unpretty blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2004

per.gif
Jakiś sądny dzień był wczoraj. Tak od popołudnia… No a zakończył się w sposób najgorszy z możliwych. I chyba we Włoszech są jakieś bandy sobowtórów bo nie poznawałam nikogo wczoraj na boisku. Jak to leci ? Dumny po zwycięstwie, wierny po porażce… I do tego jeszcze ta pogoda. Cały świat płakał normalnie…
Mamy z tatą dzień totalnego lenia. Zreszta ja nie rozumiem szału tych przedświątecznych porządków. Co kogo obchodzi jak ja mam w pokoju. I fajnie że wszyscy przechodnie oglądają okna, czy aby sasiedzi nie mają czystszych od nas. Eeee to nie dla mnie.
Nie wiem jak „na mieście” ale u mnie na osiedlu.. no skansen normalnie, czasem jakiś samochód przejedzie. Może już w rezerwacie jestem i nas oglądają ? Żywego ducha. I widze dobrze, bo okna zostały jednak umyte. No bo jak ? Święta w końcu.
Ha i dowiedziałam się ze moja rodzinka pobije kolejne rekordy nieprzyzwoitości w tym roku. W niedzielę jedna babcia sobie jedzie do kogoś na śniadanie czy tam obiad. W poniedziałek idziemy do niej, a wcześniej, w sobotę mam iść z nią z tymi koszykami jak zadzwoni do domofonu, bo, jak się dowiedziałam, ona do naszego mieszkania nie wchodzi.
Jak w jakiejś pieprzonej telenoweli.

A gdybym tak poznała przez internet jakiegoś Włocha ? I jakbyśmy się tak bardzo bardzo dobrze poznali i ja bym się później do Włoch wyniosła ? U mnie w klasie przeważają związki na odległośc (zwiążki międzynarodowe, międzymiastowe i wogóle skomplikowane bardzo) Oczywiście mi nic nie odbija ja sobie po wczorajszej rozmowie (se se zgadnijcie, z osobnikiem jakiej nacji rozmawiałam) niczego nie obiecuje i wcale nie lokuje swojej przyszłości w Turynie ;] Takie wolne myśli po prostu. Fajnie by było…
Samochód naprawiony, ale coś tam znowu z kasą się nie zgadza. Nie wiem ja mam jakieś anty podejście do pieniedzy. Tzn nie zebym chciała w przyszłości tynk ze ścian jeść, ale zeby tak cały czas o nich mówić ? Mama mówi, że jeszcze mi się to zmieni. Nie sadzę. A przynajmniej nie chcę. Nie chciałabym zeby moje istnienie uzależnione było tylko i wyłącznie od stanu konta. Ja wiem, epoki pomyliłam…
Idę na meczyk. Hmm moze płeć też nie ta co powinna być ? ;]

Przede wszystkim LOL. Dzięki wszystkim za wiarę. Aż się miło człowiekowi robi (kiedy te wakacje… :D). Od lodów co prawda odwykłam troszeczkę – i w tamtym roku nawet włoskich nie jadłam (nie ma to jak sępić Euro :P) Mogę wam obiecać ze jak tylko tam będę to pizzę za Was wszamię :D
Tyle ze wczoraj wyniknęły dodatkowe komplikacje (a propos psujacy się samochód) otóż.. mama pojechała do babci. A z nia na działkę. Na którą jeździ od lat. I co ? rozwaliła zderzak. Jakoś tak powaznie rozwaliła. W każdym razie tata siedzi od rana i stara się coś tam naprawić, bo taki zderzaczek nie kradziony kosztuje do tego samochodu 560zł. Czyli wolno licząc 1/3 moich Włoch :] Jesli chodzi o temat. Od kilku lat w tym ślicznym podobno okresie poprzedzajacym Wielkanoc w mojej rodzinie dzieją się rzeczy niezwykłe. Niezwykle nieprzyjemne. Moja prababcia umarła 4 lata temu przed Wielkanocą. Rok później (to jak na razie odstępstwo od reguły) krótko po swiętach mój tata trafił do szpitala z podejrzeniem raka jąder. W kolejnym roku w Wielki Piątek straciłam swojego dziadka, rok temu ja miałam najbardziej bolesny okres w swoim życiu, kiedy miałam chorą nerkę, oprócz tego moja babcia trafiła do szpitala na operację woreczka żółciowego. Właściwie dochodzi do siebie do dzisiaj jeszcze. W tym roku nerki – tzn nie wiadomo co bo moj tata tak jak ja do lekarza nie idzie, jak juz jest ostatecznosc do sami przyjezdzaja :] – ale mojego tatę boli w tym samym miejscu co mnie rok temu no i w sprawnie działajacym samochodzie rozwala się po kolei wszystko co mozliwe. A pieniędzy jakoś dziwnie też brak. A wczoraj jeszcze poznałam parę nieszczęść które w tym okresie przydarzyły się mojej mamie jak była mała. Takie statystyki może nie wygladają zbyt przyjemnie jak ktoś czyta z zewnątrz. Ja się powoli przyzwyczajam i tego świątecznego miesiaca nie cierpię po prostu. Co nie znaczy że się zastraszyć damy ;] Wczoraj zaproponowałam, zebyśmy w przyszłym roku zamknęli się wszyscy w jakimś schronie.. chociaż zapewne wtedy coś by się pomyliło naszym jednostkom specjalnym i zostalibyśmy wysadzeni w powietrze :]

