unpretty blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2004

O – Zone eksportują swoje bałkańskie disco na całą Europę. Kurde same le le le dza mus ja sapierdu. Tak sobie pomyślałam… Fajnie by było iśc sobie jakąś szwajcarską uliczką i słyczeć z niemieckim akcentem „jesteś szalonaaa mówię ciiiii” Kto wie, może by panowie z zespołu ‚Chłopcy’ otrzymali jakieś dofinansowanie, w ramach szerzenia języka narodowego poza granicami. Aj, co ja gadam, keine grenzen przecież teraz. Ale nie tylko mnie się z tymi granicami myli. Wczoraj na przystanku czekałam ze starszym panem, który po 20 minutach doszedł do wniosku, że strasznie długo wiadomego pojazdu nie ma, a na moje pytanie jakim chce jechać odpowiedział, ze obojętnie byle się w Zgierzu znaleźć. Mniejsza z tym, ze prawie w centrum mojego miasta byliśmy. Ale może Zgierz to taka „Jałta” z Mistrza i Małgorzaty.. ;) A na przystanku owym znalazłam się przez ojca. Otrzymałam w prezencie o 16:32 awanturę, bezpodstawną zupełnie. Okej. Może nie do końca bezpodstawną. Ale obrażanie mnie słowami które on wypowiedział pasowały do sytuacji jak pięśc do nosa. Wyszłam więc z domu i dopiero w połowie drogi zorientowałam się, ze gdybym chciała gdzieś jechać starczyłoby mi tylko na jeden bilet, bo do kupna drugiego zabrakłoby mi 15 groszy… No więc maksymalnie wsciekła, rozżalona i smutna zaczęłam krążyć po swoim osiedlu i kiedy po raz nie wiem który doszłam do wniosku, ze świat zdecydowanie stał się zbyt tłoczny poszłam do parku i sobie nad stawem, pośród wedkarzy, zaczęłam czytać książkę. No ale oczywiście akurat wczoraj musiało być zimno. I oczywiście zaczęłam mieć dreszcze, więc przeszłam jeszcze ze dwa kilometry do najdalszego przystanku, kupiłam jeden bilet i zaczęłam czekac na najrzadziej jeżdżacy autobus – czwórkę – który na moje osiedle jedzie pół godziny. Na wyżej wymieniony musiałam czekać około 35 minut i te spędziłam na sławnym już przystanku ze sławnym już starszukiem. On sobie siedział, na jednej ławce, oparty o swoja laskę (bez skojarzeń…) ja na drugiej oparta o plecak. I tak sobie dzieliliśmy te kilka metrów przestrzeni. A ja jako, ze na starszych ludzi jestem już naprawdę wyczulona i zaczęłam myślec, że teraz to ja już nie mam się nawet gdzie podziać (nikt mnie nie kocha, nikomu na mnie nie zależy buu mała dziewczynka płacze;)) Miałam ochotę iśc na cmentarz ale nie chciałam natknąc się przez przypadek na tatę albo na druga babcię, miałam ochotę iśc na działkę, ale na przełażenie przez 3 metrowy płot jakoś tej ochoty zabrakło (po za tym ona jest nad stawem i tam by było jeszcze zminiej) miałam w końcu ochotę iśc do mieszkania dziadków, i nawet cholera usiąść na klatce schodowej – na szczęście tego ostatniego tez nie urzeczywistniłam, bo trzeba przyznać, był to pomysł dośc idiotyczny. Tak więc trzęsąc się spędziłam pół godziny ze staruszkiem na przystanku… Potem mała rundka „4″ po moim mieście i wylądowałam na jednym placów zabaw na moim osiedlu, po przeczytaniu kilkunastu stron odezwała się z plecaka smycz większości ludzi XXIw. czyli telefon. Dzwoniła mama. Poszłam do domu. tata w cudownym humorze, a mama mnie przepraszała, ze to wszystko przez nią. Jakieś żarty… No i wszystko skończyło się happy endem. I niby fajnie, ale ja chyba bym wolała klasyczną rodzinę czyli, o wybrykach pamieta się dłużej ale jest spokojniej, niz wesja panujaca od lat u mnie – zabijamy się po czym po kilku godzinach jesteśmy najkochańszą familja pod słońcem…
Dzisiejszy dzień pod znakiem, czytamy Mistrza, uczymy się włoskiego (pantaloni, pantaloni, lol ), stawiamy pasjansa (ale tego FreeCell) bo mój komputer robi dziś problemy nawet z włączeniem winampa… Mama już powiedziała, że jak pojadę do Włoch to Łukiego zawoła… Super, niech woła, ale uprzedzam, ruszy mi coś z mojego foldera to zrobię z niego dziewczynę… Obiecuję :>

