No i juz wróciłam, pierwsza rzecz po wpadnieciu do domu – łazienka, odkręcam korki – „nie ma wody!” to by mogło być istnie traumatyczne przeżycie, które mogłoby odbić sie na całym moim przyszłym życiu, gdyby nie jena genialna myśla „moze babcia zakręciłą wodę”. I tak, właśnie było, Wskoczyłam do wanny i pozwoliłam, żeby normalna woda z cenralnej Polski umyła moje ciało. W Krynicy, gdzie spędziłam tydzień woda była przeokropnie chlorowana, tak chlorowana, ze nie wypiłam ani jednej herbaty („przejażdzka” przez 5 dni na lodowatych wodach mineralnych odbiła się porannym bólem gardła), a mycie napawało mnie po prostu obrzydzeniem, gdyby nie największy naturalny Polski basen zarosłabym brudem całkowicie ;) Chociaz właściwie i tak się prawie w Robinsona zamieniłam bo ani razu tam nie czesałam włosów tzn. nie czesałam szczotką, ale chyba palce się nie liczą. Ale wróciłam już „do kraju”, wygladam jak człowiek i… jestem opalona ;))) Normalnie nawet na nogach to widac, z tyłu odcień białej mąki z przodu odcień białe mąki która spędziła 4 dni nad Bałtykiem :P Pieprzyć nogi, i tak zima idzie ;) Twarz mam za to sliczna :PPP Pobyt w Krynicy wygladał mniej więcej tak – od rana nad morze kapiel (ja Otylia, ja Otylia, medal, wzywam cie), opalanie się, po południu powrót do domku, oglądanie najsłabszego ogniwa, wypuszczenie się w miasto lub nad zalew, po czym znów nad morze po czym ogladanie olimpiady. No dzisiaj naturalnie było inaczej, morza nie było, a olimpiada, znaczy Robert był od rana. Az się łza w oku kręci, bo jak sie mozna cieszyć ze zwycięstwa Korzenia, skoro się wie ze nie będzie następnych ? Chlip Chlip zbiorowe ogłaszam. Wracajac jeszcze do Krynicy. Zamiast pocztówek zbierałam z mamą filmy na dvd. 7 ich uzbierałyśmy, i jest git, byłby jeszcze większy gdyby mnie tak bardzo nie nawalała głowa i gdybym nie musiała być jutro o 11 w Łodzi (mam kupić z Kaśka prezent na 18stke Marty), a no i nie musze dodawać ze byłby największy gdybym to ja spotkała w Krynicy Włochów a nie mój rodziciel, tak to jest gdy zamiast łazić na obiad do baru zostaje się na plaży i czyta o Peryklesach i tych innych :) Trudno, przeżyję, po 60tce byli ;p i pytali się gdzie jest PLAZA (przez „zet”).. ja spotykam tylko Niemców na swojej drodze.. Wszędzie ta nacja, w Krynicy, w Gdańsku, w realu we Włocławku.. pfff Swoja drogą podróż na linii Włocławek Zgierz była naprawdę nie do zniesienia, polska jedynka, europejska e75 a zakorkowana tak dramatycznie, że mogłaby robić za scenariusz niejednej greckiej tragedii. Przed Zgierzem masakra totalna. „Widzieć” swój blok za innymi blokami i nie móc do niego dojechać, rzecz straszna, zawróciliśmy i pojechaliśmy do innej, równoległej drogi, do niej na skróty, przez las, w lesie korki takie same jak na przesławnej jedynce, droga wąska, leśna, zachciało się skracać drogę dwum autobusom, nie wiem jak się minęły (tzn. wiem, nie mineły się na pewno, bo tam miejsca nie było) policja jechała na pomoc, nie pomogli, zakorkowali gardło bardziej, włoskie spaghetti ot co, w końcu nam sie udało wydostać, i co ? I ta równorzędna droga zakorkowana tak samo. Takich korków Zgierz nie widział… W każdym razie, mieszkam w najdalej wysuniętym na północ punkcie Zgierza,żeby dostać się do domu musiałam przejechać przez pól miasta i wyszło na to, ze wracałam nie znad morza tylko z Włoch, git by był gdyby nie fakt, ze to nad Bałtykiem się opalałam ;) Co do tematu- roodzinną kasę tyrzymałam ja. I rodzicie cięzki żywot mieli. Żadnych batoników, przegryzek,pierdółek, zadnego nic, bułki, woda, pasztet, dla nich obiad (żarłoki) w Gdańsku żadnych pamiętek-pierdółek, niech Niemcy wydają kase, ja zbieram na Włochy, na rok przyszły ;) Więc mama w drodze powrotnej (korzystajac z okazji, ze ja w uszach miałąm słuchawki) wymyśliła mi ksywkę skunksik – jej skrót myślowy od słowa sknerus, sknerusik. A więc witam, wróciłam, tutaj jak widać skąpić (czy raczej skunksić) słow nie będę ;)