Wczoraj nie zostałam zapytana na angielskim (mój spicz o piłce nożnej był tylko na kartce…) Marzena nie miała wogóle i siedziałyśmy na tych fuckin szpilkach przez całe 40minut ;) Dzisiaj w podobnym nastawieniu poszłam na biologię (hehe Marzena zreszta tez) i co.. Babka nas olała i nie przyszła wogóle na lekcję, problem jest taki, ze jej nasza pani awanture zrobiłą i jak nam jutro dowali pytania to ja dziękuję :> Dzisiaj też zamierzam się uczyć i musi mi to wyjśc lepiej niz wczoraj bo jutro mam klasówkę z fizyki (nie umiem nic) angielskiego (umiem trochę) i być moze biologii (wiem ze coś wiem ale nie powiem) a no i jeszcze hitosrii trzeba się nauczyć… ehhh życie życie…
Ale za to jest myśl, jak wróce z Włoch (mam zamiar wybrac się w sobotę z mamą w poszukiwaniu odpowiedniego biura podróży) to planuję z Marzeną i Dorotą pojechać w góry… Nie będę się rozpisywać jedno słowo FREEDOM !!!! Tyle że jest problem bo M&D chcą jechać w sierpniu, a ja juz jedna propozycję wyjechania w sierpniu (też z ludźmi z klasy) już mam… Albo wyjdą dwie pieczenie na jednym ogniu, albo po raz kolejny będę musiała dokonywac wyboru ci czy tamci :/ Hmm a w sumie to przede wszystkim trzeba pogadać z rodzicami (heh) A tak wracając do szkoły… będzie mała apostrofa : Boże daj mi przeżyć* jutrzejszy dzień ;)
* z tarczą.. a nie na :)