Agrrrr drugi raz… drugi raz coś/ktoś po włosku do nmie napisał na WinMXie.. Tym razem paolo-coś tam. A ja drugi raz nic nie odpowiedziałam… Idiotka…
Z innej beczki, jako, że zbieram sobie tą kolekcję gazety wyborczej (tzn nie kolekcję gazet tylko książek ;) A w dzisiejszym łodzkim dodatku były przykładowe testy na UŁ z polskiego na wydział Nauk o Wychowaniu. Co to są nauki o wychowaniu ? Jakim wychowaniu ? Bo pytania typu czy Poeta doctus to poeta-lekarz/ doktor literatury/ poeta-uczony/ nauczyciel lub czy Beniowski jest dramatem romantycznym/ epopeją/ poematem dygresyjnym/ ballada czy czym jest reformacja, kto napisał Odprawę posłow greckich i kto założył Collegium Nobilium chyba nikomu by trudności nie sprawiły… Chyba, że ja wyobraziłam sobie, że oni nie wiadomo czego tam wymagają.. Nevermind.
Moje oczy pochłaniają ostatnio Mistrza i Małgorzatę – i cały czas mam przed oczyma (duszy mojej) pięknego Wolanda z teatru :] Bueheh gustować w diabłach… Wiedziałam, że ze mną jest coraz gorzej ;)
Mój komputer tak zwany domaga się tego formatowania dysku. Ale ja się dalej nie daję. Jak już kompletnie nic uruchomić nie zdołam to wtedy poprzegrywam sobie wszystko co chcę zachować na dysk D i z całą zawartością dysku C się pożegnam. Jeszcze nie wiem, jak to zrobię, bo na moim komputerze jest totalny burdel…
A tak po za tym to już chciałabym być we Włoszech. Tak wiem, jestem nienormalna, monotematyczna i wogóle. Ale nic na o nie poradze.. w sumie nie chce nawet ;)
A no i żeby te wakacje nie różniły się zbytnio od kilku poprzednich mama (tu takie ładne-brzydkie słowko zaczynajace się na ‚za..’ mi do głowy przychodzi..) – ciężko pracuje a ja się irytuje przebywajac na kilku metrach kwadratowych z człowiekiem nazywanym przeze mnie ojcem. A mama mnie chciała z nim do Włoch wysłać. ha, w dwójkę.. Samych !!!! Nie wrócilibyśmy, byśmy się pozabijali drugiego dnia. A tak swoja drogą – jesli chodzi o krwawe tematy, wczoraj myślałam, że jestem jakąs aktoreczką w mało ambitnym horrorze. Przez pól godziny czułam zewsząd krew. Myślałam nawet ze jak zacznę spłukiwać włosy to zamiast wody czerwona substancja wypłynie. Niestety. jak już mówiłam, kiepski horror to był…

