He he. A ja już zdrowa jestem. A raczej, nie muszę leżeć w łóżku, nie mam temperatury i czuję się ogólnie dobrze, tylko cały czas mam paskudny kaszel, tak jakby moje płuca chciały wyjść i pooglądać sobie śnieg za oknem. Ale po opisach znajomych z klasy widzę, ze nie ja jedna chora w domu siedzę ;)
Trochę mi emocjonalnie odbiło i słucham dzisiaj sobie Barbary Streisand – Women in Love, a przeciez ‚in love’ nie jestem, a przecież śpiewających pań o miłości (z prehistorycznych czasów do tego) nie lubię. Hm. Chyba do konca zdrowa jeszcze nie jestem :)