Ten tydzień jest pełen wydarzeń o zabarwieniu ponadprzeciętnie abmitnym a także o zabarwieniu całkiem, rzekłabym przyjemnym. Wymieniać nie będę, natomiast punkt pierwszy nowy lay… Dochodzę do wniosku że mam problemy z wyrażeniem tego co chcę. Tamten miał być biały. Skończyło się tylko na tym, że białe było tło notek, reszta była zielona, ten miał być zielony. Wiosennie zielony. Jak ktoś się zieleni dopatrzy niech da mi znać. Potrzebowałam trochę testosteronu (chociaż) w tym miejscu. Padło na Deppa przez Las Vegas Parano, którego numer strzeliłam na ślepo 3 dni temu w wypożyczalni. Oprócz tego dojrzałam, że pod numerem 209 czy 509 w segregatorze z DVD był cały, znaczy wszystkie części Ojca chrzestnego. Idę w sobotę rano i się będę podniecać Alem ;) Jutro jedna lekcja (i kawałek historii) i idziemy z klasa na Szejnę. Szejna, Grotowski czyli cudowny polski teatr przełomu 60/70 i jakże cudowne zakończenie tego jakze cudownego tygodnia :) Wogóle, dzisiejszy dzień zakończył się wybornie.. Od dwóch tygodni moja grupa nie miała niemieckiego (+ święta, więc w sumie jakiś miesiac) no i dzisiaj już miał być. Ostatnia, 7 godzina klasa G i my siedzimy pod salą zmarnowani, zasmuceni, że znowu się horror zacznie. Dzwoni dzownek, facetka przychodzi, każe na wstać i iść, na początku pomyśleliśmy ze do innej sali, tak jak czasami robi, ktoś z tyłu zapytał się gdzie idziemy, a ona „do szatni”… W pierwszej chwili nikt nie zrozumiał, doszło do nas dopiero po kilkunastu sekundach. Rzuciliśmy sie w kierunku szatni, żeby czasem się nie rozmyśliła… Frau się zbyt dobra zaczyna robić.. Zbyt dobra :) Czytam Lalkę, kiedy mielismy czytać ja ją odkładałam i czytałam wszystko inne co miałam pod ręką. Teraz czytam w jakimś transie. I jakbym miała lokować siebie w jakieś epoce, tam gdzie pasuję a nie tam gdzie bym chciała to to byłby chyba ten nieszczęsny wczesny pozytywizm, to pokolenie, które brało udział w powstaniu i które rozdarte było pomiędzy romantycznym snem a pozytywistyczną rzeczywistościa… A niektóre monologi Wokulskiego to normalnie moje własne mysli (ojj Prus, Prus, nieładnie :P) Zakończe tak jak wczoraj, czyli pogodą, jak dzisiaj nie spadnie pierwszy prawdziwie wiosenny deszcz to będę nieusatysfakcjonowana. Niebo tak „wiosennie” chmurzy się od rana i w powietrzu czuć deszcz… O ile zielone drzewa mogą mnie totalnie zauraczać wiosną o tyle deszcz (i burza i burza…) „działają” na mnie przez cały okrągły rok ;)

*
Mama weszła do mnie wczoraj około dziesiątej wieczorem i oznajmiła że mecz jest strasnzie nudny. Tak niewatpliwie był beznadziejny (Porto miało pokazać **.. znaczy Hiszpanom..) No wiosną wytłumaczyć można wiele, ale moja mama i mecz ? ;)