Jaki rodzinny dzień. Od rana obserwuję tłumy wywalajace się z kościoła (nie ma to jak mnieć blok na przeciwko) Swoja drogą ciekawe – trochę cieplej i już tłumy – co ? Kolekcje wiosenną trzeba pokazać ?
Od dziecka drażni mnie jeden widok w niedziele. Pod moim blokiem. Z jednej strony widze pięknie ubranych, uczesanych ludzi walących całymi rodzinami (mama tata dziecko/dzieci babcia dziadek wujek ciocia kochanka etc) a z drugiej mijających ich 11latków w brudnych spodniach kończących właśnie mecz. I nie wiem, ale drażni mnie (chociaz nie wiem czy drażni to do końca odpowiednie słowo) takie zderzenie dwóch światów. Ja sobie zwykle w niedzielę siedzę w domu i czuję się dobrze. Natomiast dzisiaj mama kazała mi wyjść po kisiel do sklepu. No i oczywiście musiałam minąć się z banda chłopaków z piłką i odświętnie ubraną rodziną (moje osiedle się przez lata świetlne nie zmieni chyba) i się poczułam trochę dziwnie… Ale za to jeszcze dziwniej poczuł się mój sąsiad z klatki, kiedy weszłam do sklepu a on tam sobie stał i pił piwo, trochę nie swoją miał minę jak mu dzień dobry wypaliłam. Gdy wychodziłam stał odwrócony do okna. Chyba zawstydziłam faceta ;)
Mykam na obiad niedzielno-rodzinny. Jedyny posiłek w tygodniu kiedy stół w dużym pokoju zamienia się w stół do posiłków. I to jakich posiłków. Rodzinnych… Ale chyba nie zaniżamy za bardzo średniej krajowej…