unpretty blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2004

Włosi na forum pisza, ze się boją, na polskim forum czytam, że się boją. Słyszę rozmowy, że groźby Berlusconiemu mogą być tylko przykrywką. Świat stał się tak niebezpieczny, że już nawet zabójstwa w pociągu nie przerażają tak bardzo, jak widmo unicestwienia tysięcy za jednym zamachem. Nikt nie jest nigdzie bezpieczny i to mi się nie podoba. Nie podoba mi sie też filmik na Discovery, w którym jakis naukowiec, spec od sztucznej inteligencji z rozbrajającą miną mówi, ze on tego nie doczeka, ale jego wnuki zapewne tak, mogą doczekać epoki terminatorów, unicestwienia ludzkości etc. („jest w jakimś stopniu przerażające, ale pokusa stworzenia tych istot jest poprostu nieodparta.”) Nienawidzę być zależna od innych ludzi. A już szczytem debilizmu jest czekanie, kto i kiedy pierwszy wciśnie guziczek. Jedni wierzą w swoich bogów, ci, którzy nie wierzą, pragną być nimi dla innych. Co takiego jest we władzy, że od zawsze była i jest najsilniejszym narkotykiem ludzkości ? Dlaczego w głębi duszy każdy chciałby mieć kontrolę na czymś/kimś, a jej brak powoduje flustracje, załamanie, złość. Kto to zaprogramował ? Nie lepiej by było jakby wystarczała nam kontrola nad nami samymi ?

Wpadłam w okres nic nie robienia i mam zamiar (zamiar na razie) z tym przestać. Zaczęłam przepisywać zeszyt do łaciny, tzn własciwie zakladam swój pierwszy i przepisuję zeszyt Kaśki. Bo wczoraj byliśmy na zakupach. Miałam pojechać do galerii i kupić sobie słownik. Dzięki mamie wylądowałam z polsko-włoskim, zamiast włosko-polskim. Z tłumaczenia tekstów nici, az do soboty w każdym razie :> No a później pojechaliśmy do Tesco i wpadliśmy w manię wrzucania do koszyka wszystkiego po kolei. Mam odjazdowe zeszyty herlitza i 4/6 Historii Powszechenj PWNu, brakuje mi już tylko częsci 4 i 6 :) Później włączyłam sobie otoczenie sieciowe które nagle zaczęło być dostępne (ha, przynajmniej jedna rzecz działająca w moim komputerze ;) Posciągałam sobie setki mp3, Shreka2 ale mi cholera nie chodzi nie wiem why :< Następnie miałam 10 minut wzruszenia po obejrzeniu tego filmiku. Ściągam też drugi. Ale ściągam go już 2,5h i mam dopiero 23%,ale co tam będzie… Z tego co zdołałam odczytać to ho ho ;) Gina jest happy i wogóle. A teraz usypia oglądając Dzikie Żądze. Wiem, że jedynym sposobem na przebudzenie sie będzie zrobienie porządków w moim pokoju. I chyba zacznę od zaraz bo w takim chlewie żyć się dłużej nie da :>

