Wracam z odchłani. Odchłani wielu spraw. A właściwie nie wracam, wciaż tkwię w tym swoim profundis, ale wracam tutaj. Odswiezy się w ten weekend. Albo jeszcze dzisiaj nawet.
Kinowo było od niedzieli. Najpierw Wesele, znajomość w kinie zawarta. Charlie sie robi podobny do Silvera – duzo ludzi i w dodatku zaczęli numerować miejsca. najpierw Coma teraz Charlie. Czy wszyscy muszą się pchac ściezkami, którymi ja chodzę ? Mojej nowej znajomości zawartej w owa niedzielę tez to przeszkadza, zreszta moim współtowarzyszom również. Ludzie przestali się lubić nawzajem czy co ?
Dzisiaj byliśmy na Pręgach, tak szkolnie, rozśmieszyła mnie jedna koleżanka, wyszłyśmy z Silvera a ona do mnie, że jej się bardzo film podobał. Świetne słowo. Podobał się. Jak taki film się może podobać ? Juz widzę jakąś ladies night, plotki, ploteczki i film który „się podoba” – Pręgi. Taki lekki podobający się wszystkim klimacik :P A pozbywając się ironii – jak juz się ze wszystkimi pożegnałam i wsiadłam w swój tramwaj, czulam że się dusze, musiałam wyjśc, odetchnąć świezym powietrzem, 4 czy 5 minut spędzone na przejechaniu z Piotrkowskiej pod stacje były po prostu męczarnią. Czułam jak wszystko zbiera się w mojej głowie, schodzi niżej i zaczyna dusić. Heh, chyba mogę napisać, że mi również film Pręgi się podobał.
Na takie filmy zwykłam chodzić sama, z innymi chodzę na wszystkie inne. A jak juz na film z kategorii pręgowej pójde z kimś i ktoś pierwszy zada mi nieśmiertelne pytanie „i jak?” nie wiem co odpowiedziec. Zreszta tak nie jest tylko w przypadku kina, na prawie kazdej płaszczyźnie, moje myśli przypominają jakąś mgłę, która wiem, ze jest w mojej głowie, czuję ją i to co ma mi do przekazania, ale żeby ja zmaterializować w słowa ? Chyba nie potrafię, a jesli juz to robię to owe myśli tracą 60% swojej wartości. Może powinnam się tego nauczyć, chodzic na kazde filmy z kimś, i głośno próbować wyrazac swoja opinię, starając się tak, zeby (heh, kojarzy mi się tylko jedno:) język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa, tyle ze nie wiem czy widze na chwilę obecną mi sie to po prostu chce. Może jak ujrzę taką potrzebę to spróbuję, na razie jej nie widze. Dzisiaj był dziwny dzień, pani na anglieskim wzięła nasze repetytoria i… zszywaczem zszyła klucz odpowiedzi, zeby nas nie korciło XD, przed wosem Wiesław wdał się w ostrą rozmowe z nauczycielem od angielskiego (nigdy wcześniej nie widziałam kłotni nauczycieli na korytarzu, tylko nie tym tonem Grzesia, pobiło wszystko ^^) Później na lekcji Wiesław znowu poszalał, ubzdurał sobie, że mamy krzywe pojęcie o demokracji, ze nie odrózniamy Millera od Rokity i że na złe rzady jest tylko jeden sposób „zamach stanu, rewolucja, rozstrzelać!” Zabawny człowiek. Znaczy dzięcioł (przez stojacy kawałek włosów na samym czubku głowy) z karkiem spieczonym na solarium i z farbowaną brodą ;D Na polskim dowiedzieliśmy się że przebrnelismy przez kilka cholernych utworów Żeromskiego ponadprogramowo (dzię-ku-je-my). Czytaliśmy jego Dzienniki. Dlaczego nie zrobiliśmy tego najpierw ? Może gdybym najpierw poczytała zapiski 18letniego kobieciarza, który (oprócz kobiet) lubił stać przy oknie i patrzeć jak pada deszcz, przebrnęłabym przez ten 4 stronowy Zmierzch bez grymasu na twarzy z myśla „po co do cholery mam czytać to coś co do czytania nie nadaje się wcale ?”. Szkoła ma zdecydowanie złe podejście do uczniów. Zamiast przybliżać wieklkich ludzi tak, aby sami uczniowie sięgneli po ich dzieła, sami ich najpierw niektórymi utworami po prostu odstraszają. A a propos jeszcze złego systemu. Dyrektorka apel III klasom zrobiła, tłumaczyła jak matura ma wygladać itepe. Zamotała się i w pewnej chwili orzekła, że na angielskim będą słowniki, potem łaziła po klasach i wszystko prostowała. Biedna kobiecina. No ale do rzeczyco do pisemnej matury z anglika to okazuje się, ze być moze będzie inaczej niz jak to zaznaczalismy na deklaracjach. A, i podobno już jesteśmy zalogowani gdzieś tam razem ze wszystkimi którzy zdają pierwszą nowa maturę, oh, jak fajnie. Jestem częścia nowej grupy społecznej. Czarnobylskiej grupy społecznej, która nie wie co ja czeka. Jupi. Ale tak ogólnie jest fajnie. Piękny dzień był dzisiaj, szkoda że już się skończył. Uwielbiam jesień. Uwielbiam, no :)