Włosi na forum pisza, ze się boją, na polskim forum czytam, że się boją. Słyszę rozmowy, że groźby Berlusconiemu mogą być tylko przykrywką. Świat stał się tak niebezpieczny, że już nawet zabójstwa w pociągu nie przerażają tak bardzo, jak widmo unicestwienia tysięcy za jednym zamachem. Nikt nie jest nigdzie bezpieczny i to mi się nie podoba. Nie podoba mi sie też filmik na Discovery, w którym jakis naukowiec, spec od sztucznej inteligencji z rozbrajającą miną mówi, ze on tego nie doczeka, ale jego wnuki zapewne tak, mogą doczekać epoki terminatorów, unicestwienia ludzkości etc. („jest w jakimś stopniu przerażające, ale pokusa stworzenia tych istot jest poprostu nieodparta.”) Nienawidzę być zależna od innych ludzi. A już szczytem debilizmu jest czekanie, kto i kiedy pierwszy wciśnie guziczek. Jedni wierzą w swoich bogów, ci, którzy nie wierzą, pragną być nimi dla innych. Co takiego jest we władzy, że od zawsze była i jest najsilniejszym narkotykiem ludzkości ? Dlaczego w głębi duszy każdy chciałby mieć kontrolę na czymś/kimś, a jej brak powoduje flustracje, załamanie, złość. Kto to zaprogramował ? Nie lepiej by było jakby wystarczała nam kontrola nad nami samymi ?