Myślałam ze umrę wczoraj na historii. Zaczął mnie tak boleć brzuch że myślałam ze nie wysiedze, ogladaliśmy film o narodzinach faszyzmu a ja nie mogłam wziąść do ręki ołówka i zapisać czegokolwiek na kartce :( Zadzwoniłam po tate, zwolniłam sie z wfu, posiedziałam sobie na jedne religii i poszłam. Właśnie, moja druga religia w tym roku, katechetka – poczciwa kobietka, trochę czasem az za bardzo, ale powiedziała parę madrych rzeczy, które mi weszły do głowy, i które juz całkiem pokłóciły z rodzicami. Ja mogę z nimi rozmawiać na wszystkie sprawy, ale w rzeczach powazniejszych zero zrozumienia. Obejrzeli sobie Pasję :
- ci Żydzi to jednak cierpia za to wydanie Jezusa cały czas (brak własnego kraju, ciągłe wojny bla bla bla)
ja – zastanawiający jest fakt, ze wszyscy zapiminaja o tym, ze Jezus tez był Żydem
- no właśnie, i wydali go jego rodacy…
w koło macieju. Trochę tak jak Świętoszek. Zgadzam się, zgadzam ALE….
Dzisiaj poszło z tata o ocenianie ludzi. Zero dystansu, zero obiektywizmu, a ja mówie, nie oceniaj innych bo po pierwsze nie jestes od tego a po drugie nalezy chyba zaczac od siebie „a czy ja sie porzuciłem, zabiłem czy cie bije?” (bo poszło o matki porzucajace dzieci)no i gadaj z nim. Nie rozumiem ludzi. Naprawde. Zbyt wielu ludzi nie rozumiem czasami…
Aha a propos rozumienia. Lepiej zeby na maturze z polaka nie było w czytaniu ze zrozumieniem nic z Młodej Polski. Nie odróżniam ironii od zachwytu w opisach cyganerii Żelenskiego. Coraz gorzej ze mna :P A wczoraj zamiast przypomniać sobie o bujnym zyciu erotycznym Mieszka I czytałam biografię Wyspiańskiego 9aha, i zarażam swoja mania innych yee) I nie powiem, ze zakochuje sie z każda stroną bardziej.. ;) Idę szykowac się, zeby spotkać w teatrze studyjnym inne dusze z mojej klasy zainteresowane Śmiercia Wenecji :D