unpretty blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2004

Jedzenie i picie straciły smak. Telewizja i internet sens swojego istnienia. Godziny w szkole są stanowczo za krótkie, pozostałe ciągną się w nieskończoność.

Błąkałam się po ulicach od 3. Nogi nieznośnie pieką, a zaraz idę błąkac się po zakamarkach swojego mózgu :]

Czyli, że co ? Że wiosna to dziwna pora roku…

so anxious to be together bla.bla.bla

Retoryka.

2 komentarzy

Lubię mieć ostatnie zdanie. Tzn nie w jakiejś sprawie tylko w jakimś wątku konkretnym. Jedno zdanie ja drugie ktoś kolejne ja i koniec tematu. A przy Nim nie mogę. To on mówi ostatnie zdanie i mnie zatyka, to on odpowiada na moje argumenty i podaje nowe. A ja ostatnio dochodzę do wniosku ze rozmów prowadzić nie lubię, że mam w głowie tysiące rzeczy i i tak nie zdążyłabym ich wszystkich przedstawić, więc po co zaczynać i opowiadać jakimiś ogólnikami. Zachowuję się trochę jak Iwona na angielskim, jak nie zna jakiegoś słowa to nie mówi wogóle bo nie chce, żeby jej wypowiedzi nie były dokładnie takie jak powiedziałaby je po polsku. Ja tak mam, tyle, że nie mówię nic wtedy kiedy wiem, że i tak nie powiedziałabym wszystkiego co myślę na dany temat. Tzn. nie że ucichłam zupełnie i że nic nie mówię ostatnimi czasy. Ale mówię zdecydowanie mniej. Po za tym doszłam do wniosku, że mam pewne braki w terminologii i nie mam pojęcia jak je nadrobić. Wziąść słownik i lecieć od A do Z ?? Ale dzisiaj przeprowadziłam kilka fajnych rozmów z osobą z którą dośc dawno nie miałam tego rodzaju kontaktów (innego rodzaju zresztą też, lol) I wogóle było bardzo fajnie i jestem happy.

Dzisiaj od rana byliśmy w bibliotece, tam trochę błysnęłam przed facetem, a wcześniej, bo przyszłam pierwsza tzn. druga, bo pierwsza była nasza wychowawczyni i zajęta byłam rozmowa z nią :p Kawę mi postawiła xD I wyszło że mam piękne włosy a potem że jestem diabłem w ciele aniołka (???) Ale najlepszy był dialog którym nasza wychowawczyni chciała przerwać chwile ciszy :
- Kasiu, w której części Łodzi mieszkasz ?
- W Zgierzu
ROTFL
Aha ale ja chciałam, powiedzieć ze jak kiedyś będziecie w Łodzi nie korzystajcie z biblioteki Piłsudskiego – sux totalnie.
A później miałam pomagać w organizacji F.E.T.Y w naszym lo, pomogłam, wyszłam w trakcie pierwszego przedstawienia i zostałam posądzona przez 3 kolegów klasowych o brak wrażliwości na artyzm > oni wyszli jeszcze przed rozpoczeciem ;D A no i dostałam na 5.V darmowy dwuosobowy nie nie bilet.. zaproszenie ;D na „na szczytach rozpaczy” podobno dobre… Się zobaczy. A jutro spotkanie z Lwem Starowiczem !!!! lol

