Komentarz w/g PWN. W/g słownika polsko-angielskiego komentarz = commentary ale również comment. W/g Oxfordu comment „opinion given briefly in speech or writing about an event, or in explanation or criticism of sth…”.
A jako, że ostatnio ze świecą można było takowych opinii szukać.. Wróc, nie ze świeca, bo „prawdziwe” komentarze były, natomiast na pewno nie w 100%, a ponieważ ja nie chce żeby pod notkami pod którymi ja się produkuje była lista obecności (mówiace niedwuznacznie” ja skomentowałem, chodź do mnie”) bo ja i tak na wszystkie blogi które mam w linkach wchodzę i czytam, naprwde jak ktos nie ma nic do powiedzenia na temat na ktory napisalam notke (ofc jesli jakis przewodni temat istnieje) nie musi na sile zaznaczac swojej obecnosc. Ja sie nie obraze :) Blog miał byc, sliczny i wygladać tak, nie będzie jednak. Konczenie go darowałam sobie jak sprawidziłam jak bedzie wygladać w rozdzielczości większej niz 800×600. Okropnie. Zostaje na czarno :P Nabrudziłam sobie przed blokiem, jedząc słonecznik w oknie.Jakaś baba w bloku na przeciwka stanęła na balkonie i zaczęła się na mnie patrzeć. Zamiast wyrzucać ziarenka, zaczęłam je wypluwać. Mówiłam, ze robie sie bezczelna. Na hustawkce przyszła mama z córeczka w różowej bluzce. Fajna. I córeczka i bluzka. Pozwoliła jej się huśtać 1,5 piosenki (wszystko jest względne) – ja bym pozwoliła dłużej. Trzeba by tylko miec komu pozwalać. Nie żeby mi się śpieszyło (nie zebym miała z kim) ale jak juz coś to ja chce chłopaka pierwszego. Chłopcy sa fajniejsi :P
Jako, ze pani dyrektor obwieściła dumnie, że rok szkolny 2004/05 uważa za rozpoczety,a ów rok jest dla mnie rokiem maturalnym notki pojawiać się będą rzadziej. W środku września mnie 2 tygodnie nie będzie („śladami Młodej Polski” + London town) Później będę, ale nad ksiażkami. Trzeba wiedziec kto gdzie kiedy z kim dlaczego i po co się bił na przestrzeni kilku tysięcy lat.
Jakaś jestem podirytowana od wczoraj. Byc moze dlatego, ze widziałam totalnych cymbałów w autobusie jak wracałam z „pożegnania lata”. Moze dlatego, ze pożegnanie lata zamiast w ogródkach pod parasolem z zimnym piwem w ręku spędziłam w Łodzi, łażąc w podejrzanie ciężkich :P glanach po najciemniejszych jej zaułkach do 21. Ale ja to sobie odbije :P A może po prostu dlatego, ze wolałam sie nudzić, czytać historie powszechną i uczyć sie włoskiego dla WŁASNEJ PRZYJEMNOŚĆI a nie dlatego, że musze. Moze dlatego, że okazało sie ze mam jednak 2 godziny niemieckiego a nie jedną, może dlatego, że jak na niektórych patrzę i słucham to mi się nóż w kieszeni otwiera – scyzoryk znaczy ;) A moze wszystkiego po trochu. Anyway – ostrożnie bo gryźć będę. Ale nie mocno ;))