Po za tym ze moj komputer chodzi jak mucha w smole. Bez obrazy dla much wszelakich i do tego chyba znowu cos sie wiatraczek poluzowal bo warczy niemilosiernie i po za tym ze mam makabrycznie duzo do nauczenia sie przez najblizsze dwa dni to wszystko swietnie.
zakuc > zdać > zapomniec ( > zalac*). *dla niektórych. A ochoty nie mam zadnej. Po prostu zero chęci. Pogoda nie wiadomo jaka, 4 ksiazki w tym dwie lektury czekaja az sie za nie laskawie wezme. A ja nic. A ja robie porzadek w kasetach vhs, robie wszystko tylko nie to co wiem ze powinnam. Uparta czy glupia ? Bez checi po prostu.
Spend your days full of emptiness…
tak to leciało. Zabawne ze notki w tym tonie pojawiaja sie u mnie co jakis czas. Takie „bla bla bla nie mam na nic sily, nic mi sie nie chce, apatia, apatia, apatia”. To jest normalne ze mnie tak co dwa, trzy miesiace nachodzi ? Czy ja mam problem jakis ? Ja chyba za duzo mysle czasami. Mysle nie o tym co trzeba.
dobrze więc :
Jestem uczennica, policja mysli, wielki brat, rok 1984*, uczyc sie, pracowac i myslec dla ministerstwa. Jak robot.

To ja juz chyba wole miec swoja apatie.

*dlaczego ta ksiazka przestala byc lektura ?? taaak zostawmy pana tadeusza, wywalmy wszystkie dobre ksiazki z kanonu lektur…

jesli komus powyzsza notka wydaje sie bez sensu zadnego. przepraszam, ale przepraszac za nia zamiaru nie mam ;)