Jak to jest… czlowiek się zbiera po 5 dniach, pisze maksymalnie długą notkę o amerykanskim marzeniu, o idolach, o wzorach do naśladowania, o zwykłych ludziach, pisze coś naprawdę od siebie, coś nawet dowcpinego momentami… po czym przychodzi ojciec, staje przy biurku i przez przypadek resetuje komputer… No i poszło. Ja żałuję, ci co czytają bloga zeby się między notkami „wstałam zjadłam usnęłam” dowiedzieć czegoś więcej o mnie, też niech żałują, ci co czytają zeby poczytać nie się cieszą bo będzie krótko… Bo nie lubię się powtarzać, ja nie lubię czytać drugi raz tego co napisałam. Od 5 lat nie przeczytałam zadnego swojego wyparcowania. Pisze na żywioł i się nie wracam… No więc trudno, zażalenia pod adres mojego taty… Idę się bawić ze swoja skrzynką pocztową.
A tak po za tym.. czy ktoś zauważył jak pięknie, zielono zrobiło się na zwenątrz ? Te zielone drzewa mnie rozbrajają… pozytywnie naturalnie