Dzisiaj dzień o wiele lepszy nastrojowo… Choć rozpoczętny niezbyt, niezbyt. Później wy[prawa do Aleksandrowa (Alexcity – LOL – tak mówił o swoim mieście kuzyn sąsiadki z parteru – przetańczyłam z nim kioedyś całą noc na imieninach koleżanki ;) Zobaczyliśmy tam nasz przyszły samochód – rodzina nazywa go Janick na cześć gitarzysty Maiden a to dlatego, ze nazyqa się Getz (kojarzy im się z Gersem…) Następnie wyprawa do Łodzi od Itaki gdzie od razu mama wyjęła karte i opłaciła mój wyjazd (jade, jadę, jadę do Włoch !) Później do galerii Łódzkiej (znowu się musiałam nasłuchać, jak bardzo moi rodziciele nienawidzą tego miejsca) Tam zakupilam 3 rzeczy (a miałam tylko pooglądać :>) Dwie ksiązki do historii (by najlepsi polscy historycy) bo zrobili promocję po 30zł za miękkie okładki (dla mnie nawet lepiej bo nie lubię twardych..) kupiłam sobie Starożytność i lata od rewolucji francuskiej do wojny Niemiecko Francuskiej w 1870 – rodzicom się spodobały i mama powiedziała, że do końca wakacji pozostałe 4 częsci znajdą się u mnie na półce. A przed 17 lipca dostanę aparat cyfrowy… cud miód… Ale najwazniejszym dzisiejszym prezentem był/jest przewodnik po Włoszech ten wydany przez Wiedzę i Zycie. Oglądałam go sobie po Empikach od ponad roku (bo on 109zł kosztuje…) A mama dzisiaj powiedziała, że to prezent od taty na 18, aparat będzie od niej. Super. A ten przewodnik to jest cudo… I obrazy na dwie strony, dajci mi kolorowe ksero i już mam okładki na zeszyty na przyszły rok szkolny… Ja już naprawdę nic więcej nie potrzebuje…. La vita e bella. Dzisiaj bez żadnych watpliwości.

2 komentarzy

Mam skopany humor. Totalnie. Niby powinnam być happy bo wakacje, bo jutro Włochy załatwiam, bo to, bo śmo. Nie jestem. Matka daje się ojcu okręcać wokół palca a ja mam na to grzecznie patzeć. I co, krzyczeć sobie na niego mogłam wczoraj, a dzisiaj grzeczna córunia się słowem nie może odezwać ? Jak w Powrocie zupełnie. Ojca nie ma przez 12 lat, przyjeżdza nagle i od razu ma główne miejsce przy stole. Popieprzone to wszystko. Popieprzone. To smutne, że głupcy są tacy pewni siebie, a ludzie rozsądni tacy pełni wątpliwości.. Whatever. Obejrzałam La vita e bella, oczywiście się wzruszyłam. Aczkolwiek znów się zdziwiłam, z powodu szybkiej smierci. Wczoraj po rosyjsku na Powrocie, dziś po włosku. Stanowczo za dużo we mnie tego amerykańskiego gówna, już zwykła, szybka śmierć, bez zadnych ceregieli, pompatycznych tekstów etc mnie dziwi. Chyba się przerzucę tylko i wyłącznie na europejskie kino. Przemawia do mnie bardziej, niż amerykańscy herosi. Dostałam propozycję ogniska gdzies na Smulsku… Nie mam do tego nastroju, absolutnie… idę zatopić się w Bułhakowie…

