad godzinę, na co mozna wydac 10 złotych ? Myślałam, że niewiele zdoła mnie już zadziwić, zwłaszcza w teatrze, myliłam się. Nigdy nie byłam na sztuce tak krótkiej, podczas której nikt na sali nie wiedział o co chodzi, która skończyła się się tak nagle, ze publika siedziała przez 3 minuty czekajac na ciąg dalszy. Przemyśleń wewnętrznych po ujrzeniu owej Śmierci Wenecji brak.
2. Czas płynie szybko. Zbyt szybko.
3. Dzisiejsza impreza obędzie się beze mnie. Nie lubię klubowych osiemnastek. Za picie trzeba płacić, nie dośc ze drogo to trzeba uważać zeby się nie upić (no, co ? Chopin jakby żył, to by pił, nie ? ;) po za tym trzeba potem zorganizować sobie powrót w jakieś zadaszone miejsce (łodź kaliska się nie liczy, śmierdzi bezdomnymi. wiem bo codziennie tam jestem :P) od jakiejś 3 do 8 rano, za dużo kłopotów. Nie lubię niekameralnych imprez, nie lubię imprez w niedzielę.
4. Rośnie kupka ksiązek „do natychmiastowego przeczytania”, żałuję że nie chodziłam na kursy szybkiego czytania, żałuję, ze nie przeczytałam kilku z nich wcześniej. Dlaczego nikt mi nie mówił ze w pewnym wieku życie przyspiesza, ze zaczyna sie żałowac, że wielu rzeczy nie zrobiło sie wczesniej, dlaczego nikt mi nie powiedział, ze przyśpiesza tak wcześnie…?
5. Słucham sobie Comy. Najlepszej polskiej płyty ad 2004. No w każdym razie najlepszej w zimny, szary, ponury jesienny dzień, taki jak 14 listopada 2004…