Własciwie to nic sie nie dzieje. I wszystko. Wczoraj niepotrzebnie poszlam na wagary. Niepotrzebnie bo w szkole w sumie nic nie bylo. Przekonalam sie za to ze kobiety, 3 kobiety potrafia przegadac bite 7 godzin nie meczac sie ani troche. Fascynujace, jakby powiedziala Alutka z Rodziny Zastepczej. Ale na wf do szkoły wrocilam… Facetka ostrzegla wszystkich jadacych w strone srodmiescia zeby nie jechali tramwajem (czytaj, bandy dresow jadace na wielki mecz drugoligowych zespolow :P) na szczescie nie musialam sie jakos zbytnio bac, kolo stadionu pusto bylo jeszcze… Na stacji spotkalam Martę i poznalam Alana. Nie powiem ze ciacho, nie powiem ze mile, zabawne i inteligentne, powiem ze mam nadzieje ze niedlugo znow go spotkam :D Pozniej zostalam odwiedzona. Pozniej lekko zdenerwowana, bo osoby odiwedzajace w pewnym momencie skorzystaly z internetu szukajac opracowac i gotowych wypracowan Wesela. Zapomnialam juz ze niektorzy korzystaja tak po chamsku z wypracowan, zapomnialam ze kilka lat temu sama tak robilam… Tak sobie mysle, ze ludzie to dziwne stworzenia. Dwie osoby moze tyle dzielic a jednoczesnie tyle laczyc ze to jest nie do ogarniecia dla mnie czasami… Wogole mnie ostatnio zycie zaskakuje… Ale dobrze, przynajmniej nudno nie jest…