Ja nie wiem why ja pisze notki codziennie.. Tak mi wychodzi ;) Anyway, o mało co nie zasnęłam w autobusie jak wracałam do domu. Nuda w szkole + niewyspanie spowodowały to co spowodowały… Fajnie było tylko pod tym względem, ze pogadałam sobie z Cornim… A, no i historyk powiedział, że 90% ocen z matur próbnych pokryło mu się z ocenami wystawionymi przez niego. Po czym powiedział, „ale na przykład koleżanka (wskazując na mnie), napisała lepiej od tego co jej wystawiłem… Niektórzy napisali gorzej, w każdym razie jest to pewien sygnał dla niektórych, że powinni bardziej pobudzić swoją ambicję i przykładać się do lekcji bo jak widać potencjał jest (nieee, żadnych żaluzji w moją strone.. żadnych :>) Nie wiem co ja jutro zrobię, mamy 5 lekcji a o 15:30 jestem umówiona do kina… Trzeba się wyspać zeby w szkole wysiedzieć ;) A i oglądałam próbną z WOSu, nawet spoko, aczkolwiek znowu (tak jak w przypadku historii) klucz odpowiedzi całkiem pojebany… No cóż, nowa matura :>
A we wrześniu jadę do miasta nad Tamizą… Fajnie, że sprawa Włoch ciągle stoi w miejscu bo mama odkłada telefon do biura w totalną nieskończoność (ja się wcale nie denerwuję.. wcale…) Tak szczerze mówiąc to wolałabym nie jechać do Londynu i jechać na dłuższa wycieczkę do Wloch, na jedno by wyszło, ale ponieważ rodzicielka ledwo ledwo co wyraziła zgodę na samodzielna wypuszczenie mnie na dni 9 nie będę przeciągać struny ;) Ale na pocieszenie „kupiłam” sobie kolejną koszulkę z Italią (to jest jakiś nałóg) jeden i dwa A jutro wiem co zrobię, po piątej lekcji pójdę do empiku pogapić się na przewodniki po Włoszech i kupić jakieś śmieszne akademickie książki do historii trza się zacząć uczyć o tych wszystkich Leonidasach i innych przydupasach (nie że nie mam szacunku do historii, ale nikt mi nie powie, ze to się nie rymuje)

Dzisiaj emocje związane z meczem były prawie takie same jak zwykle co łikend kiedy się śledzi serie a… Ale i tak jutro pójdę w koszulce Italii do szkoły… Swoją drogą, dzisiaj (jestem prawie pewna) na dworcu byli Włosi… Jak szłam do kasy zobaczyłam 3 chłopaków, jeden w niebieskiej koszulce Italii, a pozostali dwaj no, postawiłabym stówę, że coś po włosku do siebie mówili (nie wiem na pewno bo był straszny tłok na Kaliskiej dzisiaj). W każdym razie gdy podszedł do nich czwarty z biletami, a ja podchodziłam do kasy i wyjmując portfel na nich spojrzałam to jeden pokazał na mnie ( a raczej na moją koszulkę) palcem.. Niestety, jak kupiłam bilet to rozmyli się gdzieś w tłumie… Szkoda ;)
Dzień ‚ostatnich’ dzisiaj był, ostatnie PO (ogladalismy bajki Disneya – Kaczor Donald rulez!), ostatnia chemia(jakis wzor napisala na tablicy, nie wiem co to bylo, nie musze juz wiedziec… i juz nigdy nie bede musiala jakis pieprzonych rownan roziwazywac.. yeah), jutro nie będzie ostatniej fizyki (yupi, mamy zamiast tego dwie historie.. super super super…) Mam z zachowania wzorowe, chociaż wczoraj za 3 (nie wiem jakim cudem, powinnam mieć o wiele, wiele, wiele więcej) godziny nieusprawiedliwione miałam dobre, dziś nasza wychowawczyni zmieniła zdanie.. W sumie ocena z zachowania mi dynda zwisa i powiewa… ale miło, że przynajmniej tak, pokazała, że o wycieczce już zapomniała, lol (ja wam kiedyś o niej, w końcu opowiem, obiecuję). W każdym razie w szkole jest po prostu super… Ostatni tydzień, tygodniem najlepszym, i w sumie prawie wszyscy chodzą… Ja mówię, jakby tak zawsze szkoła wygladała to bym nawet wakacji mieć nie potrzebowała :> Po za tym zostałam pochwalona (pierwszy raz od ho ho) od swoich rodzicieli, za to, że dość dobrze mi się w tym LO powodzi, i gdyby nie Skandynawowie to ten dzień byłby naprawdę udany…

Idę spać ;) A notki o niczym całkiem fajnie się pisze… Mój blog w końcu nie ? Moge sobie czasem o totalnych głupotach popisać :)

Jako, że w sobotę zrobiłam jako takie – głownie książkowe – porządki w pokoju, dzisiaj przyszedł czas na komputer. Zaczęłam od mp3. Wrzuciłam je do jednego folderu (o, właśnie się skapnełam, że o jednym zapomniałam :>) Ponazywałam te nienazwane po czym doszłam do wnioski że liczba 582 (+ ten o którym przypomniałam sobie teraz) to zdecydowanie za mało. Kiedyś przed jakimś formatem wpakowałam wszystko na różne płytki – a teraz nie wiem gdzie te płytki się podziały :/ A niektórych kawałków już nie sposób dostać :(

