unpretty blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2004

Jaki rodzinny dzień. Od rana obserwuję tłumy wywalajace się z kościoła (nie ma to jak mnieć blok na przeciwko) Swoja drogą ciekawe – trochę cieplej i już tłumy – co ? Kolekcje wiosenną trzeba pokazać ?
Od dziecka drażni mnie jeden widok w niedziele. Pod moim blokiem. Z jednej strony widze pięknie ubranych, uczesanych ludzi walących całymi rodzinami (mama tata dziecko/dzieci babcia dziadek wujek ciocia kochanka etc) a z drugiej mijających ich 11latków w brudnych spodniach kończących właśnie mecz. I nie wiem, ale drażni mnie (chociaz nie wiem czy drażni to do końca odpowiednie słowo) takie zderzenie dwóch światów. Ja sobie zwykle w niedzielę siedzę w domu i czuję się dobrze. Natomiast dzisiaj mama kazała mi wyjść po kisiel do sklepu. No i oczywiście musiałam minąć się z banda chłopaków z piłką i odświętnie ubraną rodziną (moje osiedle się przez lata świetlne nie zmieni chyba) i się poczułam trochę dziwnie… Ale za to jeszcze dziwniej poczuł się mój sąsiad z klatki, kiedy weszłam do sklepu a on tam sobie stał i pił piwo, trochę nie swoją miał minę jak mu dzień dobry wypaliłam. Gdy wychodziłam stał odwrócony do okna. Chyba zawstydziłam faceta ;)
Mykam na obiad niedzielno-rodzinny. Jedyny posiłek w tygodniu kiedy stół w dużym pokoju zamienia się w stół do posiłków. I to jakich posiłków. Rodzinnych… Ale chyba nie zaniżamy za bardzo średniej krajowej…

A może ja za dużo wymagam ? Może nie powinnam wymagać, aby ludzie w najsłabszym ogniwie wiedzieli, że to nie ksiądz Robak, wygłaszal Wielką Improwizację w trzeciej częsci Dziadów. Może nie powinnam wymagać, żeby filmy trzymały się gatunku do jakiego należą. Starożytni Grecy mieli fajnie. Maski z uśmiechem do góry lub do dołu i wszystko jasne. A tak to nie wiem na co ja chodze do kina… Zarzut do nigdy w życiu mam taki : nie potrafił mnie zdrowo rozśmieszyć (tekst o statule wolności najlepszy ;) Być moze nie miał rozśmieszać w ten sposó jaki ja oczekiwałam, ze mnie rozsmieszy. Ale jesli nie miał, to po co w każdym zwiastunie dawali tekst o łachteczce ? I już wiem, co się facetom w tym filmie nie podoba. Jeden klasyczna ciota. Najpierw woli głupią bolndynkę, później wraca – nie wiem jakim cudem udało mu się tyle kasy zarobic w życiu. Chyba zasadą głupi ma szczęście. Drugi cichy pantoflarz, który pozwala, żeby jego dziewczynę zabierała przy śniadaniu jej przyjaciółka. Który przesuwa się jak cien po domu i nie ma swojego zdania – i przedstawiony w filmie jako ideał. Też bym się wkurzyła. No i trzeci pan. Ideał dający codziennie kwiaty. Proponujący kolejną szansę, nawet wtedy gdy to jego dziewczyna go oszukała. Za bajkowy jak dla mnie. I muzyka mi kompletnie nie pasowała. Ja nie wymagam, żeby coś komponować od razu, ale tak.. zdecydowanie muzyka była najsłabsza w tym filmie. Źle dobrana po prostu. Podobała mi się za to gra Brodzikowej (nie wiem co się jej wszyscy czepiają), a Stenka jest jak wino :) O Zmijewskim się nie wypowiadam (grał tam wogóle ? aaa to ten ideał – mało co bym nie zwróciła uwagi :P) Podsumowjąc fanką Nigdy w życiu nie zostałam ale z drugiej strony wychodzić mi sie z sali nie chciało i nawet się parę razy zasmiałam. W pięciogwiazdkowej skali 3. Czyli powiedzmy ze nie załuję wydanej kasy… No i nie żałuję tej całej wyprawy do kina, bo byłohmm fantastycznie (?) Nawet się perspektywa tej pizzy pojawiła, niestety niewykorzystana… A więc oferta nadal aktualna ;)
Aha, nowy dizajn. Prawda ze czerwony kolor, o kolor najpiękniejszy ? :D

