No i już prawie po swiętach…Dostałam nawet fajne prezenty, obyło się bez rodzinnych zgrzytów, chociaż niepotrzebnie puścili śpiewających aktorów wczoraj na tvp2 myślałam ze zasnę. Dzisiaj wujek mi przełączył jak patrzyłam sobie spokojnie na Potop (Danielek Y) i włączył na śpiewającego Krawczyka (masakra…) Ogólnie to nawet miło, aczkolwiek, jakoś specjalnie świątecznego nastroju w te swięta nie czuję – ot, zwykły wolny czas spędzany w rodzinnym gronie… Jeszcze tylko jutro do drugiej babci, i wolne ;) W sobotę ide poszukać jakiegoś zwierzaczka. Chcę zwierzaczka. Tata chciał jechać ze mna po kamerę internetowa (chciałam na gwiazdkę, ale mama zapomniała) Nie chcę juz kamery – chcę zwierzaczka. Nie miałam nic żywego w domu (nie licząc rodziców) od 1,5 roku… Stęskniłam się. Chyba swinkę morską sobie sprawię, psy, koty, papugi i rybki nie wchodzą w rachubę. Może się jakiś cud świateczny wydarzy i nie wyrzucą mnie z tym stworzonkiem z domu… ;)