No i juz wróciłam z Włoch. Bez watpienia najpiękniejsze wakacje mojego życia. Nie będę opisywać wszystkiego bo nie starczyło by miejsca. Zreszta, pewnych rzeczy opisać się nie da. Ale po tym tygodniu kocham Włochy jeszcze bardziej niż przedtem. Nie będe się więcej zastanawiać, dlaczego wszyscy powtarzaja po sobie, ze Włosi to największe brudasy, ze Rzym to śmietnik że Wenecja śmierdzi. Moje odczucia ich nie przekonają (bo jak mogą przekonac odczucia maniaczki tego kraju)Nie przekonają zapewne także odczucia reszty mojej wycieczki nie zakochanej we Włoszech zupełnie. Wszyscy wachali i nigdzie smordu Wenecji wywąchać nie mogli. A jesli chodzi o brud. Po spędzeniu dwóch ostatnich wakacji w przeczystch Niemczech i Austrii naturalnie widze różnicę pomiędzi w/w dwoma i Włochami. Ale nazywanie ich największymi brudasami Europy wzbudza we mnie po prostu śmiech :> Tak samo ci okropni, brzydcy, krzykliwi i niemili Włosi. Taaak, nazwę niemiłym Włocha z południa z którym przed audiencją u papieża ucięłam sobie pogawędkę, który wziął mnie w ramiona kiedy powiedziałam, ze jestem Polką. Nazwę okropnym barona z Fumone, który podczas średniowiecznej tradycyjnej kolacji w ich miasteczku zrobił ze mnie „księżniczkę wieczoru”. Nazwę brzydkimi te wszystkie ciacha które widziałam w Rimini, w Rzymie, we Florencji czy Wenecji… Bo ciacha były niesamowite, momentami czułam się jak w piekarni bełnej brązowych wyrobów ;) No i ich styl jazdy rulez jak najbardziej ;) Kiedy wróciłam do Polski wszystko na drogach stało się takie wolne, bezbarwne, nijakie. Wczoraj o tej porze pływałam taxówką po Canale Grande, dzisiaj czekam na kolejne wakacje w tym kraju. Od polskich przewodników dowiedziałam się nie tylko mnóstwa ciekawostek i kraju, artystach, mieszkańcach, ale także cenach mieszkań, i o tym jak im się udało, samym w obcym kraju, zaakilmatyzować się i żyć już ponad 10 czy 20 lat pośród Włochów. Bo wyjeżdżając z Rzymu poczułam coś dziwnego.. Poczułam, że nie mam co płakać, ze z wiecznego miasta wyjeżdżam, bo tu wróce jeszcze. A rozmowy z w/w dały mi naprawdę ogromną nadzieję na to, że kiedyś powrócę niekoniecznie jako zwykła turystka :) O jedzeniu też mogłabym napisać ze trzy strony. Oczywiście podawanie na kolację 3 dań we Fuggi było lekkim przegięciem, ale dwa razy sobie można na coś takiego pozwolić. Chyba nigdy nie zjadłam w tak krótkim czasie tylu rodzajów makaronów przyrządzanych na tak wiele sposobów. A picie wody zamiast herbaty czy kompotu wejdzie mi chyba w nawyk (ahh jaka dobra jest woda w okolicach Rzymu…), narodziła się też milość do fig, na które będe musiała poczekać do przyszłego roku bo w tym kraju tylko suszone spotykam :/ Totalnie zauroczona jestem także krajobrazami, nie sądziłam, ze będzie az tak pięknie. O uroku miast które zwiedziłam i ich artstycznej wartości pisać nie będę, pewnych rzeczy nie mozna ubrać w słowa. Tak samo jak nie da się opisac tego co poczułam czytając pewne dwa zdania na cmentarzu na Monte Cassino. Głupie wrażliwe dziecko :> (W każdym razie, tak jak Spartanie, powiedziałam Polsce, żołnierze – powiedziałam…) Dwa zdania jeszcze o kompanach podróży. Brawa dla pana Czesia. Nie zawsze spotyka się jednostkę amerykańskiej polonii powracającej po latach do kraju, o tak specyficznej osobowości. Ale tak długo, jak pan Czesław będzie do mnie „pani Kasiu…..” i życzył mi posiadania kamienicy w Rzymie, będzie moim przyjacielem. Tak samo reszta dorosłych osob zwracającyh się do mnie per Pani, z których jedna o 25 lat starsza nie wstydziła się podejśc do niepełnoletniej gówniary i podziękować za wspaniałe towarzystwo na koncu autokaru (no musiała mi po czyms takim szczęka opaść), jak i parę zupełnie dorosłych ludzi, w tym jedna pani doktor z którymi najnormalniej w świecie byłam na „ty”, a także pan australijczyk, który okropnie chwalił przed żoną mój angielski i który tłumaczył mi się z braku swoich umiejetności do posługiwania się ojczystym językiem moim i jego żony, a także opowiadał mi o życiu w Australii o kangurach, krokodylach etc. Panie z którymi jadłam posiłki no i Adam (Adaś <3) z najpiękniejszego polskiego miasta… Duługo by opisywać… bardzo długo. Uwielbiam Włochy ze wszystkich sił, z uwielbieniem wspominać będę te wakacje… Oglądając pamiątki, zacznam od teraz.