No i juz wróciłam z Włoch. Bez watpienia najpiękniejsze wakacje mojego życia. Nie będę opisywać wszystkiego bo nie starczyło by miejsca. Zreszta, pewnych rzeczy opisać się nie da. Ale po tym tygodniu kocham Włochy jeszcze bardziej niż przedtem. Nie będe się więcej zastanawiać, dlaczego wszyscy powtarzaja po sobie, ze Włosi to największe brudasy, ze Rzym to śmietnik że Wenecja śmierdzi. Moje odczucia ich nie przekonają (bo jak mogą przekonac odczucia maniaczki tego kraju)Nie przekonają zapewne także odczucia reszty mojej wycieczki nie zakochanej we Włoszech zupełnie. Wszyscy wachali i nigdzie smordu Wenecji wywąchać nie mogli. A jesli chodzi o brud. Po spędzeniu dwóch ostatnich wakacji w przeczystch Niemczech i Austrii naturalnie widze różnicę pomiędzi w/w dwoma i Włochami. Ale nazywanie ich największymi brudasami Europy wzbudza we mnie po prostu śmiech :> Tak samo ci okropni, brzydcy, krzykliwi i niemili Włosi. Taaak, nazwę niemiłym Włocha z południa z którym przed audiencją u papieża ucięłam sobie pogawędkę, który wziął mnie w ramiona kiedy powiedziałam, ze jestem Polką. Nazwę okropnym barona z Fumone, który podczas średniowiecznej tradycyjnej kolacji w ich miasteczku zrobił ze mnie „księżniczkę wieczoru”. Nazwę brzydkimi te wszystkie ciacha które widziałam w Rimini, w Rzymie, we Florencji czy Wenecji… Bo ciacha były niesamowite, momentami czułam się jak w piekarni bełnej brązowych wyrobów ;) No i ich styl jazdy rulez jak najbardziej ;) Kiedy wróciłam do Polski wszystko na drogach stało się takie wolne, bezbarwne, nijakie. Wczoraj o tej porze pływałam taxówką po Canale Grande, dzisiaj czekam na kolejne wakacje w tym kraju. Od polskich przewodników dowiedziałam się nie tylko mnóstwa ciekawostek i kraju, artystach, mieszkańcach, ale także cenach mieszkań, i o tym jak im się udało, samym w obcym kraju, zaakilmatyzować się i żyć już ponad 10 czy 20 lat pośród Włochów. Bo wyjeżdżając z Rzymu poczułam coś dziwnego.. Poczułam, że nie mam co płakać, ze z wiecznego miasta wyjeżdżam, bo tu wróce jeszcze. A rozmowy z w/w dały mi naprawdę ogromną nadzieję na to, że kiedyś powrócę niekoniecznie jako zwykła turystka :) O jedzeniu też mogłabym napisać ze trzy strony. Oczywiście podawanie na kolację 3 dań we Fuggi było lekkim przegięciem, ale dwa razy sobie można na coś takiego pozwolić. Chyba nigdy nie zjadłam w tak krótkim czasie tylu rodzajów makaronów przyrządzanych na tak wiele sposobów. A picie wody zamiast herbaty czy kompotu wejdzie mi chyba w nawyk (ahh jaka dobra jest woda w okolicach Rzymu…), narodziła się też milość do fig, na które będe musiała poczekać do przyszłego roku bo w tym kraju tylko suszone spotykam :/ Totalnie zauroczona jestem także krajobrazami, nie sądziłam, ze będzie az tak pięknie. O uroku miast które zwiedziłam i ich artstycznej wartości pisać nie będę, pewnych rzeczy nie mozna ubrać w słowa. Tak samo jak nie da się opisac tego co poczułam czytając pewne dwa zdania na cmentarzu na Monte Cassino. Głupie wrażliwe dziecko :> (W każdym razie, tak jak Spartanie, powiedziałam Polsce, żołnierze – powiedziałam…) Dwa zdania jeszcze o kompanach podróży. Brawa dla pana Czesia. Nie zawsze spotyka się jednostkę amerykańskiej polonii powracającej po latach do kraju, o tak specyficznej osobowości. Ale tak długo, jak pan Czesław będzie do mnie „pani Kasiu…..” i życzył mi posiadania kamienicy w Rzymie, będzie moim przyjacielem. Tak samo reszta dorosłych osob zwracającyh się do mnie per Pani, z których jedna o 25 lat starsza nie wstydziła się podejśc do niepełnoletniej gówniary i podziękować za wspaniałe towarzystwo na koncu autokaru (no musiała mi po czyms takim szczęka opaść), jak i parę zupełnie dorosłych ludzi, w tym jedna pani doktor z którymi najnormalniej w świecie byłam na „ty”, a także pan australijczyk, który okropnie chwalił przed żoną mój angielski i który tłumaczył mi się z braku swoich umiejetności do posługiwania się ojczystym językiem moim i jego żony, a także opowiadał mi o życiu w Australii o kangurach, krokodylach etc. Panie z którymi jadłam posiłki no i Adam (Adaś <3) z najpiękniejszego polskiego miasta… Duługo by opisywać… bardzo długo. Uwielbiam Włochy ze wszystkich sił, z uwielbieniem wspominać będę te wakacje… Oglądając pamiątki, zacznam od teraz.