Czemu, czemu,

1 komentarz

czemu; i teraz zadanie tygodnia, jak ktoś mi przypomni, mi i mojemu zacofanemu mózgowi jak w naszym nadwiślańskim języku nazywaja się takie powtarzanie wyrazów to będę wdzieczna… Zabij mnie o polonistko moja ale wypadło z głowy i nie chce wrócić… a wracając : czemu ja tak mam … kiedy mam dzień wolny powiedzmy, dzień w którym mogę nauczyć się czegos na dni następne ja nie robię kompletnie nic. Na poniedziałek miałam tylko nauczyć się opowiadać o żarciu na angielski, napisałam, nauczyć się „nie zdążyłąm”, dzisiaj, ponieważ jutro mamy jakąs wyprawę do biblioteki, miałam nauczyć się tylko historii i co ? Mam zamiar zaraz zacząć. Obijamy się ojj obijamy się towarzyszko.. A wielki brat patrzy. Dzisiejszy dzień przykładowo :
1) niemiecki – powiedzmy że przeżyłam
2) angielski – całość czyli listening
3) religia – czyli kto dalej dojdzie na cmentarzu w nocy
-) długa przerwa i rozmowa poza murami szkoły o obnażających się w lasach facetach
4) angielski – naszej babki nie było, więc mieliśmy mieć znowu z drugą grupą, koleżanka zapytała się czy może iśc coś zeskanować, ze mną iśc bo ona nie umię ;) Skanowanie zajmuje średnio 10minut… Na angielskim się już oczywiście nie pojawiłysmy
5) polski – Stasiu Wokluski i w sumie druga (razem z niemieckim) nromalnie przeprowadzona lekcja. Jutro idziemy do biblioteki 3 pierwszych lekcji nie ma, w środę spotkanie z Lwem, później nic, w poniedziałek wolne, a w środę czy czwartek Antygona w Nowym Jorku i teatr – jak dzisiaj słusznie uznaliśmy Antygona jest ważniejsza od klasówki z niemieckiego… I jak słusznie dzisiaj po długiej przerwie moja koleżanka stwierdziła „uwielbiam tą szkołę„. Będę uwielbiać jeszcze bardziej jak poprawię swoją pałkę z łaciny (tak, ja wiem, straszny wstyd.. ;) No dobra a teraz już naprawdę spadam uczyć się tej historii bo historyk jest na nas wściekły bo mu przeoadły w piątek dwie lekcje przez tego Szajnę… Miał nas wypuścić o 9:10, pożegnał nas słowami w stylu „skoro SOBIE wychodzicie to prosze, 9:10″ i zadał tyle, że głowa mała… Właśnie, głowa mała, 21:09 – problem duży… Rozleniwiłam się ostatnio :]

Crazy, crazy

4 komentarzy

, crazy it’s my life ;) Taka piosenka jest chyba. I pasuje doskonale do dnia wczorajszego. Od rana rodzice pojechali do sklepu z babcią a ja zasiadłam przed tv i oglądałam ojca chrzestnego. (AL,AL,Aaaaal <3)Rodzice wrócili i kazali mi ze sobą jechać, ponieważ ja ich poprosiłam, zeby w tesco porozglądali się za jakimiś walkmanami bo ja do discmana nie przekonam się nigdy (wielki, zżderacz baterii :P) a mój walkmanik.. cóż, widać na nim upływ czasu. Pojechaliśmy więc do Media Markt, walkmanów nie znaleźliśmy (tzn były 2, słownie DWA i do tego bez radia.. phi) poszliśmy więc sobie na dział z dvd, sięgnęłam po from hell żeby zobaczyć cenę, mama wzięła do ręki no i zaczęło się zbieranie, 6 pozycji razem i właściwie nie wiem ile by te zakupy trwały gdybym nie znalazła kolekcji Ojców chrzestnych – 5 płyt za 500zł no to nas trochę zmroziło więc udaliśmy się do kasy. W mojej rodzinie normalne nie jest chodzenie do sklepów i wydawanie 300zł na takie przyjemności (tylko 300 dlatego, że część z tych dvd była w promocji np. Wywiad z wampirem 20zł tylko ;D i w sumie najdroższe okazało się Visions Of The Beast), ale mama miała z pracy jakieś tam bony, czyli, że w sumie taką rozrywkę mamy gratis ;) No a wieczorem było wielkie oglądanie, chociaż wcześniej był jeszcze jeden sklep… Ogólnie zakupem dnia okazał się materac, na którym mam zamiar się opalać (zaraz, 6 rano, 7stopni na zewnątrz, kropelki deszczu na oknie…) Bo doszłam do wniosku, że nie chcę już być biała i nie chcę żeby moja skóra na rękach jak słońce bardzo świeci aż odbijała się tą białością. Chcę słońce i chcę się opalać, do tego potrzebny mi balkon i materac… no i przede wszystkim słońce.
A, no i moja bluzeczka z Italią się wszystkim podoba :D A jak się opalę to z tym niebieskim już wogóle będzie full wypas… Nie wierzę ze to mówię, ale chcę słońce, dużo słońca, gorącego słońca, nie chcę już deszczu ;D Ja wiem, że notka bez sensu, ale wczorajszy dzień, patrząc przez pryzmat normalności.. normalnej rodziny, też większego sensu nie miał ;D

Nieme czasy.

