Jestem po lekturze 4 czy 5 miesiecy blogowych notek. przez przypadek znalazlam. a tam w kilku miejscach fragmenty o mnie. pochlebne jak cholera. obiektywne jak cholera. napisalam mejla, nie wysle go, napisalam ponizsza notke właściwie nie wiem po co. skreślam to, nie że nieprawda. tylko – dlaczego ja mam się całe zycie o wszystko obwiniać. dlaczego zawsze zanim kogoś osadze biorę winę na siebie, a później staram się tłumaczyć. czesto zupelnie niepotrzebnie. bo czesto to inni zachowuja sie nie fair wobec mnie. nie mówię ze w tym przypadku tak jest. ten przypadek to chyba ksiązkowy przyklad jak los sie moze odwrocic, jak ludzie mogha sie rozminac, niezrozumiec.. whatever. kto jest ze mna ? a kto jest bez winy niech rzuci kamien :)
Zastanawiam się czasem co ja takiego w życiu zrobiłam. zastanawiam się czy wszyscy mają tak jak ja. Inaczej zastanawiałam się kiedyś. teraz już wiem że nie. jesli naprawdę istnieją ludzie, którzy mają na sobie jakieś niewidzialne piętno które przeszkadza w byciu szcześliwym, czy chociaż przeszkadza w tym, zeby oni mieli czyste sumienie to ja jestem jedną z tych naznaczonych osób. od kiedy tylko pamiętam było mi smutno jak ktoś miał do mnie o cos pretensje, zawsze chciałam wszystko wyjaśniac, ze wszystkimi się zgadzac. nienawidze kłótni, marnowania życia na niepotrzebne starcia. pewnie mam tak, ponieważ pierwsze moje wspomnienia z dziecinstwa to kłotnie. kłótnie które trwają nieprzerwanie do dzisiaj. nie nawidzę też krzywdzić innych ludzi, dlatego czasem nie mówię tego co myśle. hipokrytka ? byc moze. ale nie znioslabym ze ktoś przeze mnie czułby się źle. a ponieważ ja przeżywam dosłownie każde słowo wypowiedziane do mnie, i te pozytywne i te negatywne, mam chore wrazenie że tak ma kazdy. dlatego mam ochote porozstrzelać, kiedy na przyklad stoje na przystanku a jakaś banda śmieje się z kogoś stojącego obok nich. wyobrazam sobie co ja bym czula na miejscu tej osoby i zaczynam czuc sie tak okropnie jakby to do mnie skierowane byly te slowa. wiec wlasciwie nie wiem czy jestem hipokrytka, bo wedlug slownika u hipokrytow ta dwulicowosc jest wywolana checia polepszenia swojego bytu, ja nie chce uprzykrzac zycia innym. no ale moze to moja nadinterpretacja. moze jestem okropna pozbawiona skrupulow hipokrytka, ktora dziwnie tez reaguje na kazde chamstwo i zlosliwosc ludzka. w sobote w tym tesco, moja babcia (chora) stala przy jakiejs lodowce cos tam wybierala , podeszla do niej kobieta pod 30 i cos sie zapytala, moja babcia kiwnela glowa czy cos, chyba nawet nie zauwazyla/doslyszala jej, a ona odeszla odpychajac mnie i mruczac pod nosem ze w tym wieku to powinno sie wszystko wiedziec. i nie wiedzialam co mam zrobic w pierwszej chwili chcialam do niej podejsc i powiedziec zeby miala moze troche wiecej szacunku dla starszych.. co zrobilam ? stalam przy wozku i normalnie lecialy mi lzy. dlatego ze zabiegani ludzie potrafia na kazdym kroku krzywdzic innych, ze ten swiat staje sie zupelnie dziki, moja babcia nawet na ta sytuacje nie zwrocila uwagi, grzebaly razem z mama dalej w lodowce, podczas gdy ja doszlam do wniosku ze mnie ten swiat kiedys zabije, skoro ja na takie ‚nieistotne’ gowno reaguje lzami i cos mnie sciska w mostku. taka wlasnie jestem. potrafi mnie wzruszyc rozowe niebo rano i zapach powietrza gdy wysiadam z tramwaju. i nikt tego nie wie. ba, dzisiaj przekonalam sie nawet ze chyba nikt nigdy nie wiedzial o mnie tyle ile wystarczyloby do calkowitego zrozumienia mojej osoby. ludzie zaczynaja mnie irytowac bo lubia (bądź nie) mnie za kawalki osobowosci ktore znaja. nikt nie chce poszukac glebiej bo maja to co im wystarcza. plytkie czasy ? a moze to ja mam problem. jesli ja to fajno. to znaczy ze jakies niewidzialne pietna istnieja naprawde i spokoju to ja chyba nigdy nie zaznam. i z jednej strony fajnie, bo pisalam juz nie raz ze kocham miec swoj siwat i swoje zabawki, bo wiem, ze nie tylko ja taki swoj swiat posiadam, ale z drugiej czasami ogarnia mnie totalna bezsilnosc gdy po raz kolejny przekonuje sie ze ludzie mnie nie rozumieja, nawet gdy wydaje im sie ze tak jest, albo kiedy odbieraja moje zachowania w sposob niezamierzony, ba, czasem zupelnie odwrotny od zamierzonego. to juz przestalo irytowac. zaczelo przygnebiac…
skad taka notka ? przez przeczytanie czegos/kogos whatever (a jak…) i przez sluchanie przez cala moja dzisiejsza wycieczke na miasto jednej piosenki zalewskiego – kiedy masto spi – cholera, az sie mialam ochote poryczec w autobusie (o, te moje lzy ktorych nie potrafie wogole kontrolowac tez sa irytujace..) , bo taka ‚moja’ mi sie wydala. tylko ze wlasnie doszlam do wniosku,ze ja nawet ciszy nie mam z kim pokolekcjonowac. cisza. tak. to jest kolejna rzecz ktora ubostwiam, ktora kolekcjonuje, cytujac ta piosenke…
słonce płonie żywym ogniem, świat utonął w zgiełku dnia gubisz kości w biegu prześcigajac czas, rozpaczliwie łakniesz nocy, tych w bezruchu kilku chwil, kedy w ciszy czuwasz, a miasto śpi…tak. noc tez kocham, a najbardziej zmierzch, właściwie to lubię każdą porę dnia, z wyjątkiem ranka. jestem już zmęczona zaczynaniem wszystkiego od poczatku…