włoskie wakacje

Wiem już jakiego męża powinnam szukać w przyszłości. Dentystę. Oni mnie po prostu uwielbiają. I nie żartuję w tym momencie. Mówiłam kilka dni temu, że boli mnie ząb. Po raz pierwszy od LAT. Dzisiaj w nocy było małe apogeum, nie spałam do 5 i myslałam że zwariuje we własnym łóżku. Mama po pracy wstapiła do swojej lekarki ale ona powiedziała, ze właśnie zamyka, bo jedzie na urlop i dała jej numer do swojego kolegi po fachu, mama od razu tam pojechała i zapytała się czy mogę dziś przyjść. Powiedziała mi, ze taki no w jej wieku facet, ani przyjemny, ani nie przyjemny. Wchodzę do gabinetu, siadam na fotelu i mówię, że gdzies na górze po prawej stronie mnie bolało bla bla bla, nie umiałam dokładnie pokazac gdzie, facet 3 minuty ogladał te moje zęby z miną „ona sobie chyba ze mnie robi jaja”. Okazało się (jak powiedział i jak to mówi mi każdy stomatolog u którego przez przypadek bym się nie pojawiła) że moje zeby sa wprost idealne, tylko, coś zaczęło się robić pod jakąś starą plombą z dzieciństwa jeszcze (bo tak to, w życiu nie musiałam chodzić do dentysty). Zaczął mi coś tam grzebać w tym zębie, zapytał czy boli na to ja, ze „trochę”, po czym znowu czymś tam podłubał i powiedział, ze „ohh takie śliczne zeby i takie nieszczęście się z tym jednym stało.. trzeba będzie czyścić kanałowo” jak już mówiłam o zebach wiem tyle co nic (moja wiedza jest taka : mam ileś tam w tzw. jamie ustnej i mam je myc raz dziennie rano (bo ja RAZ dziennie zeby myję… Dwa razy dziennie i jakoś mega dokładnie to jest dla mnie tak nienaturalne, że aż nie mam słów zeby to wyrazić :>), żebym miała ładny i świeży oddech), powiedziałam więc, że okej niech pan robi co chce, znowu coś tam mi podłubał, pytajac się cały czas czy mnie boli. Następnie, kiedy mogłam już zamknąc usta i rozmawiać powiedział mi z TAKIMI oczami, że właśnie zrobił mi najboleśniejszy zabieg w całej stomatologii a ja powiedziałam, ze boli mnie tylko trochę, i ze mam niewiarygodnie wysoki próg bólu i że jeszcze nikt przy takim badaniu mu sie tak nie zachowywał, aż się głupio poczułam, bo facet naprawdę minę miał taką jakby ktoś go wkręcał (MTV Punk’d – Mamy Cię !), potem jeszcze zapytałam się go, czy to, że bolał mnie też na dole to to było promieniowanie od tego z plombą i czy mógłby mi jeszcze obejrzec te na dole „ależ oczywiście, ze mogę, ale 90% stanowi zawsze promieniowanie.. Taaak tu nic nie ma.. No piekne, piekne zęby, trzeba tylko trochę kamień usunąć i tu wyszyścić… bla bla bla” powiedział, żebym przyszła do niego 18 sierpnia na 17:00, wychodziłam z gabinetu dłużej niz siedziałam na fotelu, bo zapytał mi się dwa razy czy pamiętam kiedy mam przyjść, czy wiem co robić w razie gdyby mi to co mam teraz w zębie wypadło i kiedy już powiedziałam „do widzenia” powiedział, że da mi jednak swój numer (nawet na komórkę dostałam :>) i zapisał jeszcze raz datę następnego spotkania i tak się żegnał chyba z 5 minut ;) Lol, już się nie mogę doczekać tej wizyty. Ja nie wiem why ludzie tak się dentystów boją ? Było strasznie fajnie, a ten ‚ból’ na fotelu nie może się równać z horrorem jaki przeżyłam dziś w nocy o moich co miesięcznych horrorach nie wspominajac… Ahhh no ale tekst, że mam wysoki próg bólu mi się podobał… Jestem silna la la la… Niech żyją dentyści-faceci :)))

PS. co do poprzedniej notki. Może ja jestem głupia ale dla mnie PICAWKA nie kojarzy się z PIZZĄ w żaden sposób… Whateva