2 komentarzy

Podoba mi się coś, naciskam kilka klawiszy na klawiaturze, później idę do banku, podaję numer konta, ktoś inny wkłada to co chcę w kopertę, wysyła, ja ją otrzymuję na poczcie od pani w okienku. Bez słowa. I mam. W środku sam towar, żadnego słowa, właściwie nie wypada nic pisać, bezsłowna, pozbawiona uczuć transakcja. Ja jestem szczęśliwa bo mam koszulkę z Italią (nic nadzwyczajnego, pełno koszulek reprezentacji na aukcjach, ale ta ma mój rocznik, w sumie rocznik święta włoskiej reprezentacji, ale co tam :P), sprzedawca też jest szczęśliwy bo otrzymał pieniądze. I wszyscy się cieszą, mimo tego, że to takie puste jest… Ta piękna rzecz tutaj. A teraz jakby druga notka której tematem : TEART i nie ma tutaj literówki. Czyli spotkanie z Szajną. Najpierw puścili nam krótki filmik emitowany kiedyś przez TVP2 z ’95. Trochę biografii pana Józefa. Monolog o Oświęcimiu a na obrazie pokazywane jego prace, fragmenty spektakli, różne figury, obrazy. Całość wywołuje wrażenie tego czego można się spodziewać po kimś kto przeszedł to piekło. Widziałam że parę osób się popłakało w trakcie tego filmiku, ja nie mogłam, zbyt przerażona byłam, tymi figurami, porozrywanymi członkami i zdjęciami z Auschwitz, nagle film się przerwał, zapaliły się światła i wszedł on, babka która go zapowiadała prawie się popłakała nazywajac cały czas mistrzem, a on siedział i się patrzył. Później ktoś kto miał niby prowadzić to spotkanie zadał jedno (w sumie całe dwa) pytanie, jak Szajna połączył teatr, scenografię ze sztuką, obrazami. Panu Józefowi odpowiedź na to pytanie zajęła godzinę i kilka minut. Człowiek po niewyobrażalnych wręcz przejściach, człowiek 82letni, człowiek który stworzył teatr inny, niecodzienny i doceniany na całym świecie, człowiek którego w jego obecności ludzie nazywają mistrzem… Powiem tak, w pierwszej chwili myślałam ze to nie piątek a przyszła środa (bo wtedy będziemy mieć spotkanie z naczelnym polskim seksuologiem panem Lwem :D) kobieciarz z olbrzymim poczuciem humoru no i ogólnie człowiek przez naprawdę duże CZ :) ZMający lagoreę w dodatku (słowotok większy niż my:D) I jak się komuś nudzi a jeszcze o nim nie słyszał to niech sobie poszuka. Na pewnych ludzi warto poświęcić trochę czasu :)
*lecę wypożyczyć ojca chrzestnego :))
**czytał ktoś Paragraf 22bis ? bo o ile Paragraf 22 to jedna z moich ulubionych(takich ulubionych, naprawdę ulubionych) to jednak jak widzę słowo „BIS” to nie czuję się zbyt przekonana, a nie chcę sobie popsuć opinii o tej książce
***Łkiend, prawda ? ŁIKEND !

