Dzisiejszy dzień mogę opisać jednym słowem : „piękny”. Nie ze względu na to co robiłam/nie robiłam, ale ogólnie. Jakbym była Sienkiewiczem to napisałabym, że piękno dzisiejszego dnia po prostu wypływało zewsząd, gdziekolwiek bym nie spojrzała. I doszłam do wniosku, ze w taki mroźny zimowy dzień, moje totalnie zaśnieżone miasto wygląda co najmniej wspaniale. I tego utopijnego widoku nie mogli popsuć ani kierowcy autobusu (ściślej mówiąc kierowca i jego dwaj koledzy), którzy wykazali się nadludzkim chamstwem nie wpuszczając biednego, zmarzniętego człowieka, spóźnionego o trzy sekundy i walącego w szybę. Nie mógł popsuć też fakt, że nie wzięłam z domu rękawiczek i moje ręce przypominały naszą biało-czerwoną flagę narodową, ani fakt, że od wczoraj męczę się z wypracowaniem na polski (tytuł stricte romantyczny : „Nasz naród jest jak lawa – traktat o narodzie”) Mam na razie 2,5 A4 w kratkę napaćkane kratka pod kratką, czuję, że to połowa dopiero, drugiej nie chce mi się zbytnio pisać (ja potrzebuję taką maszynkę, która by moje myśli na papier przelewała, bo stanowczo za wolno piszę i mi masa genialnych [a co ;p] tekstów ucieka). Po za tym jak myślę, że będę musiała ten „traktat” przepisać, to mi się robi słabiej…
Spotkałam się dzisiaj z Kaśką, miałyśmy jechać do Aliny po moje płyty (które trzyma od października i nie daje o sobie znaku życia). Pojechałyśmy na zadupie, na koniec miasta, zmarzłyśmy, Aliny nie było w domu. Dostała później dwa smsy
1) Gdzie jesteś ? Byłam u ciebie z K.S. Dlaczego nam nie otworzyłaś ?
2) Gdzie jesteś ? Byłam u ciebie z K.M. Dlaczego nam nie otworzyłaś
Okazało się, ze była gdzieś z mamą i nas przeprasza. Nic się nie stało, Alinuś… Kaśka ma odmrożone palce a ja straciłam 2 bilety. Pieprzyć jakieś tam palce u nóg, moje biedne kochane 1,60zl ;P A wcześniej byłam jeszcze z Kaśką u Moniki, miała jej zeszyty (powrót do szkoły po feriach czuć w powietrzu…) Oczywiście zostałam wzięta w ramiona i musiałam opowiadać o tym co u mnie, czyli na szczęście nie musiałam mówić prawie nic. Dowiedziałam się, że moja szkoła była (znowu) pokazywana w tv, że tym razem chodziło o to, ze więźniowie w trakcie swojej resocjalizacji wzięli się za malowanie mojego liceum. Co ? Jak ? Dlaczego ? PO CO ? Dlaczego zawsze wszystko się dzieje w moim LO ? Dlaczego Jak się mówi o łódzkich szkołach to zawsze pokazywane są zdjęcia z naszej szkoły. Dlaczego mamy się przyzwyczaić do obecności kamer przed szkołą, dziennikarzy Eski w szkole ? Tylko dlatego, że średnią mamy wyższą niż inne ? Kopernik jest podobno najlepszy. Dlaczego tam nigdy żadnych piśmiaków nie ma ? Oto skutki, chodzenia do szkoły w centrum. A i jeszcze podobno mi babkę od informatyki zmieniają ( półroczne przymilanie się poszło w pizdu… I to jedyna nauczycielka, którą ja lubiłam i która uważała mnie za mądrzejszą od siebie… F U C K ) Coraz słabiej mi się robi jak myślę o powrocie do szkoły….
Aaaaaaaaaa no ale powinnam być happy.. Walętynki w sobotę. Spędzę je z mamą w teatrze. Dwoje na fuckin huśtawce. Nie poszłabym, gdyby nie to, że czuję potrzebę odchamienia się, że słyszałam, ze to naprawdę dobre, że aktorzy z Warszawy przyjeżdżają na jeden dzień do Łodzi i dlatego ze muszę recenzję napisać. Teatralną of course. Tak, myślę, ze ten ostatni powód bije wszystkie inne…

PS. Kaśce się mój sen o trupkachpodobał. Nie rozumiem ludzi czasem. To się nie miało podobać. To miało przerażać i budzić wątpliwości co do mojej stabilności psychicznej. (wątpliwej zresztą..)
¯ HIM – Join Me in Death