Oszalałam na punkcie piosenki Dido – Mary’s In India. Zresztą na punkcie paru innych piosenek też. Nie mam komputera. Tzn mam, ale niezbyt sprawnie działający. Naprawiaja mi go. Czy naprawia, nie wiem. Szczerze mówiąc to mi aż tak nie zależy. Potarfię już żyć bez tego pudła. Bez bycia „online” też. Właściwie nawet mam.. czy miałam kilka myśli żeby z blogowaniem też skończyć. Bo właściwie tak racjonalnie mysląc nie widzę sensu żeby dalej unpretty.pl prowadzić. Dla innych ? Nie. Dla siebie ? W jakim celu ? Nie wracam do archiwum, nie opisuję tu tego co robię ani moich przemyśleń. Właściwie nie wiem co tutaj opisuję. Ale poniewaz lubię od czasu do czasu coś napisać, chyba nie zaprzestane tej działalności. Typowo jesienny dzień dzisiaj. Szaro, smutno, tak wielu różnych ludzi na ulicach. Kiedyś myślałam, że wszyscy jesteśmy jednakowi, mamy podobne potrzeby, marzenia, ze jeśli byłaby taka potrzeba moglibyśmy się wszyscy ze sobą dogadać. Dzisiaj wiem już że te myśli mogę odłożyć spokojnie pomiędzy Śpiącą Królewną a Kopciuszka. I może to mnie boli. Ze nie potrafię zrozumieć jak to jest nie byc mną. Może denerwuja mnie pewne bezczelne osoby z mojej klasy. Dobrze ze nie tylko mnie denerwują. Bo gdyby tak było, nie wierzyłabym juz chyba w nic. Widziałam dzisiaj swoją starą nauczycielke od polskiego. Nauczycielkę z gimnazjum. Nieprzerwanie z włosami zwiazanymi w warkocz. W jakieś nieprzemakalnej żółtej kurtce, w tych samych okularach z tym samym wyrazem twarzy. Życie jest monotonne mimo wszystko. A jesli nie jest, to będzie. Pesymistka ? Nie wiem, tak mi się wydaje. Monotonność może i być czasem dobra, ale nie wtedy kiedy myśli się o niej w szary zminy październikowy dzień. Ale wydaje mi się, że tak naprawdę, w całym tym moim egzystowaniu tutaj boli mnie to, ze nie można mieć wszystkiego. Mogę czuć się cudnie siedząc u siebie w pokoju z piwem w ręku, rozmawiając przez telefon ze znajomymi. Czuć się dobrze, ale nie mogę pozbyć się wrażenia że czułabym się dobrze też w innych miejscach, a nie jest mi to dane. Nie potrafię tego do końca wytłumaczyć. Czuję się chyba przytłumiona ogromem tego świata, zła, że człowiek nie ma szansy doznać wszystkiego, co mógłby. Pamietam jak byłam mała, poszłam z mamą do sklepu papierniczego i kupowałyśmy naklejki na zeszyty. Wiedziałam że mam kupić dwie, pani rozłożyła przede mną z 20 czy 30 różnych wzorów. Wolałabym chyba, zeby położyła dwa, lub trzy. o co nam tak przeogromny wybór, skoro nie dane jest nam spróbować wszystkiego ? Czy nie czulibyśmy się lepiej gdyby w życiu było mniej możliwości i każdy mógłby spróbować każdej z nich ? Czy później nie byłoby łatwiej odchodzić, wiedząc że spróbowało się wszystkiego, niz żałując że możnaby było jeszcze zobaczyć, poczuć, przeżyć to czy tamto ? Niby wolny wybór i uszanowanie tego że wszyscy jesteśmy różni i mamy różne potrzeby jest jedną z cech sprawiedliwości na świecie. I żeby życie było sprawiedliwe, każdy powinien mieć wybór robienia dokladnie tego co chce. A co jesli ktoś ma problem ze znalezieniem tego co chce, co jeśli ktoś stojąc na rozdrożu, wybierając jedną ze scieżek zastanawia się od razu co tez kryje się na końcu pozostałych ? Co jeśli wie, ze wszystkich tych scieżek nie przejdzie ? Przecież odbiera mu to siłę i ochotę iśc którąkolwiek z nich. A przynajmniej odbiera w pewnym stopniu… Wiem, że to słabe, dziecinne, ktoś daje palec ktoś inny chce całą rękę. Ale czy mozna tłumić w sobie swoje mysli, nawet wtedy kiedy wie się że są nie takie, jak być powinny ? Narzekanie jest oznaką słabości, braku umiejętności przystosowania się czy też odwagi cywilnej i chęci nie poddawania się nurtowi.
Heh, po napisaniu takich zdań, i po zastanowieniu się przez chwilkę, musze napisać, ze Dostojewski miał rację. Myślenie jest chorobą. Ale co ja zrobię że taka pogoda powoduje że choruję, ja i inni ? Na pewne rzeczy nie mamy wpływu. Właściwie można by zastanowić się czy na cokolwiek wpłw mamy. Ale w sumie po co ? Można spędzać piątkowy wieczór z heinekenem w dłoni, z dwoma filmami by Steven Soderbergh (Ocean’s Eleven i Solaris, to po tym drugim mi odwala i takie notki pisze, tego akurat jestem pewna ;)) Mozna mieć plany na spędzanie niedzielnego wieczoru w kinie z osobą którą się zna, ale nie za dobrze, z którą spędzi się po prostu 109 minut w kinie i powymienia wrazenia o filmie. Mozna robić tyle innych rzeczy nie zastanawiajac sie jak, kto, po co, dlaczego. Na wycieczce w Krakowie Marta z Kornelem zastanawiali się nad definicja ognia, a raczej okazało sie że zastanawiali sie już nad tym wcześniej. Ja o takich rzeczach nigdy nie myslalam. Nigdy nie zastanawialam sie skad tu sie wzielismy, czym jest ogien, dlaczego woda jest mokra, czy jest jakies zycie w kosmosie oprocz nas, dlaczego jestesmy jedynymi istotami ktore maja świadomośc swojej śmiertelności. Ja nie potrafie sprecyzowac o czym pisze swoje notki na blogu i nie potrafie opisac o czym sa moje przemyslenia. Cala ja. A wiec mozna nie myslec, zyc chwila i nie tracic czasu na marudzenie. Mozna. Ale nie w dzien taki jak ten. |see the things I probably never get the chance to see|