Ten tydzień jest pełen wydarzeń o zabarwieniu ponadprzeciętnie abmitnym a także o zabarwieniu całkiem, rzekłabym przyjemnym. Wymieniać nie będę, natomiast punkt pierwszy nowy lay… Dochodzę do wniosku że mam problemy z wyrażeniem tego co chcę. Tamten miał być biały. Skończyło się tylko na tym, że białe było tło notek, reszta była zielona, ten miał być zielony. Wiosennie zielony. Jak ktoś się zieleni dopatrzy niech da mi znać. Potrzebowałam trochę testosteronu (chociaż) w tym miejscu. Padło na Deppa przez Las Vegas Parano, którego numer strzeliłam na ślepo 3 dni temu w wypożyczalni. Oprócz tego dojrzałam, że pod numerem 209 czy 509 w segregatorze z DVD był cały, znaczy wszystkie części Ojca chrzestnego. Idę w sobotę rano i się będę podniecać Alem ;) Jutro jedna lekcja (i kawałek historii) i idziemy z klasa na Szejnę. Szejna, Grotowski czyli cudowny polski teatr przełomu 60/70 i jakże cudowne zakończenie tego jakze cudownego tygodnia :) Wogóle, dzisiejszy dzień zakończył się wybornie.. Od dwóch tygodni moja grupa nie miała niemieckiego (+ święta, więc w sumie jakiś miesiac) no i dzisiaj już miał być. Ostatnia, 7 godzina klasa G i my siedzimy pod salą zmarnowani, zasmuceni, że znowu się horror zacznie. Dzwoni dzownek, facetka przychodzi, każe na wstać i iść, na początku pomyśleliśmy ze do innej sali, tak jak czasami robi, ktoś z tyłu zapytał się gdzie idziemy, a ona „do szatni”… W pierwszej chwili nikt nie zrozumiał, doszło do nas dopiero po kilkunastu sekundach. Rzuciliśmy sie w kierunku szatni, żeby czasem się nie rozmyśliła… Frau się zbyt dobra zaczyna robić.. Zbyt dobra :) Czytam Lalkę, kiedy mielismy czytać ja ją odkładałam i czytałam wszystko inne co miałam pod ręką. Teraz czytam w jakimś transie. I jakbym miała lokować siebie w jakieś epoce, tam gdzie pasuję a nie tam gdzie bym chciała to to byłby chyba ten nieszczęsny wczesny pozytywizm, to pokolenie, które brało udział w powstaniu i które rozdarte było pomiędzy romantycznym snem a pozytywistyczną rzeczywistościa… A niektóre monologi Wokulskiego to normalnie moje własne mysli (ojj Prus, Prus, nieładnie :P) Zakończe tak jak wczoraj, czyli pogodą, jak dzisiaj nie spadnie pierwszy prawdziwie wiosenny deszcz to będę nieusatysfakcjonowana. Niebo tak „wiosennie” chmurzy się od rana i w powietrzu czuć deszcz… O ile zielone drzewa mogą mnie totalnie zauraczać wiosną o tyle deszcz (i burza i burza…) „działają” na mnie przez cały okrągły rok ;)

*
Mama weszła do mnie wczoraj około dziesiątej wieczorem i oznajmiła że mecz jest strasnzie nudny. Tak niewatpliwie był beznadziejny (Porto miało pokazać **.. znaczy Hiszpanom..) No wiosną wytłumaczyć można wiele, ale moja mama i mecz ? ;)

Jak to jest… czlowiek się zbiera po 5 dniach, pisze maksymalnie długą notkę o amerykanskim marzeniu, o idolach, o wzorach do naśladowania, o zwykłych ludziach, pisze coś naprawdę od siebie, coś nawet dowcpinego momentami… po czym przychodzi ojciec, staje przy biurku i przez przypadek resetuje komputer… No i poszło. Ja żałuję, ci co czytają bloga zeby się między notkami „wstałam zjadłam usnęłam” dowiedzieć czegoś więcej o mnie, też niech żałują, ci co czytają zeby poczytać nie się cieszą bo będzie krótko… Bo nie lubię się powtarzać, ja nie lubię czytać drugi raz tego co napisałam. Od 5 lat nie przeczytałam zadnego swojego wyparcowania. Pisze na żywioł i się nie wracam… No więc trudno, zażalenia pod adres mojego taty… Idę się bawić ze swoja skrzynką pocztową.
A tak po za tym.. czy ktoś zauważył jak pięknie, zielono zrobiło się na zwenątrz ? Te zielone drzewa mnie rozbrajają… pozytywnie naturalnie

