Przepraszam wszystkich za nieobecność na blogach. Spowodowana jest ona moim komputerem, tak, wiem, mam od dwóch tygodni wakacje i już buduję niepoprawne zdania^^ W kazdym razie z tym pudłem już trzeba coś zrobić, bo jest coraz gorzej. Nie chce mi nawet debil zaktualizować baz danych na mks-ie… Po za tym jestem zła, bo serwer z którego zsysałam drugą serię Różowych lat właśnie przestał być dostępny. Tzn. nie jestem zła na faceta, który sobie zamknął kompa, jestem zła na siebie, ze wolałam dziś spać, niż to ściągać i że nie spisałam numeru GG do niego… A dzisiaj strona i forum That ’70s Show, przynajmniej mi, nie chodzi :/ Po za tym jestem w stanie lekkiego znudzenia wszystkim. Już nawet nie czekam do tej soboty, nie, żeby mnie chęc wyjazdu do Włoch opuściła, ale perspektywa spędzenia tygodnia w sklepach kupując spodnie, czapkę (!?!), ukrywając różne dziwne rzeczy w pokoju, decydowaniu co wziąść a czego nie zdecydowanie nie napawa mnie optymizmem. Tzn gdybym to miała sama robić to okej, ale mieszkając na takiej przestrzeni z dwójką dorosłych osobników nie można być samym. Co do stanu znudzenia jeszcze, gdybym miała spędzić całe wakacje w domu to bym chyba sfiksowała totalnie, jak człowiek nie ma, żadnego celu to lepiej skoczyć z mostu i mieć jednorazowa frajdę niż spędzać czas na wegetacji. Inna sprawa, że jak się juz zacznie wegetowac to ciężko sprawić, żeby to się zmieniło. Czy ja chrzanię od rzeczy ? prosze winić za to niewyspanie i znudzenie. Chyba się włoskiego pouczę… A… ‚a propos języków – nie żebym się w Archimedesa bawiła, ale kąpiąc się też „znalazłam” czy też odkryłam bardzo nieprzyjemną rzecz, otóż doszło do mnie, że po powrocie do szkoły nie czeka mnie tylko polski, historia i angielski ale też, Bożyczku mój, niemiecki i myśl o tym, ze chociaz odrobina nauki tego języka w wakacje popsuła mi resztę dnia… I nie pytajcie mnie dlaczego ja o tym teraz pisze. Nie mam pojecia.
Idę do cudownych zdań typu ‚Paghi tu, io ho fretta’.. zaraz zaraz czy ja się już chwaliłam.. List dostałam kilka dni temu z hmm pracami domowymi i komentarze mojej.. „nauczycielki” nabazgrane na końcach kartek mnie naprawdę rozbawiły.. Na pierwszej bylo coś w tylu witam na kursie bla bla bla gratuluję b. dobrej pierwszej pracy, na drugiej zabrakło jej inwencji i napisała tylko ‚va bene’ a na trzeciej coś z czego lałam się przez 5 minut chyba ‚Choć z reguły początki bywają trudne widze, że Pani radzi sobie doskonale, brawo’ w sumie nie wiem co mnie w tym śmieszy, ale mnie śmieszy… Słowo ‚pocieszne’ mi na usta przychodzi.. Whateva
Heh, teraz się skapnęłam, że w moim słowniku ‚legenda’ i wszystkie opisy do tego jak należy posługiwac się owym słownikiem sa w języku ludzi spod Apenin i teraz żeby dowiedzieć się dlaczego przy słowie scaduto jest w nawiasie giur, muszę otworzyć na początku, żeby dowiedzieć się że giur=giurisprudenza i później wertować słownik w poszukiwaniu tego drugiego słowa, żeby dowiedzieć się że oznacza ono prawoznawstwo… A słowniki podobno mają ułtawiać życie…:]
Di che cosa e la maglia ? Merda… di merda :>
Jackie: Michael, who is this guy?
Kelso: Oh, that’s Fez. He’s a foreign exchange student.
Jackie: What’d we exchange for him?
taaak, zdecydowanie mi bije.. To chyba przez tą oczojebną tapetę z That 70s Show xD Kończe bo naprawdę chrzanię od rzeczy…