Przez dwie godziny siedziałam centralnie w pierwszej łąwce przed historykiem i błagałam zeby mu nie wpadło do głowy pytać z pracy domowej #22. Nie to zebym jej nie odrobiła… Miałam. Tyle że oprócz unii brzeskiej (opracowanej na podstawie przyjamniej 3 książek – mojego historyka poje*ało) i przedstawienia jednej dziedziny nauki i jednego zabytku, moi kochani koledzy których pytałam się o lekcje zapomnieli dodać że chodziło o naukę i zabytki ‚made in poland’ Nie trzebabyło więc się długo namyślać jaka byłaby mina mojego historyka gdybym zaczęła czytać o neoplatoniźmie… Na szczeście nie musiał się nikt przekonywać co by było gdyby, historia minęła. Późniejbyła matma. Nie wiem co robiliśmy, gadałamz Kamilą co chwilę patrząc na zegarek ‚kiedy będzie 35 po ?’ Później był polski. Przez dwie godziny pisaliśmy coś w stylu matrualnego testu na czytanie ze zrozumieniem. po 100 minutowej udręce Dorota wydusiła z siebie : no teraz to ja już nawet matury z polaka nie zdam (wczoraj gadałyśmy o tym że raczej przez 1,5 roku nie zdązymy przyswoić w takim temie całej potrzebnej nam do zdania egzaminu dojrzałości, wiedzy historycznej ;) ) Później był angielski. Był całościa, a więc był listening, a więc nudy. Do tego dzisiaj była jeszcze bardzo prosty ten test (28/30 pkt. :D) Później była godzina wychowawcza. A na niej ja z kilkoma innymi dziewczynami miałyśmy zaprezentować nasz referat o winach(produkcja, gatunki, kakieś ciekawostki etc.) To miało być niby za karę za wycieczkę. Oczywiście karę ktrą jak powiedziała pani, wymyślała czytajac właśnie książkę o winach, i karę przydzieloną dość niesprawiedliwie bo 7 osób na 37… Ale było fajnie ;) Szczególnie jak ja czytałam swój fragment o obciaganiu, a później jak Basia przeczytała że stukac się moża właściwie z każdym, wszędzie i w obojętnie jaki sposób (chodziło oczywiście o stukanie się kieliszkam :p) Lekcje się skończyły, poszłam sobie do Geanta. Od mojej szkoły z walkmanem na uszach,a raczej z słuchawkami, zajęło mi to jakieś 20 minut, w drodze popsuła mi się jedna słuchawka więc już wiedziałam po co do tego sklepu wogóle idę ;) Okazało się że miałam 15.10zl Popatrzyłam na słuchawki, najtansze 10.50 włożyłam do koszyka, miałam już wychodzić, ale pomyślałam że zobaczę czy są jabłkowo miętowe tymbarki w kartonie (bo w sumie po to poszłam) Kiedy znalazłam odpowiednią część sklepu (ehh Tesco jest prostsze ;p) Najpierw się ucieszyłam, bo były tymbarki ale nie jabłkowo miętowe, ale na samym końcu półek był. Popatrzyłam na cenę 1.80. Z ciężkim sercem wzięłam. Z ciężkim, bo reszty zostało mi 2.60 + 10gr daje 2.70 co równa sie : nie stać mnie na powrót do domu tramwajem ani autobusem, nie stać mnie nawet na dojechanie na moją stację. Jedyna alternatywa było złapanie pociagu o 15:40 kupienie biletu za 1.80 i pojechani na dworzec główny, a później powrót autobusem do domu (dzieki, wszystkim nadprzyrodzonym siłom, moje bilety autobusowe sa tansze od łódzkich) Patrzę na zegarek : 15:09, szłam 20 minut, więc jak będę szła szybciej to ‚może’ zdarzę. No i wyruszyłam, w marszu zainstalowałam nowe słuchawki i przy dźwiękach Dance of Death maszerowałam. Gdy doszłam do skrzyżowania (skąd do dworca była minuta) patrzę na zegarek 15:13 Aż stanęłam w miejscu. Nie wiem jakim tempem ja szłam w tamtą stronę, ze zajęło mi to aż tyle czasu. Wróciłam grzecznie do domu. A idąc przez osiedle, nagle zauwazyłam, że zrobuiło sie ciemno. Najpierw pomyślałam że to jakaś latarnia, ale po dokładniejszym spojrzeniu na bloki doszłam do inteligentnego wniosku że światło na całym osiedlu szlag trafił. Zanim doszłam do klatki prąd włączyli (i niech teraz mi jakiś fizyk odpowie why w każdym bloku to swiatło w poszczególnych mieszkaniach zapalało sie z minimalnym, ale jednak opóźnieniem, jak na choince… ?) Tata się pochwalił że tak bawia się od rana. I fakt. Tą notkę zaczynałam 3 razy, po wyłączli i wyłączli, debilki… Mam nadzieję że juz skończyli, bo inaczej kamila mnie zabije. Bo korzystając z tego że mam dwa videa mogę nagrać sobie Jeźdźca i Cień Anioła dla Kamili, bo jak sie okazało 1/2 klasy, film z Deppem sobie nagrywa, a Kamila by chciała to i to. No więc keep the faith że juz mi nie wyłącza… Bo jak nie będzie prądu i nie nagram to mnie Kamila zabije…
z ostatniej chwili : właśnie odkryłam, ze chociaż prąd jest to nie ma telewizji.. ok, czuje się w połowie martwa
z przemyśleń, kiedy nie było światła : obliczyłam że w przyszłym tygodniu od poniedziałku do czwartku czeka mnie 7 prac klasowych. CZY TO JEST HUMANITARNE ???