Po wczorajszym treningu (opowiem kiedy indziej) od rana moje łydki odmawiały posłuszeństwa, a schodzenie po schodach było drogą przez mękę. Dzisiaj mieliśmy tylko 4 lekcje (dziekujemy pani matematyczce za klasówkę) a później poszliśmy na wystawę Beksińskiego. Nie wiemy dlaczego ale w tym łódzkim pałacyku nie zrobiła ona na nas praktycznie żadnego wrażenia. Może dlatego, że było strasznie tłoczno (międzynarodowy łódzki uniwersytet też się tam dziś musiał wybrać, więc wszdzie było słychać angielski a po bokach grupki rozmawiajace po rosyjsku i niemiecku), może dlatego że o tej wystawie wiedzą wszyscy – nie odkryliśmy jej sami tak jak w Sanoku, nie było wszystkich obrazów stamtąd, było kilka starych + „nowe”. Te „nowe” to jakieś porażki, takie niewiadomo-co, a te które tak ogromnie nas zszokowały na wycieczce tutaj nie zrobiły żadnego wrazenia. No może poza dwoma. Może wina miejsca ? No w każdym razie później wybrałam się do kina na Sekretne Okno (normalnie trafiłam w premierę nawet o tym nie wiedząc). Miałam iść na cokolwiek, a, że na ten film czekało się najkrócej… Depp Deppem, jak wino i jak popcorn, czym starszy tym lepszy i jak się raz zobaczy to można przestać, natomiast sam film, do „głownej sceny” oglądałam sobie spokojnie (ignorując śmiejące się kilkunastolatki) ale potem (tzn po owej scenie która wszystko wyjaśnia) doszłam do wniosku ze już to gdzieś widziałam. A po wyjściu z kina nawet doszłam gdzie i kiedy. W tym samym kinie, kilka miesiecy temu, film nazywał się Tożsamość i głowny problem był mniej więcej taki sam, tylko, że sceneria brzydsza (no akor też :P), o wiele ciemniej i o wiele więcej krwi. No ale nie żałuję, że to zobaczyłam.. Z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że film nie jest zły (no bo co dobre to nie złe ;) a drugi… to jakaś siła wyższa kazała mi tam chyba iść. Biorę ulotkę z programem na najbliższy tydzień, tak sobie oglądam, oglądam… Powrót (Wozwraszczenie) – pokaz poprzedzony prelekcją z cyklu klubu ciekawego filmu. Tylko w poniedziałek i tylko o 19:00. Jutro dzwonię i rezerwuję bilety :) A teraz to idę wskoczyć w wannę, bo wczoraj idioci odłączyli mi wodę (znaczy no nie tylko mi… awaria jakaś była) i nawet nie chce mi się opisywać jak się musiałam napracować, zeby moje włosy wygladały dzisiaj w miarę normalnie.

* Tytuł dotyczy Sekretnego okna (żeby nie było, że mam jakieś tajemnicze… sekretne – lepsze słowo – sekretne myśli o kukurydzy :)
** Ciekawostka z cyklu mój komputer jest głupi. Do nikogo nie dochodzą moje e-maile (yupi :l) i nawet nie wiem czy wszystkie do mnie dochodza.. Czekam od dwóch dni na mejla z allegro na potwierdzenie zakończenia licytacji i nic… A zawsze dostawało się od razu… Ojj interio, interio…