Podróż do Galerii łódzkiej zaczęła się nieciekawie, mianowicie autobus na który czekałam nie przyjechał… Od ponad 2 lat pojazd na który czekałam nie spóźnił się więcej niz 3 minuty, więc fakt, ze ten nie przyjechał wogóle „troszeczkę” mnie zaskoczył. Musiałam więc wybrać inny sposób przedostania się do celu autobus+tramwaj. Na przystanku wydało mi się, ze w tłumie dostrzegłam starą koleżanką, ale zasłaniał mi ja cały tłum ludzi, a w autobusie siedziała tyłem do mnie, ale byłam tak w 60%przekonana, ze to ona… Po wyjściu z autobusu, kiedy zupełnie o niej zapomniałam i poszłam na przystanek tramwajowy, okazało się, ze mój mały horror jeszcze się nie skończył. Owa kolezanka, której tożsamość stała się już jasna, spotkała się tam z jeszcze jedna moją byłą koleżanką i jakaś dziewczyną której nie znałam, zobaczyłam gromadkę z okna tramwaju do którego weszłam, po chwili i one się tam znalazły. Z Olką i Magdą bo o nich mowa znam się od pierwszej klasy podstawówki… w klasach 4-6 tworzyłyśmy jedna z tzw. paczek klasowych. I nie powiem, najpopularniejszą. Byłysmy razem na koloniach, heh, byłyśmy Spice Girls :> Dziś byłysmy same w jednym tramwaju, ja na końcu one na początku, nawet kiwnięcią na „cześć” głowa nie było… Żałosne. Zresztą poziom ich rozmów też był niewiele lepszy. Dowiedziałam sie mianowicie, ze rodzice Olki wyjechali i że ona ma kilkanaście złotych żeby przeżyć teraz bo reszta została wydana na najpopularniejszy w Polsce alkohol. Dalej nie słuchałam, nie chciało mi się, włączyłam walkmana. Nie znamy się rozumiem…
Żeby nie było, ze jestem olewana przez wszystkich z byłej szkoły, dostałam SMSa od Kaśki z pytaniem czy jestem jeszcze w domu i czy nie chciałąbym się spotkac we wtorek z nia i z Aliną. Kiedy odpisałam, ze tak otrzymałam coś takiego : „To fajnie ! Więc we wtorek tak o 17 (to jeszcze trzeba przegadac ale nie wczesniej) i moze pojdziemy na gardensy albo na picawke to (…)” Chyba za długo nie zadawałam się z ludźmi ze Zgierza bo te dwie porpozycje gdzie mamy pójsc są dla mnie zagadką, tzn gardensy to zapewne którś z placów gdzie społeczęnstwo siedzi pod parasolami i pije piwo, ale druga nazwa nie kojarzy mi się kompletnie z niczym… No, zobacze jutro ;) A dzis ? Dziś kupiłam sobie dwie pary cudnych spodni (cena cudna nie byla, ale walic :>) i skonczylam w koncu fanlistingi.. Jako ze nie wiem jeszcze gdzie je umiescic na stronie daje linka ;) A no i zmieniłam tą oczojebną tapetę… Znowu bosski Ashton – link w „notatniku” na gorze ;))