Udało mi się nie zmoknąc i nie zostac zgradowana. Grad w marcu ? 25 marca ?? To nie jest normalne :) Oglądam najsłabsze ogniwo i coraz bardziej załamuję się wiedzą… niewiedzą ludzi. Nieważne co się robi, ale COŚ o tym świecie wiedzieć powinien każdy… Niektórzy są wprost żałośni. Mam delikatny problem odnośnie matury. Nie wiem co zdawać, nie wiem na co zdawać, co studiować, co robić. Odkładałam te pytania przez 17 lat a teraz mam je na siebie zadać na trzy cztery i na raz dwa odpowiedzieć. I do tego jak patrzę na wydziały na UŁ to mi się słabo robi (pójdę sobie Wydział Fizyki i Chemii i będę szpanować :P) A serio, czeka mnie pewnie zdawanie historii i wosu a później studiowanie wiedzy o kulturze z filologią włoską albo czymś… A potem.. przecież i tak wszyscy skończymy na dworcach :]
Na sobotę zostałam umówiona do kina. Fajno. Muszę jakoś wszystko odragować, więc pewnie wypadnie na Nigdy w życiu, czekam na Powrót, Zwiagincewa, czekam z coraz większym niepokojem, 6 dni po premierze a w Silverze ani widu ani słychu o nim.. Nie popuszczę. W koncu kawałek sztuki w kinie. Trzeba zobaczyć…
A z takich przyziemnych spraw.. Kto pójdzie ze mną na pizzę ?
I dlaczego do cholery Najsztub dał się do czerwonowłosego czuba zaprosić ? Świat zwariował…

