Mak zmieliłam. Jakby nie można było juz gotowego kupic.. ba, jakby wogóle nie można było gotowego makowca kupić ;) Cos tam się jeszcze pobawiłam mikserem, byłam w kościele z koszykiem (spanie do 10:30 mnie nie wybawiło) słowem, wszystkie obowiązki grzecznej córki wypełniłam. Podziwiam kucharzy. Ja w kuchni przebywam tylko tyle ile potrzeba na otwarcie lodówki lub chlebaka i wyjęcie potrzebnych rzeczy. Często nie uzywam żadnych „narzędzi”, bułki zwykle „otwieram” ręcznie, wpychając tam co popadnie. Jedzenie ma być zjedzone a nie ma być pożywką dla oka. A robić zarcie tylko dlatego, żeby ładnie na stole wyglądało ? Przykład. Zrobi się na święta 3 ciasta. Ludzie przyjda i powiedza, ze za dużo. Zjedzą 3/4 jednego. Zrobi się jedno, pójdzie całe. tak czy siak, po co się męczyć ?
W zyciu męża nie znajdę. Idę sobie popłakać :]