laczego listonosz pojawia się zawsze wtedy kiedy jest niespodziewany. Kiedy człowiek jest upaprany farbą, albo paraduje sobie po domu w megakrótkich spodenkach i śmiesznych podkoszulkach, nie uczesany zupełnie ? Dlaczego kiedy powinien pojawić się od wtorku do piątku, zjawia się w sobotę ? Czy w tym kraju nawalać musi dosłownei wszystko ?
I dlaczego podczas czytania przez polonistkę interpretacji próbnomaturalnej pwnej dziewczyny Mapy Pogody Iwaszkiewicza (genialnej interpretacji, trzeba przyznać…) ja zaczynam myśleć o tym, że kupowanie domowego, prawdziwego, domowego zegara jest przeogromnie ważną rzeczą. I czy to jest normalne, że zwykły zegar sprawia, że mam skojarzenia na temat sensu życia ? I dlaczego akurat na lekcji?? I dlaczego tylko ja wybrałam do prezentacji krajobraz w literaturze romantycznej? I jakim prawem historyk wyrzuca nam, ze jesteśmy niereformowalni, gdy on sam zachowuje się jak ostatni pacan i nie potrafi się przyznać do ewidentnego błędu. Dlaczego zarzuca nam to, ze idziemy w zaparte, kiedy sam to robi? I dlaczego po ulicach jeżdżą skończeni idioci? I dlaczego ja nie mam żadnych pozalekcyjnych zajęć w piatek i muszę słuchać, że niektórzy będą tworzyć mitologiczną mangę na japońskim? I dlaczego nikt z rodzicieli nie chce mi powiedzieć, że zarezerwował mi wyjazd do Cesenatico?
Zaraz, co ja chciałam? Aha, Łikend.