po raz pierwszy od czasu mojego powrotu wybyłam sama na poważnie z domu. Na poważnie, to znaczy w konkretnym celu, celu, którym dzisiaj był zakup tablicy korkowej (bo moja okazała się za ciasna, gdy chciałam poprzyczepiać pocztówki z Włoch i takie tam inne pierdoły). Zaopatrzyłam się w nowa, o satysfakcjujących mnie rozmiarach (50×80), dwie książki (o wzniosle brzmiących tytułach :”Paszport Maturzysty” historia i język polski) i długopisy dla mamy, opuściłam TESCO zeby wrócić tam po południu z mamą po czaderski plecak, który wypatrzyłam (ciekawe dlaczego zwrócił moją uwagę ? chyba nie przez to że jest czarno-czerwony :P) i moze jeszcze coś.. jak dobrze pójdzie ;)
Jak wracałam do domu, z prawie metrową tablicą pod pachą, tramwajem, akurat na mojej szybie musiała usiąść jakaś zmutowana osa. Zmutowana bo jakiś gigantycznych rozmiarów, Anglicy dostali pozwolenie na babranie się z człowiekiem, a polscy genetycy jak widac zadawalają się owadami.. w każdym razie, o mało co mi ta tablica nie upadła, złapał mi ją jakiś miły pan i wszystko byłoby okej gdyby nie pewien specyficzny zapach. Zapach ów zresztą ‚powiewał’ mi również z tyłu. Po raz kolejny notka zahacza o ulubiony napój % Polaków. Nienawidze ludzi cuchnących wódą. Naprawdę, mogę znieśc wiele (mam wysoki próg bólu podobno, nie ;) ale zapachu pijanego faceta, pijanego dzięki czystej znieśc nie mogę, zbiera mi się na wymioty i już. A propos jeszcze, jak stałam na przystanku, tyle ze w stronę ‚do’ sklepu na przystanek przyczłapało dwóch mężczyzn (i jesli Włosi krzyczą to ci panowi sie po prostu darli). Oboje w stanie wskazującym na spożycie… Jeden, trochę bardziej agresywny, w każdym razie groxniejszy, wyobraził sobie, że przejeżdzający autobus o mało co nie potrącił gołębia, a następnie przez 5 minut krzyczał
- zabić człowieka, to jeszcze.. ale gołębia ?!
- co ty pieprzysz ?
- no co, źle mówię ?
- źle
- to zabić gołębia, niz człowieka, odwrotnie mam mówić ?
- zamknij się
- bo jak ci zajebe…

(…)
- jesteśmy bezdomni..
- to gdzie jedziemy ? Stryków, Łódź ?
- e tam, Do Warszawy ! Mamy kase, jesteśmy bezdomni, jesteśmy wolni

„(…) Teraz też jest wojna kto kombinuje ten żyje
Taniej kupie drożej sprzedam to wódki się też napije
No bo chlejemy za trzech, przecież wypić to nie grzech
Wóda jest, piwo Lech, małe, mocne ,polskie też
Duży blef, mocny łeb trzeba trzymać się
Wzmacniana herbatka za zdrowie dziadka
I zdrowie naszych polskich, pięknych kobiet
Zdrowie nasze, Wasze (…)”

I moja misja przekonywania wszystkich do Articolo (nie pamiętam co dawałam w przed ostatniej notce, w każdym razie dziś Domani Smetto )