Whatever

6 komentarzy

To jest link. Bardzo fajna aukcja. Kiedy zaczynałam się zastanawiać czy wydać te 50zeta na bluzkę z Italią (bo oczywiście w sklepach w których BYŁY, Włochy wygryzła Jamajka.. Jakby kogoś Jamajka interesowała :/) No i kiedy zaczęłam się poważnie zastanawiać zjechałam myszką na dopisy :
„Dodano 2004-04-02 16:09, 02,04, 2004-BRAK KOSZULEK „ITALY” – PRZEPRASZAM”
ależ, nie ma za co :/ Do tego moje wakacje stoją pod znakiem zapytania. Dziękujemy samochodowi, który nagle zachciał się psuć. po kolei wszystko co możliwe. Koreańce pieprzone. A do tego koleżanka się chwali, ze jedzie sobie na 3 tygodnie na obóz językowy na Cypr za 4 tysiace złotych polskich nowych. Nieee nie zazdroszcze. Tylko ja mam problemy ze zebraniem 1,500 whatever.
Whatever – uzywam ostatnio nagminnie. Mnie denerwuje, więc innych zapewne sto razy bardziej. Wiecie co – whatever. Takie „Normalno” ukraińskie. do tego kino mi dzisiaj nie wypaliło. Ja zobaczę ten Powrót, jak słowo daję. Zobaczę. Aaa wiecie ze Wojewódzki podobno w zeszłą niedziele pokazał pośladki przed kamerami ? I osławiona KRRiT zastanawia się teraz czy prawa nie naruszył ? Cholera. Widok tyłka Wojewódzkiego mnie ominął. Zreszta.. Vatever.

