I walked a million more to find out what this shit means

Got stains on my t-shirt and I’m the biggest flirt
Right now I’m solo, but that will be changing eventually, oh
Got bruises on my heart and sometimes I get dark
If you want my auto, want my autobiography
Baby, just ask me

I z takim nastawieniem zegnam lato. Mam nadzieję, ze zegnam. Bo w ostatni dzien wakacji obudził mnie zimny, szary poranek. Typowo szkolny poranke, kiedy człowiek zrywa się z łóżka, wyciąga książki spod poduszki (nie żebym wierzyła, że mi coś do głowy wejdzie przez noc, ot, przyzwyczaiłam się juz), je śniadanie i jedzie do szkoły czekając któż go dzisiaj zapyta albo kto zrobi niezapowiedziana karkówkę. Tak kochani, wakacji koniec, do szkoły czaa. Ostatnia klasa. Ja naprawde nie wiem kiedy to zleciało, przeciez dopiero co byłam na rozpoczęciu pierwszej klasy, po czym jechałam na Pietrynę po glany,jeszcze niedawno myślałam, ze tych wszystkich mordek nie zapamiętam, a dziś co ? Nie czuje się ani starsza, ani mądrzejsza, ot, kolejny 31 sierpnia, kolejny schyłek lata, kolejny rok, który przezywam wraz ze światem. Tyle, ze świat ma czas, tysiace już sychyłków lata przeżywał, nie śpieszy mu się, mnie wprost przeciwnie. Człowiek całe zycie ma wrażenie że wszystko przed nim, patrząc na starsze osoby myśli :oni już tyle przeżyli” – gówno prawda, oni widzieli po prostu troszkę wiecej schyłków lata, ale pewnie wielu wydaje się że zamiast 40 minęły 2, a przez te dwa co, zmienili się tyle co ja. Nic. Teraz powinnam napisać coś w stylu carpe diem, że zaraz wezmę sie za rzeczy które odkładałam na później. Ale tak nie napisze. Bezczelna będe. Świat ma czas, świat sie wolno starzeje, to ja też, będę marnować czas i będę odkładac różne rzeczy na później, dlaczego ? Bo to mój czas i moje rzeczy. Nie muszę zrobić wszystkiego przecież. Ważne zebym robiła to na co mam ochotę, no nie ?

Like a hobo I was born to walk alone
’cos I know what it means
To walk along the lonely street of dreams