Jako, że w sobotę zrobiłam jako takie – głownie książkowe – porządki w pokoju, dzisiaj przyszedł czas na komputer. Zaczęłam od mp3. Wrzuciłam je do jednego folderu (o, właśnie się skapnełam, że o jednym zapomniałam :>) Ponazywałam te nienazwane po czym doszłam do wnioski że liczba 582 (+ ten o którym przypomniałam sobie teraz) to zdecydowanie za mało. Kiedyś przed jakimś formatem wpakowałam wszystko na różne płytki – a teraz nie wiem gdzie te płytki się podziały :/ A niektórych kawałków już nie sposób dostać :(

Jakby wszystkie dni w szkole wygladały jak dzisiejszy to ja mogłabym i w wakacje do dwa sześc uczęszczać. 14 osób (reszta odsypiała) pani od niemieckeigo uśmiechnięta, na obu anglieskich luzy, na matmie luzy, wychowawczyni szczęśliwa (czyt. mąż sie spisał :>) Idylla. Na maturze z angielskiego (jestem genialana, 3 błędy tylko) popisałam się swoim geniuszem „We live in a hotel” Po czym zastanawiałam się przez 5 minut dlaczego to mam źle :> Zdarza się (głupota sie zdarza) Po za tym okazało sie, że prawie wszyscy pocztówkę z wycieczki klasowej napisali zzagranicy (kto zgadnie z jakiego kraju „pisałam”?) Ale oczywiście musiałam Koloseum napisac przez jedno „s” – bo nie byłabym sobą, gdybym przez dwa napisała ;) Jutro stres – historię oddają… Najgorsze, jest to, ze (jak zwykle) porobiłąm masę tak debilnych błędów… typu jest sobie rysunek Wersalu i trzeba było napisać w jakimś miescie się znajduje i za jakiego władcy został wybudowany. Mądra użytkowniczka tego bloga nie mogła napisać „Wersal” – musiała wymyśleć jakiś tam Paryż – nie wiem skad mi to przyszło do głowy… Anyway – mam nadzieję że poniżej 50pkt nie będe miec, bo będzie lekka siara…

A swoja drogą, szkoda, że sprzątanie w pokoju i w kompie nie idzie w parze ze sprzątaniem w życiu… No ale od czegoś trzeba zacząć… Małe kroczki najpierw… Małe kroczki :)