Przez ostatnie dwa dni moja klasa „ledwo dyszy” nie mamy na nic czasu, wszyscy wyciskają już resztki jakiś cudem uchowanych sił. Wysiadłam dzisiaj w centrum, bo wysyłałam Nikki kasetę. I dobrze się stało (b. dobrze nawet) spotkałam na przystanku M. W pierwszej chwili go nie poznałam (kto to mi mówi ‚cześć’ ?) Dla wyjaśnienia – M kumpel, którego znam od 11 lat, nie widziałam od 2. Dobry kumpel. Chyba nawet najlepszy. Pogadaliśmy z jakieś pół godziny stojąc na zimnym przystanku i było fajnie. Super, że są takie miłe chwile, których człowiek wogóle się nie spodziewa. Takie chyba dają największą przyjemność. Jak wracałam przez osiedle do domu (tym razem światło nie zgasło i blokowej choinki nie było) widziałam całe stada ludzi w powiedzmy moim wieku stojących przed klatkami.. Przepraszam, czy tylko ja mam w ten czwartek takie niesamowite atrakcje jak kalendarium wojsk polsko-tureckich ?

PS. Mam 4 z niemieckiego. Ogłaszam to wszem i wobec, bo to moja pierwsza 4 na koniec semestru ever. Ale i tak wymęczona. Trochę niezasłużenie, bo z ocen tak do końca nie wychodzi, ale… liczy sie fakt ;) Jestem dumna ;p