Temat to fakt. Lecimy z notką.
Dlaczego nasze mózgi zapamiętują tylko miejsca ? Dlaczego z czasem zapominamy twarze ludzi których spotykamy ? Nie podoba mi się fakt, że pamiętam w którym miejscu stała ławka przy górnej stacji kolejki górskiej na górze w Alpach na którj mieszkałam w wakacje a nie pamiętam twarzy biletera u którego codziennie kupowałam bilety na zjazd. Dlaczego z czasem zapominamy wyraz twarzy osób, które były nam bliskie i odeszły ? A jeśli nie zapominamy to chociaż postacie te stają się tak jak rysunek w photoshopie po użyciu efektu blur ? Czy nasze mózgi uważają, ze rzeczy materialne sa bardziej istotne i warte zapamiętania niż twarze ludzi ? Denerwuje mnie kiedy na filmach widzimy jak bohaterowie wspominając, odtwarzają całe wydarzenia, całe dialogi i najdrobniejsze szczegóły, podczas gdy naprawdę przypomnieć sobie można jedynie sam fakt że wydarzenie to nastąpiło, jakie osóby brały w nim udział i do czego w nim doszło. A przecież nasza pamięć moze sprawić że kolor nieba, trawy, ulicy zmieni się i już nie będzie taki jak był. Przecież nie możemy usłyszeć głosu, odtworzyć dokładnie tego co zostało powiedziane, przynajmniej ja nie mogę. Nie potrafię usłyszeć czyiś słów w swojej głowie raz jeszcze, widzę te słowa, widzę ich sens ale w mojej głowie to mój głos je wypowiada nie ich autor. A gromadząc przez te marne 18 lat obrazy które chciałabym zachować nie potrafię ich odtworzyć tak jakbym chciała. Widzę; „In my mind’s eyes”; przed oczyma duszy mojej, ale nie widzę tak wyraźnie, tak dokładnie jakbym chciała. Ten obraz mimo że jest, jest gdzieś daleko i ja nie potrafię do niego sięgnąć.
Nie podoba mi się to wszystko dlatego, że kiedyś, jak juz nie będzie nic, jak zdam sobie sprawę, że nie jest ważne gdzie się mieszka, jak się mieszka, co się robi, czy do czego się dąży, kiedy znajdę się jak Faust w punkcie w którym zdam sobie sprawę, że obojętnie czego bym się nie dowiedziała, jakiej wiedzy bym nie posiadła, kogo bym nie spotkała i tak pozostane maluczka, jak będę miała te swoje ostatnie 5 minut podczas których nie ważna będzie żadna materialna część zycia tylko wyciszenie i wspominanie tego co minęło, ja nie będę miała co, bo żadne wspomnienie nie odda do końca tego co czułam w danej chwili. I to jest przykre. Przykre bo mimo wszystko, mimo tak genialnego podobno ludzkiego mózgu, mimo pamięci powoli zdaję sobie sprawę z tego, ze to co było minęło, minęło nieodwracalnie, druga taka chwila nie zdarzy się, nie można sobie jej nawet do końca przypomnieć ? I że co ? że ta cała notka prowdzi jak wszystko ad fontes ? Carpe diem bejbe i nie ogladaj się wstecz ? Ale przecież to wspomnienia wywierają wpływ na to jacy jesteśmy. Dlaczego nie mamy do nich pełnego dostepu ? Dlaczego ktoś inny ma hasło i nie pozwala mi poczuć jeszcze raz wiatru na twarzy wiejącego na tym alpejskim szczycie ?

Mak zmieliłam. Jakby nie można było juz gotowego kupic.. ba, jakby wogóle nie można było gotowego makowca kupić ;) Cos tam się jeszcze pobawiłam mikserem, byłam w kościele z koszykiem (spanie do 10:30 mnie nie wybawiło) słowem, wszystkie obowiązki grzecznej córki wypełniłam. Podziwiam kucharzy. Ja w kuchni przebywam tylko tyle ile potrzeba na otwarcie lodówki lub chlebaka i wyjęcie potrzebnych rzeczy. Często nie uzywam żadnych „narzędzi”, bułki zwykle „otwieram” ręcznie, wpychając tam co popadnie. Jedzenie ma być zjedzone a nie ma być pożywką dla oka. A robić zarcie tylko dlatego, żeby ładnie na stole wyglądało ? Przykład. Zrobi się na święta 3 ciasta. Ludzie przyjda i powiedza, ze za dużo. Zjedzą 3/4 jednego. Zrobi się jedno, pójdzie całe. tak czy siak, po co się męczyć ?
W zyciu męża nie znajdę. Idę sobie popłakać :]


  • RSS