Jakby wszystkie dni w szkole wygladały jak dzisiejszy to ja mogłabym i w wakacje do dwa sześc uczęszczać. 14 osób (reszta odsypiała) pani od niemieckeigo uśmiechnięta, na obu anglieskich luzy, na matmie luzy, wychowawczyni szczęśliwa (czyt. mąż sie spisał :>) Idylla. Na maturze z angielskiego (jestem genialana, 3 błędy tylko) popisałam się swoim geniuszem „We live in a hotel” Po czym zastanawiałam się przez 5 minut dlaczego to mam źle :> Zdarza się (głupota sie zdarza) Po za tym okazało sie, że prawie wszyscy pocztówkę z wycieczki klasowej napisali zzagranicy (kto zgadnie z jakiego kraju „pisałam”?) Ale oczywiście musiałam Koloseum napisac przez jedno „s” – bo nie byłabym sobą, gdybym przez dwa napisała ;) Jutro stres – historię oddają… Najgorsze, jest to, ze (jak zwykle) porobiłąm masę tak debilnych błędów… typu jest sobie rysunek Wersalu i trzeba było napisać w jakimś miescie się znajduje i za jakiego władcy został wybudowany. Mądra użytkowniczka tego bloga nie mogła napisać „Wersal” – musiała wymyśleć jakiś tam Paryż – nie wiem skad mi to przyszło do głowy… Anyway – mam nadzieję że poniżej 50pkt nie będe miec, bo będzie lekka siara…

A swoja drogą, szkoda, że sprzątanie w pokoju i w kompie nie idzie w parze ze sprzątaniem w życiu… No ale od czegoś trzeba zacząć… Małe kroczki najpierw… Małe kroczki :)

Tak wszyscy gimazjaliści piszą o zakończeniu szkoły że mnie wzięło na rozmyślania dotyczące mojego LO… Mojej klasy właściwie. Przede wszystkim zawdzięczam tym 20 miesiacom w 26 to, że nauczyłam się szanować odmienność, nie wstydzić się jej i wogóle podchodzić trochę inaczej do życia. To nie tak, ze tam niektórzy są ekscentryczni „na siłę” wszyscy są soba i się tego nie wstydza i nie wyśmiewaja się z innych. Jestem w tym świecie na codzień i czasem gdy spotykam się ze swoimi byłymi kleżankami z gimnazjum odczuwam tę róznice. One cały czas są takie same, zamykają się za barierą pozorów, a o rzeczach które lubią, a które nie są „trendy” w chwili obecnej, lub nie mają jeszcze kogoś kto by je lubił, nie mówią, chowają te swoje uczucia, poglady gdzieś głęboko, ba, patrzą dośc krzywo na tych którzy się nie wstydzą. Nie chcę tego robić, ale nie mogę się powstrzymac, kiedy się spotykamy nie mogę się oprzeć spojrzeniu na niektóre ich słowa z jakąs pobłażliwością, trochę jak matka na małe dzieci. Może jestem zła, wredna i wogole ale…. nie chodzi mi o jakieś wywyższanie się, nie uważam sie za lepszą od nich czy cos… Po prostu szkoda mi ich pod tym względem, że nie potrafią przeciwstawić się temu powszechnemu pędowi i ida za stadem… Ale z drugiej strony, jesteśmy tacy na jakich pozwala nam być środowisko… Ja mam szkolę, która akurat pod tym względem nie ogranicza nikogo a uczniowie to jedna wielka grupa różnych osobowości… Ale moze gdybym trafiła jednoego ze zgierskich liceów byłabym wciąz taka sama, bo nie wiedziałabym, że jest cała rzesza ludzi którzy nie boją sie byc w 100% sobą… Jedno co mi się nasuwa na usta (palce..) gimnazjaliści – dobrze wybierzcie szkołe ;)