Jestem po lekturze 4 czy 5 miesiecy blogowych notek. przez przypadek znalazlam. a tam w kilku miejscach fragmenty o mnie. pochlebne jak cholera. obiektywne jak cholera. napisalam mejla, nie wysle go, napisalam ponizsza notke właściwie nie wiem po co. skreślam to, nie że nieprawda. tylko – dlaczego ja mam się całe zycie o wszystko obwiniać. dlaczego zawsze zanim kogoś osadze biorę winę na siebie, a później staram się tłumaczyć. czesto zupelnie niepotrzebnie. bo czesto to inni zachowuja sie nie fair wobec mnie. nie mówię ze w tym przypadku tak jest. ten przypadek to chyba ksiązkowy przyklad jak los sie moze odwrocic, jak ludzie mogha sie rozminac, niezrozumiec.. whatever. kto jest ze mna ? a kto jest bez winy niech rzuci kamien :)
Zastanawiam się czasem co ja takiego w życiu zrobiłam. zastanawiam się czy wszyscy mają tak jak ja. Inaczej zastanawiałam się kiedyś. teraz już wiem że nie. jesli naprawdę istnieją ludzie, którzy mają na sobie jakieś niewidzialne piętno które przeszkadza w byciu szcześliwym, czy chociaż przeszkadza w tym, zeby oni mieli czyste sumienie to ja jestem jedną z tych naznaczonych osób. od kiedy tylko pamiętam było mi smutno jak ktoś miał do mnie o cos pretensje, zawsze chciałam wszystko wyjaśniac, ze wszystkimi się zgadzac. nienawidze kłótni, marnowania życia na niepotrzebne starcia. pewnie mam tak, ponieważ pierwsze moje wspomnienia z dziecinstwa to kłotnie. kłótnie które trwają nieprzerwanie do dzisiaj. nie nawidzę też krzywdzić innych ludzi, dlatego czasem nie mówię tego co myśle. hipokrytka ? byc moze. ale nie znioslabym ze ktoś przeze mnie czułby się źle. a ponieważ ja przeżywam dosłownie każde słowo wypowiedziane do mnie, i te pozytywne i te negatywne, mam chore wrazenie że tak ma kazdy. dlatego mam ochote porozstrzelać, kiedy na przyklad stoje na przystanku a jakaś banda śmieje się z kogoś stojącego obok nich. wyobrazam sobie co ja bym czula na miejscu tej osoby i zaczynam czuc sie tak okropnie jakby to do mnie skierowane byly te slowa. wiec wlasciwie nie wiem czy jestem hipokrytka, bo wedlug slownika u hipokrytow ta dwulicowosc jest wywolana checia polepszenia swojego bytu, ja nie chce uprzykrzac zycia innym. no ale moze to moja nadinterpretacja. moze jestem okropna pozbawiona skrupulow hipokrytka, ktora dziwnie tez reaguje na kazde chamstwo i zlosliwosc ludzka. w sobote w tym tesco, moja babcia (chora) stala przy jakiejs lodowce cos tam wybierala , podeszla do niej kobieta pod 30 i cos sie zapytala, moja babcia kiwnela glowa czy cos, chyba nawet nie zauwazyla/doslyszala jej, a ona odeszla odpychajac mnie i mruczac pod nosem ze w tym wieku to powinno sie wszystko wiedziec. i nie wiedzialam co mam zrobic w pierwszej chwili chcialam do niej podejsc i powiedziec zeby miala moze troche wiecej szacunku dla starszych.. co zrobilam ? stalam przy wozku i normalnie lecialy mi lzy. dlatego ze zabiegani ludzie potrafia na kazdym kroku krzywdzic innych, ze ten swiat staje sie zupelnie dziki, moja babcia nawet na ta sytuacje nie zwrocila uwagi, grzebaly razem z mama dalej w lodowce, podczas gdy ja doszlam do wniosku ze mnie ten swiat kiedys zabije, skoro ja na takie ‚nieistotne’ gowno reaguje lzami i cos mnie sciska w mostku. taka wlasnie jestem. potrafi mnie wzruszyc rozowe niebo rano i zapach powietrza gdy wysiadam z tramwaju. i nikt tego nie wie. ba, dzisiaj przekonalam sie nawet ze chyba nikt nigdy nie wiedzial o mnie tyle ile wystarczyloby do calkowitego zrozumienia mojej osoby. ludzie zaczynaja mnie irytowac bo lubia (bądź nie) mnie za kawalki osobowosci ktore znaja. nikt nie chce poszukac glebiej bo maja to co im wystarcza. plytkie czasy ? a moze to ja mam problem. jesli ja to fajno. to znaczy ze jakies niewidzialne pietna istnieja naprawde i spokoju to ja chyba nigdy nie zaznam. i z jednej strony fajnie, bo pisalam juz nie raz ze kocham miec swoj siwat i swoje zabawki, bo wiem, ze nie tylko ja taki swoj swiat posiadam, ale z drugiej czasami ogarnia mnie totalna bezsilnosc gdy po raz kolejny przekonuje sie ze ludzie mnie nie rozumieja, nawet gdy wydaje im sie ze tak jest, albo kiedy odbieraja moje zachowania w sposob niezamierzony, ba, czasem zupelnie odwrotny od zamierzonego. to juz przestalo irytowac. zaczelo przygnebiac…
skad taka notka ? przez przeczytanie czegos/kogos whatever (a jak…) i przez sluchanie przez cala moja dzisiejsza wycieczke na miasto jednej piosenki zalewskiego – kiedy masto spi – cholera, az sie mialam ochote poryczec w autobusie (o, te moje lzy ktorych nie potrafie wogole kontrolowac tez sa irytujace..) , bo taka ‚moja’ mi sie wydala. tylko ze wlasnie doszlam do wniosku,ze ja nawet ciszy nie mam z kim pokolekcjonowac. cisza. tak. to jest kolejna rzecz ktora ubostwiam, ktora kolekcjonuje, cytujac ta piosenke…
słonce płonie żywym ogniem, świat utonął w zgiełku dnia gubisz kości w biegu prześcigajac czas, rozpaczliwie łakniesz nocy, tych w bezruchu kilku chwil, kedy w ciszy czuwasz, a miasto śpi…tak. noc tez kocham, a najbardziej zmierzch, właściwie to lubię każdą porę dnia, z wyjątkiem ranka. jestem już zmęczona zaczynaniem wszystkiego od poczatku…

Mamy wiosnę, mamy słońce, mamy wiatr, mamy rekolekcje, mamy zimową tapetę na pulpicie, ale mamy w 99% zrobioną już wiosenną :) Mamy pokręconą (niekoniecnzie pozytywnie) rodzinę, Mamy bałagan w pokoju. Mamy koleżankę ? Nie, mamy schizofremię :P Nie mamy ochoty na blogowanie, mamy na komputerze masę bramek, meczy i programów (kilk, kilk), mamy na ścianie odklejającą się mapę Włoch.
Mamy też ochotę na spacer. Tak. zdecydowanie. Spacer.
Wyszłyśmy.
Ja i moje alter ego.