Przepraszam wszystkich za nieobecność na blogach. Spowodowana jest ona moim komputerem, tak, wiem, mam od dwóch tygodni wakacje i już buduję niepoprawne zdania^^ W kazdym razie z tym pudłem już trzeba coś zrobić, bo jest coraz gorzej. Nie chce mi nawet debil zaktualizować baz danych na mks-ie… Po za tym jestem zła, bo serwer z którego zsysałam drugą serię Różowych lat właśnie przestał być dostępny. Tzn. nie jestem zła na faceta, który sobie zamknął kompa, jestem zła na siebie, ze wolałam dziś spać, niż to ściągać i że nie spisałam numeru GG do niego… A dzisiaj strona i forum That ’70s Show, przynajmniej mi, nie chodzi :/ Po za tym jestem w stanie lekkiego znudzenia wszystkim. Już nawet nie czekam do tej soboty, nie, żeby mnie chęc wyjazdu do Włoch opuściła, ale perspektywa spędzenia tygodnia w sklepach kupując spodnie, czapkę (!?!), ukrywając różne dziwne rzeczy w pokoju, decydowaniu co wziąść a czego nie zdecydowanie nie napawa mnie optymizmem. Tzn gdybym to miała sama robić to okej, ale mieszkając na takiej przestrzeni z dwójką dorosłych osobników nie można być samym. Co do stanu znudzenia jeszcze, gdybym miała spędzić całe wakacje w domu to bym chyba sfiksowała totalnie, jak człowiek nie ma, żadnego celu to lepiej skoczyć z mostu i mieć jednorazowa frajdę niż spędzać czas na wegetacji. Inna sprawa, że jak się juz zacznie wegetowac to ciężko sprawić, żeby to się zmieniło. Czy ja chrzanię od rzeczy ? prosze winić za to niewyspanie i znudzenie. Chyba się włoskiego pouczę… A… ‚a propos języków – nie żebym się w Archimedesa bawiła, ale kąpiąc się też „znalazłam” czy też odkryłam bardzo nieprzyjemną rzecz, otóż doszło do mnie, że po powrocie do szkoły nie czeka mnie tylko polski, historia i angielski ale też, Bożyczku mój, niemiecki i myśl o tym, ze chociaz odrobina nauki tego języka w wakacje popsuła mi resztę dnia… I nie pytajcie mnie dlaczego ja o tym teraz pisze. Nie mam pojecia.
Idę do cudownych zdań typu ‚Paghi tu, io ho fretta’.. zaraz zaraz czy ja się już chwaliłam.. List dostałam kilka dni temu z hmm pracami domowymi i komentarze mojej.. „nauczycielki” nabazgrane na końcach kartek mnie naprawdę rozbawiły.. Na pierwszej bylo coś w tylu witam na kursie bla bla bla gratuluję b. dobrej pierwszej pracy, na drugiej zabrakło jej inwencji i napisała tylko ‚va bene’ a na trzeciej coś z czego lałam się przez 5 minut chyba ‚Choć z reguły początki bywają trudne widze, że Pani radzi sobie doskonale, brawo’ w sumie nie wiem co mnie w tym śmieszy, ale mnie śmieszy… Słowo ‚pocieszne’ mi na usta przychodzi.. Whateva
Heh, teraz się skapnęłam, że w moim słowniku ‚legenda’ i wszystkie opisy do tego jak należy posługiwac się owym słownikiem sa w języku ludzi spod Apenin i teraz żeby dowiedzieć się dlaczego przy słowie scaduto jest w nawiasie giur, muszę otworzyć na początku, żeby dowiedzieć się że giur=giurisprudenza i później wertować słownik w poszukiwaniu tego drugiego słowa, żeby dowiedzieć się że oznacza ono prawoznawstwo… A słowniki podobno mają ułtawiać życie…:]
Di che cosa e la maglia ? Merda… di merda :>
Jackie: Michael, who is this guy?
Kelso: Oh, that’s Fez. He’s a foreign exchange student.
Jackie: What’d we exchange for him?
taaak, zdecydowanie mi bije.. To chyba przez tą oczojebną tapetę z That 70s Show xD Kończe bo naprawdę chrzanię od rzeczy…

Rodzice kupili samochód dzisiaj. Byliśmy go odebrać. Jest fajnie. Wreszcie prawdziwy samochód, a nie coś co służy tylko do przedostawania się z miejsca na miejsce. Ma różne fajne bajery i wogóle zajmuje więcej miejsca niz nasze wcześniejsze ‚popierdółki’. Babcia tak jak w przypadku poprzedniego samochodu 5 lat temu chciała udawać obrażoną, że niby dlaczego mówimy jej na końcu (a niby dlaczego mielibyśmy nie), że taki drogi kredyt i, że rata 500 zł miesięcznie to tak jak jej retna i wogóle cmok cmok… No ale ona taka już jest. W każdym razie nie o tym chciałam. Chodzi o samochód. A raczej o to, że jak wracaliśmy z TESCO tak mnie naszło, ze okej, może i będę tym samochodem jeździć przez tam kilka lat (moja mama średnio co 5 zmienia samochód więc…) i niby on jest „nasz” ale właściwie to on jest „ich”. Mamy i taty. A ja jestem na dostawkę w tej rodzinie. Mimo wszystko. Mimo tego jaki jest mój tata i jaki ja mam z nimi kontakt. Ja sobie kiedyś odejdę i będą „oni” i „ja”. A na razie ja nie mam nic swojego, nic tak naprawde swojego. Bo prezenty się nie liczą. Chyba przeżywam kryzys wieku przed dorosłego. Albo może to i to, ze zaczynam coraz częściej uważać, że sobie nie poradze w przyszłości. Ja czasami uważam, że zupełnie nie pasuję do tego świata, ba, ja nie znam epoki do której bym pasowała w zupełności. Czarna owca gatunku ludzkiego. A może przesadzam ? Nie wiem, okaże się za kilka lat… W każdym razie, oni są szczęśliwi i zadowoleni z nowej zabaweczki. A ja się cieszę. Tak jak wczoraj. puściłam mamie Nowożeńców i jak się z jednej sceny śmiała to ja nie wiem, tak si w środku szczęśliwie poczułam. Glpio zabrzmi, ale lbuię jak ona jest szczęśliwa. Czuję się tak jak matka patrząca na swoje dziecko (tak, wiem, że jest zupełnie odwrotnie, ale nic na to nie poradzę). Tak. Zdecydowanie jestem jakąć pomyłką, coś tam się w DNA poprzestawiało i wyszłam ja ;) Ja, dzisiaj szczęśliwa, bo nie dość, ze samochód pachnie wanilią to jeszcze dostałam śliczna świecę o tym zapachu, która właśnie się pali, i wogóle jakoś tak fajnie jest, Miły dzień, który szybko wyleci z pamięci. Miły dzień jakich dziesiątki, tłumiony w głowie przez te bardziej wyraziste wspomnienia. Jutro nie będę pamiętać o czym myślałam jadąc samochodem i jak wyglądało dzisiejsze niebo, może jutro będzie kolejnym miłym dniem, a może odznaczy sie czymś co zmusi mnie o zachowaniu pamieci o nim. I tak sobie zbieram miłe dni i te wyraziste i te dni tak uciekają, zmieniają się w lata a ja się starzeję (tak, zdecydowanie to kryzys jakiegoś wieku ^^), źle że nie widać żadnego celu. Bo serio, ja nic nie mam. Nigdzie się nie widze, nie czuję, żadnego powołania, co bym mogła/chciała robić, zbieram dni po prostu. Ale czy za to kupię sobie samochód ?