a teraz małe przedstawienie layoutu :
klawiatura – zdecydowanie nie moja (moja jest zwyczajnie biała ;)
legitymacja szkolna – tez nie moja, ale zdjęcia na szczęście nie widać ;)
słownik polsko-włoski – zdecydowanie mój – mam identyczny na półce
to samo z paragrafem i czerwona azalią – szukałam takich samych okładek, żeby było „moje” Paragraf to od 6 miesięcy moja książka #1 a Czerwoną Azalię przeczytałam niedawno i jeszcze nie zdążyła mi wywietrzec z głowy ;)
dalej Dance of Death – czyli”najnowsza” płyta Iron Maiden
siemens mt50 też mój (aczkolwiek odliczam do grudnia i się go pozbywam :D) i nawet sieć taka sama :]
no i Dwie Wieże – rozszerzona wersja – też „moje”
- taki mały maleńki kawałek mojego świata, żeby było wiadome z kim ma się tutaj do czynienia.. i moze żeby pisać (mi) było przyjemniej ;)


http://www.imageshack.us/
< ja nie wiem co to jest, w każdym razie działa (przynajmniej na razie) i chyba jeszcze nigdy tak szybko nie załadowywałam zdjęć ;) Internet mi wczoraj nawalał, już dzisiaj jest dobrze… Nie mam o czym pisać, chyba tylko o tym, że zimne lato się zbliża, Gawliński mi wyje o tym, że jesli „piękno żyje w nas” to mam dac mu siłę i pozwolić trwać.. hmm moze pójdę go poszukać ?
Notka będzie „ło nicym” bo mi się nudzi, dwie osiemnastki na mnie dzisiaj czekały, z oczywistych przyczyn na nie nie idę. I w sumie wcale się nie smucę… Oglądanie zachlanych, napćpanych ludzi jakoś mi dzisiaj nie leży, tym bardziej że musiałabym wybierać którą libację oglądać na żywo a z której zrezygnować… Ja juz chcę ten tydzień, chcę do kina, chcę żeby zaczęło się coś dziać. Bo przez ten weekend żyję w zawieszeniu, a tego nie lubię… A przyjamniej nie w tej chwili…

ps. kolejnośc linków alfabetyczna (chyba :P) żeby nie było ;)

pracuję nad nowym layem, jak nigdy mam kilka pomysłów i nie wiem który z nich wykorzystać :] Dwa dni temu uznałam, że moje życie wkroczyło na nowy etap. A stało się to za sprawą zęba. Odkąd pamiętam nie przejmowałam się swoim uzębieniem, nie zebym nie myła i łaziła z porażającym niczym wzrok bazyliszka oddechem, ale nie rozumiałam jak można myć zęby profilaktycznie po kilka razy dziennie i regularnie chodzić do dentystów. Jak już się raz na kilka lat tam pojawiałam to zawsze mi lekarki mówiły, że tak zadbanych zebów nie widziały od dawna (a ja miałam ochotę posikać się na fotelu).. Ale ostatnio, coś się zmieniło, bo jak pije coś zimnego, to mnie jeden ząb od środka boli, jeszcze nie tak, żeby iśc z biegiem na szczękówke, ale chyba trzeba będzie o wizycie kiedyś tam pomyśleć A od dziś zaczęłam generalne porządki- co u mnie jest rzeczą niecodzienną. Uporządkowałam książki, jakieś stare papiery, źródła historyczne – których o dziwo ! było najwięcej, nawet notatki z Kartezjusza sprzed roku, powyrzucałam też zeszyty od chemii i fizyki jeszcze nie mogę uwierzyć, że już skończyłam to cholerwstwo i nigdy w życiu nie będę musiała do niego wracać… Porządków w szafie nie zaczęłam bo to byłby chyba zbyt duży szok ;) Anyway jedną rzeczą się jeszcze muszę pochwalić z próbne matury z anglika miałam 94% Ye ye ye świętujemy prosze państwa !


  • RSS