Wybrałam się z mamą i babcią do Tesco. Oczywiście zapomniałam, że nienawidzę hipermarketów (dajcie mi Galerię, albo Piotrkowską, a nie to..) no i zaczęła mnie makabrycznie boleć głowa. Na pocieszenie wyszłam z Przekrojem (Najsztub rulez), portfelem, płytą Zalewskiego i mapą Włoch ( z tą mapą to mnie w jajo – łagodniejsza wersja od „w chuja” – zrobili, bo po dwóch stronach ją dali) Pieprzyć. I tak sobie na ścianie powieszę.Jutro idę do kina. Pojutrze sprzątam w moim zasyfiałym pokoju i odwiedzam babcię (muszę sobie przypomnieć jak ona wygląda) Na wtorek mam zamiar mieć plany towarzyskie, w środę i czwartek naukowe. Zobaczymy ile z tego uda mi się zrealizować.
1)Tydzień, mimo obaw był dośc udany
2)Łowiczanka nie zaprosiła mnie na swoją 18stkę. Normalnie podetnę sobie żyły.
Ja nie wiem, dlaczego mam tak, ze niektorych osób po prostu nie lubię, nie znoszę, nie cierpię, a Łowiczanka już totalnie mnie irytuje. Najgorzej jest gdy osoba której ja nie lubię, mnie lubi, w tym przypadku na szczęście tak nie jest. Tolerujemy się, chociaz czasem mam wrazenie że świat byłby piękniejszy bez niej. Czy ja jestem wredna ?

Ahhh zbulwersowałam się. Żeby mnie brak patriotyzmu zarzucać ;p Jak ja tej ziemi wszystko bym oddała. Whatever. Uciekłam dzisiaj. Uciekłam z 4 lekcji. A raczej, zwolniłam się u mojej pani. Kocham tą szkołę :> Głupio się czułam po wyjściu. Duszno, szaro, ciepło, tłok w autobusie, jakiś pijaczek zwracajacey się do mnie per Złotko/Słonko – nie dało się zrozumieć ;)
Oglądając Najsłabsze Ogniwo, nie wiem, bulwersuję, irytuję, -uje w kazdym razie się bardzo. Jak można nie wiedzieć kto powiedział Veni, vidi, Deus vicit. Albo jak osoba, która wykłada na uczelni może odpowiedzieć na pytanie ‚jak nazywa się włoski klub piłkarski którego potoczna nazwa do Stara Dama’ – Real Madryt. Osoba, która zastanawia się czy Madryt jest stolicą Hiszpanii. Masakra. A dzisiaj w autobusie miałam przejemność siedzieć na końcu z bandą gimnazjalistek podejrzewam, które przez pól godziny zajęte były biadoleniem, ze okrutna pani od polskiego każe im wiedzieć do to jest równoważnik zdania i wymaga od nich czytania i interpretacji wiersza. Straszne. Powiesić nauczycielkę za jaja.
22% PO, 21% Samoobrona. Świetnie. Ja sobie zrobię czerwono-czarny krawacik i będę miała 23% poparcia w społeczeństwie…

I naturalnie ze spicza nie pytała, klasówka została przełożona a polski przynajmniej do środy (znowu) mi się upiekł…
Za ładna pogoda się robi. Chce się wyjść, a książki czekają. Kolejna część klasy dowiedziała się dziś na religii o moim zboczeniu na punkcie Włoch. Bywa. Ja się dowiedziałam, ze Karola śni o każdym chłopaku z naszej klasy i o całowaniu się z nim (w dwóch przypadkach były to koszmary ;]) A parę osób dowiedziało się, ze gdy w Treście koleżanka kupiła sobie torebke, to ja wybłagałam i mam do tej pory,włoskie gazety które ją wypychały. Bywa:P Patrzyłam sobie na kursy ESKK zdzierstwo straszne. Tak ciągnąć od ludzi spragnionych wiedzy :P Podziękuję. Poczekam :)
Mam dziwnie przeczucie, że ten tydzień nie będzie tak dobry jak poprzedni. Mam też nadzieję, że się mylę.