Ten tydzień można określić jako romantycznie zagmatwany. Określenie romantyczny jest jak najbardziej na miejscu gdyż tydzień zaczął się 5+ za sprawdzian stylistyczny z polskiego z romantyzmu. Zaczęło się o tyle przyjemnie że padła nawet propozycja jakiegoś konkursu czy olimpiady… Wtorek upłynął bez zbytnich wrażeń, nie licząc nieistotnych wagarów z PO. Niespodzianką środową okazała się jedyna 4 z fizyki z pracy klasowej, należąca do mnie. O tyle podbudowana zostałam, że cała pisząca część zrobiła 3 zadanie inaczej niż ja. A raczej ja zrobiłam inaczej niż oni, kiedy więc w środę siedziałam z Kaśką na fizyce i starając się odczytać z ruchu ręki jaką ocenę mi właśnie nasza fizyczka wpisuje – zamarłam – nie było tam nić „krągłego” więc 2 i 3 odpadały, a że miałam inaczej niż wszyscy to jedno zadanie możliwość była (jak się okazało jednak nie była :P) – 1. Okazało się jednak że to oni mieli źle a ja miałam z tego zdadania 3/3. Jestem z siebie dumna. Pierwsza 4 z fizyki. I zrobiłam coś fizycznego o czym nie miałam pojęcia kombinując z własnym rozumkiem. I to na pracy klasowej. Bić pokłony. W czwartek nie poszłam na matmę – klasówka z czegoś co nazywa sie ciągami podobno. Ja tam nie wiem. Mój zeszyt od matematyki przestał istnieć około 4 miesięcy temu i od tamtej pory nowy się jeszcze nie pojawił. Idioci przełożyli klasówkę na piątek. Skomplikowało mi to życie trochę. Oprócz tego jeden z moich prima aprilisowych kawałów nie wypalił. Ale jak miał wypalić, kiedy tata odczytał smsa o 16 kiedy ja byłam bezpiecznie w domu, kiedy miał go odebrać około godziny 3. Popsuł mi wszystko :P I zabrał frotkę z singla Maiden. Bo jeszcze w czwartek pojawiłam się na poczcie i odebrałam to cudeńko :) Dzisiaj przyszłam prowizorycznie przygotowana na angielski. Zostałam zapytana. Pozapominałam połowę i babka po raz pierwszy w naszym życiu kazała pokazać mi notatki z których mowiłam tego spicza. Popoprawiała mi tam mnóstwo rzeczy a ja stałam przy jej biuku jęcząc w duchu ze będę chyba pierwsza osobą w naszej grupie która dostała 2 ze spicza… usiadłam z komentarzem następującym „bardzo ładnie to napisałaś, tak romantycznie, prezentacja trochę gorsza ale masz te pięć mniej” Lekko otumaniona stałam. Głupi ma szczęście podobno. Później przeżyłam (jakoś) dwie historie. Na których cały czas słyszałam ukryte aluzje dotyczące mojej pracy z sarmatyzmu. Boże, historyk sobie nawet jakiś cytat z mojej pracy zapisał, bo chce sprawdzić czy to napewno Kaczmarski napisał, bo mu się spodobało. Siedziałam centralnie przed nim pierwszej ławce i udawałam głupią ze nie wiem o czym i do kogo on gada. Mogą być jaja, bo nie miałam książki Kaczmarskiego w domu tylko wyrwałam skądś jeden cytat. Eee ale myślę, ze jakoś przeżyję (chociaż w środę mi babka od polaka powiedziała, że historyk – w godzinie narzekania na IIa – wymieniał różne nazwiska i znalazłam sie w gronie tych co nie starają się ze wszystkich swoich mozliwosci, nie wykorzystują potencjału czy jakoś tak. Phi. Na matmę nie poszłam znowu. Siedziałam sobie w kiblu – ostatnio miejsce wagarów uczniów 26. Na polski wróciam (druga klasówka z romantyzmu) tym razem pytania jakies pochrzanione. Lałam wodę. Nawet jak dostanę 3 to przy ocenach 5 5 5 5 5 5 5+ nic mi się chyba nie stanie. Później znowu się zerwałam (miało być zastępstwo zamiast łaciny – zgadnijcie co – matma – przesladuje mnie chyba :P) Tym razem poszłam juz na dobre. Cel : Galeria. A w niej Pesta i Karol. Pesta sobie poszła, a ja z Karolą (spotkałyśmy jeszcze dwie koleżanki – cudowną mam klasę :P) połaziłyśmy sobie po Galerii, siedziałyśmy obok „zywego” paznokcia i wogóle git było ;)
A teraz jestem w domu, mam propozycję albo iśc na mecz (siatkówki MĘSKIEJ) z możliwościa poznania drużyny, albo wybrac się do kina na Powrót. Znalazłam JEDYNE kino w Lodzi które teraz gra ten film. www.charlie.pl Podobno jakieś małe, upchnięte gdzies na Pietrynie. Znajdzie się. Doszłyśmy z Karolina do wniosku że to co się dzisiaj działo w szkole to taki wymarzony uczniowski piątek. Bo musze jeszcze zauważyć że na przedmiotach z których parę osób pouciekało nie były sprawdzane obecności – zreszta – czwartkowa matma też mi się upiekła. A, na informatyce w czwartek moja grupa, zrobiła sobie wagary z jednej lekcji – pisząc pani na tablicy na przerwie ze do salonu p-coś tam (jak sie „peżot” pisze ??) poszliśmy. Tą godzinę spędziliśmy na szkolnym boisku. Niech żyją elitarne licea. I wogóle klasę mam mega fantastyczna. Przekonuje się o tym coraz bardziej. A wogóle to mi włosy urosly. (tak ja wiem, interesujący watek) Dłuzsze to chyba miałam tylko jak szłam do komunii ;P A wogle to mam świetny humor. No i unpretty.blog.pl is back! Cieszycie się ? :D


  • RSS