ehhhhhh tam.. Idę na Heinekena ;) a jutro znowu będę czekać na listonosza*
*a może zostać listonoszem ? nie musiałabym tak długo ich wyczekiwać ? :P

Żeby ułatwić sobie ściąganie zdjęć zmieniłam rozdzielczość na 1024×768 i doszłam do wniosku, ze komputerowy świat stał się piękniejszy ;) Wszystko bardziej przejrzyste i wogóle. Zabawne jak czasem jedna rzecz może tyle zmienić. Change one thing, change everything (to z Efektu motyla, jakby ktoś jeszcze nie był). Aha właśnie, jesli ktoś ściąga filmy i ma przez przypadek to ja bym się nie obraziła jakby się ze mną skontaktował, bo tak to, będę musiała się znowu płaszczyć przed Łukaszem… W każdym razie nie wiem jak moja nagrywarka to wytrzyma (chyba nie wytrzyma ale się sprawdzi) przegrywanie ważnych rzeczy (pojęcie ważne to rzecz względna, w moim przypadku to grafiki i mp3) na cd. Bo jak już pisałam nie dam mu tej satysfakcji, że przegra sobie na swój dysk zawartość moich, pójdzie do domu i będzie sobie oglądał (bo się chwalił, że tak robi innym.. wrrrr) No ale zboczyłam z tematu (as usual) No w każdym razie, ostatnio znowu ktoś musiał mnie utwierdzać w przekonaniu, że słowa bola najbardziej, dziękuję, wiem, od momentu kiedy byłam bardzo mała i otrzymałam w prezencie słowa „idź się utop” od osoby dorosłej nikt mnie o mocy słów przekonywać nie musi. A jednak to robią, praktycznie kazdy kogo znam. Po kolei. Z krwia spływajaca z nosa i z wargi, spocona, w podartej podkoszulce stoję w ringu i czekam, kto następny. Nic mnie juz nie zdziwi. Inna sprawa, ze czasem, gdy ktoś powie prawdę, może to byc najsilniejszy bodzieć inspirujacy do zmiany czegoś. Szkoda tylko, ze bolesny. No ale jak mówię, lepiej chyba stać na tym ringu niz na nim leżeć. Opcja z ucieczką jest niemożliwa. Tzn jest możliwa niby, ale stoję jeszcze zbyt mocno, żeby myśleć o przegryzaniu sobie nadgarstków, uciekaniu z ringu etc. Wycieramy spływajacy pot z krwia i szykujemy się do kolejnej walki. Silniejsi. I już.

Agrrr jak ja nie lubię jak nie przychodza mejle na które czekam. Czekam na dwa w tej chwili, jeden w sprawie bluzki, drugi w sprawie płyt. Zasada, dajcie mi kasę, a ja ja wydam cały czas działa. Tyle tylko, że nikt mi kasy nie dał, a to co mam na koncie musi mi starczyć na to co zamawiam przez ta maszynkę zwaną komputerem + jakieś spodnie. Ponieważ nie wiem ile mam na koncie, żyje z mottem ‚nie wierz w cuda, polegaj na nich!’. W pieprzonym Londynie ciagle pada i sobie na wimbledon popatrzeć nie mogę, finał Portugalia-Grecja, co się dzieje z dzisiejszym światem ?
Let’s do it in a men’s room, it’s more romantic ! Whatever ;)


  • RSS