Cytując Siarę z Kiler-ów 2-óch – Aneks do poprzedniej notki : Dlaczego jak wejde na tą strone i powiedzmy przeczytam komentarze i wrócę na główna to widzę „krzaczki”?

I ogólnie to kurwa fajnie jest. Czy Sz.P mój komputer musi zaliczać wszystkie wiruski jakie zobaczy ? Proszę o Nortona od 3 tygodni. Ale nie. Bo to kurde ogromny problem skoczyć samochodem, gdy się będzie wracało z pracy do kolegi. No wręcz olbrzmi problem. Ale dobrze. Nikt nie musi się mną zajmować. Ja mogę sobie odpalać 3 razy kompa zanim zacznie działać. Mogę sobie znosić jego humory kiedy będzie mu się chciało otwierać przeglądarkę w tempie żłówia na emeryturze, żeby za 10 minut śmigać jak młodociany orzełek. Mogę wszystko. Naprawdę. I mogę też ściągać uszkodzone mp3 Imeshem. Naprawdę. Zajebiście miłe uczucie. Jak ściągam piosenki na których zalezy mi średnio, albo ściągam, zeby poszpanować długościa playlisty w winampie to się ściąga ładnie wszystko. Jak naprawdę chcę jakiś utwór to jest tak jak w tej chwili. 3 mp3 mam na kompie już. Wszystkie o kant dupy pociąć można.

Ehh jestem zła. Mam jutro klasówkę z angielskiego. I wszyscy od soboty w opisach mają, ze się uczą, klasa kujonów. Później polski. Ale tym już się chwaliłam. Stanąć przed 36 gębami i mówić z uśmiechem o romantycznym krajobrazie i Mickiewiczu przez 7 minut. A to, że mam (jak 98% mojej klasy) logoreę (kto jest mądry i łacińskie logorea mi na polski biernik przerzuci ? Bo jestem w kropce. Czy tez w trzykropku, jak ostatnio pewien gość stwierdził w Najsłabszym Ogniwie) Słowotok w każdym razie. I za cholerę nie zdążę w 7 minut… A no i na koniec ( a właściwie na początek dnia) Niemiecki. Oczywiście moja kochana grupa miała 4,5 dnia na poinformowanie mnie o spiczu z Salzburga (takie miasto w Austrii :P) Ale po co się męczyć ? Można powiedzieć w sobotę wieczorem na gadugadu. Jeszcze ze zdziwieniem,”a tak Ciebie nie było.”. Zajebiście. Zajebiście. Pojechać pod publiczkę i powiedzieć, ze tam byłam w wakacje ? Pojechać. Pojade. Niech żyje wazelina.

laczego listonosz pojawia się zawsze wtedy kiedy jest niespodziewany. Kiedy człowiek jest upaprany farbą, albo paraduje sobie po domu w megakrótkich spodenkach i śmiesznych podkoszulkach, nie uczesany zupełnie ? Dlaczego kiedy powinien pojawić się od wtorku do piątku, zjawia się w sobotę ? Czy w tym kraju nawalać musi dosłownei wszystko ?
I dlaczego podczas czytania przez polonistkę interpretacji próbnomaturalnej pwnej dziewczyny Mapy Pogody Iwaszkiewicza (genialnej interpretacji, trzeba przyznać…) ja zaczynam myśleć o tym, że kupowanie domowego, prawdziwego, domowego zegara jest przeogromnie ważną rzeczą. I czy to jest normalne, że zwykły zegar sprawia, że mam skojarzenia na temat sensu życia ? I dlaczego akurat na lekcji?? I dlaczego tylko ja wybrałam do prezentacji krajobraz w literaturze romantycznej? I jakim prawem historyk wyrzuca nam, ze jesteśmy niereformowalni, gdy on sam zachowuje się jak ostatni pacan i nie potrafi się przyznać do ewidentnego błędu. Dlaczego zarzuca nam to, ze idziemy w zaparte, kiedy sam to robi? I dlaczego po ulicach jeżdżą skończeni idioci? I dlaczego ja nie mam żadnych pozalekcyjnych zajęć w piatek i muszę słuchać, że niektórzy będą tworzyć mitologiczną mangę na japońskim? I dlaczego nikt z rodzicieli nie chce mi powiedzieć, że zarezerwował mi wyjazd do Cesenatico?
Zaraz, co ja chciałam? Aha, Łikend.


  • RSS