Mam buty w kolorze nie czarnym, na obcasie do tego. Byłam z rodzicielami w galerii wczoraj. Kupiłam sobie buty i aż moja mutter się zdziwiła, że się zmieniam etc. Jeśli dodac do tego fakt że od kilku tygodni nie wychodze z domu bez spędzania o wiele dłuższego czasu w łazience niż kiedys, to właściwie temat nie powinien brzmieć dorośleję a kobiecieję :P Wogle wczoraj łaskawie z nimi zaczęłam rozmawiać, bo od czwartku przezywałam istną depersję. Po prostu wszystkim zachciało sie zadawać tyle, ze po prostu masakra powinnam siedzieć do 1-2 w nocy szłam spać o 22 bo fizycznie nie wyrabiałam. Ja nie wiem co to bedzie. Sobotę sobie zmarnowałam, w sumie pól niedzieli też. Chrzanię to. Nie dam się zarobić jak jakiś wół już w październiku (poczekam do grudnia). Po za tym okazało się ze ponownie okropnie poszły sprawdziany z polskiego. Że piszemy ładnie pięknie i wogóle ale za wodolejstwo, nawet najpiękniejszej postaci punktów nie ma. Pieprzony rocznik czarnobylski. Oczywiście musiałam nie zmieścic się w jedynej formiw pisemnej matury z polaka która by mi odpowiadała… Niee… oni mi tu punktować będą czy wymienię wszystko co jest w kluczu i huj ich obchodzą moje przemyślenia czy odniesienia do innych książek. Dobrze że chociaż ustna jest w fajnej formie bo inaczej byłoby istne piekło coś czuję. A właśnie, a propos ustnej i tematu – weszła do nas w czwartek dyrektorka z naszymi podaniami maturalnymi i po pierwsze pochwaliła nas ze jako jedna z nielicznych klas (właściwie jedyna) wybrała sobie różne i naprawdę ciekawe tematy bo niektóre klasy hurtowo wpisywały np. różne oblicza miłości w literaturze, i kazała nam podopisywac w tematach że temat opracowany na podstawie wybranych przez siebie książek – żebyśmy zostawiali jak najmniej furtek do udupienia nas, egzaminatorom. To jest niezaprzeczalny dowód że kończymy dwudzieste szóste liceum. Dyrektorka jest miła, udziela rad i nie krzyczy (skoro i tak odchodzimy z jej szkoły to jest jej wszystko jedno) jak to zwykle robi. Tak dziwnie trochę. Jedyne czego nie mogę się doczekać to tarczy. Bo mamy taki zwyczaj, że niższe klasy kupują najstarszemy rocznikowy małe srebrne tarcze z herbem szkoły, w tamtym roku najwiwęcej kasy płaciliśmy my i my dawaliśmy je maturzystom w tym roku to my będziemy stać po prawej stronie auli o_o Nawet Koniara mniej ostra jest. Powiedziała nam tak : wszyscy mamy mierną. Ona nie będzie robiła problemów, mierną mamy tak czy inaczej, czy swoimi ocenami zasłużymy na wyższą – nasza sprawa – zdać z niemca zdamy wszyscy (lol).
Mieszkanie dziadków zostanie oddane jakiemuś kuzynowi już w listopadzie podobno. Mój dom. Mój pierwszy dom i ja tam już nie będę mieć prawa wstępu. Po śmierci babci byłam raz, raz, nie powinnam więc chyba mieć prenetsnji, nie powinnam żałować mieszkania do którego przez ostatnie lata wcale tak często nie przychodziłam, ale jednak, zbyt duża częśc mnie wciąż tam żyje. Nie musimy widzieć przeciez człowieka czy jakiejś rzeczy żeby wiedzieć że wciąż jest nam droga, prawda ?
Strasznie spodobała mi się nowa piosenka Wilków, nie tylko dlatego, ze jest fajna, ze względu na tytuł przede wszystkim. Jestem teraz szalenie wrazliwa na punkcie wszystkiego co ma jakikolwiek związek z Młodą Polską – związek słowa „bohema” jest zbyt wyraźny żebym przeszła obok niego obojętnie ;) Zresztą, Stanisław mnie prześladuje ostatnio ;) Ogladam sobie wczoraj Fakty, konczyły się już a ja chciałam iść się wykąpać, brałam juz pilota do ręki i chciałam wyłączyć tv ale w ostatniej chwili pomyślałam sobie ze ten ostatni materiał też jeszcze zobaczę – „jak różne miasta radzą sobie z grafficiarzami ?” Sposoby wypłacenia gotówki przez policję Rudy Śląskiej w zamian za „zakapowanie” „artystów” i pozwolenie jednego dominikanina na malowanie murów kościoła w zamian za zostawienie miasta w spokoju jakoś mnie nie zainteresowały. Natomiast krakowska akcja zamalowywania rysunków projektami witraży Wyspiańskiego jak najbardziej… Chcę do Krakowa. Pragnę tego miasta po prostu ^^ Nie tylko zresztą na Muzeum Narodowe i inne rzeczy kojarzące się z Wyspianskim. Wyszłam wczoraj tak zdegustowana z Empiku jak nigdy. Po prostu NIC nie może sie równać z pewną krakowską księgranią (a ja tam nie kupiłam żadnej ksiązki, chociaż miałam kartę… idiotka) Tam było WSZYSTKO. Łódź jest zbyt… zbyt nowoczesna, nijaka, wszystko dla mas, jakieś frazesy, nic konkretnego… W każdym razie o prześladowaniu jeszcze, dzisiaj obiad u babci – stoję w przedpokoju i zakładam buty – wzrok na ścianę, szukam obrazu, któremu nigdy się nie przypatrywałam („obrazu” naturalnie) – jest, 1904 – dwie powykręcane litery – babcia ma Wyspiańskiego w przedpokoju… Wiedziałam, no, wiedziałam, a ja nigdzie nic znaleźć nie moge. Zbyt często tak sie w życiu dzieje. Jedni mają coś na czym im zupełnie nie zależy nie wiedząc nawet że dla innych może to być wszystko czego pragną (żeby nie było, mała reprodukcja jakiegoś portretu made by SW nie jest moim życiowym marzeniem – ot, taka wolna myśl)
Ide uczyć się o jakiś wirusach, bakteriach i glonach, później o tym jak ubierali się ludzie in die siebziger, funfzieger, sechzieger i achzieger (po kolei nie ma co :P) a później do sklepu (wujek dał cynk o jakiejś mega wyprzedaży spowodowanej zamykaniem sklepu, a później nauka wosu, angielskiego i robienie historii na wtorek. Yummy ^^

ps. dziękuję sile wyższej że nie postawiłam w piątek kasy na elminiacje do MŚ, co prawda Polska być może by mi weszła (zastanawiałam się nad samym remisem albo nad wygraną z podpórką), Ukraina by weszła i jeszcze kilka innych, ale nie weszłyby mi Włochy – jak można ze Słowenią przegrać ? Dno, panowie, dno…