jestem. zyje. istnieje. komputer mi sie zepsul. zepsul sie powaznie. chociaz nie, powinnam napisac ze po prostu ta kilku miesieczna choroba miala swoje apogeum w sobote. nie wiem co sie do konca z nim stalo bo nie moge skontaktowac sie z Lukaszem. Znaczy mial przyjsc ale ,u cos wypadlo. nie wiem kiedy bedzie i mi naprawi komputer. Dziala bowiem biedaczek tylko w systemie awarjnym. 16bit kolorow zadnych potrzebnych sterownikow i zero internetu. masakra. jestem w lodzkiej cafejce, po raz pierwszy tu jestem. 122 komputery i ludzie nie zajeci niczym innym niz wpatrywanie sie w monitory. zapomnialam jak to juz jest w cafejkach, i po dwuletniej przerwie trailam do internetowej fabrki… szok.
w tamtym tygodniu bylam w tych bieszczadach, wypadalo by o czyms napisac.. chociaz w sumie nie ma zbyt wiele do powiedzenia. pod wzgledem jak to dzis okreslilismy merytorycznym bylo swietnie. wspanialy skansen, zamek Lancucie, wycieczka do Lwowa. specyficzna przewodniczka, lzy w oczach po wysluchaniu tego co mial do powiedzenia starszy polak na cmentarzu orlat lwowskich, wspaniale bieszczady. stki ion w jednym z muzeow i cudna, inspirujaca i niepowtarzalna wystawa Zdzislawa Beksinskiego w Sanoku. tylko te dwa adresy znalazlam teraz. nie ma wszystkich prac na tych stronach. wszystkim sie spodobaly. byly takie inne, glebokie, przerazajace, ogromne, 3,4 metrowe i wszystkie takie… przerazajace… na zdjeciach nie widac ale te barwy.. cos fantastycznego. w Lancucie przewodnik powiedzial ze dawno nie mial do czynienia z taka mlodziza (ze bylismy zainteresowani skupieni grzeczni madrzy etc) co z tego.. za dnia nas chwalili a i tak dalismy plame. 99% klasy chcialoby o tej ycieczce zapomniec.. no moze nie o calej wycieczce. o czwartkowej nocy, o nocy ostatniej, z czwartku na piatek. co sie stalo ? epogeum jak ktos to nazwal. epogeum wszystkiego co najgorsze. krotko mowiac dalismy plame i o maly los nie byloby tragedii. nikt o tym nie wie. powiedzielismy ksiedzu, tylko ta chodzaca na religie grupka. smial sie ale z dugiej strony powiedzial cos co uderzylo w nas wszystkich : powiedzial ze wydawalo mu sie ze jestesmy inni, lepsi, nie tacy jak te szare masy ludzi. zabolalo. zabolalo chyba wszystkich siedzacych w sali. zreszta bolalo juz od piatku caly powrut a potem bolalo na korytarzu jak stalismy z bukietem roz dla pani. ale zabolalo najmocniej gdy o tej szarosci powiedzial. mnie przynajmniej najbardziej zabolalo. ale potem na pocieszenie przeczytalam gdzies ze madrosc to nie jest nie robienie bledow, tylko nie popelnianie ich. pani wyzala nas od matolow. nie bylo afery, powiedziala smiejac sie ze nie moze nas nie lubic. juz powoli wszyscy o tym zapomninaja, teraz smiejemy sie tylko ze zdjec. bo chodzi o to ze nie zachowalismy sie tak jak dobre liceum tylko jak jakas gorsza zawodowka (nie obrazajac nikogo z zawodowki..) nie bede opisywac tego co sie stalo. moze wstyd. moze to ze nie ma czego opisywac… w koncu mlodosc charakteryzuje sie swoimi wybrykami. ale fakt ze przegielismy pozostaje. swiadomosc tego ze zachowalismy sie nieodpowiedzialnie tez. jedyne pocieszenie jest takie ze praktycznie wszyscy zdajemy sobie z tego sprawe i na 100% nie popelnilibysmy tego bledu drugi raz.
oprocz tego u mnie wszystko w porzadku. wlochy wygrywaja, wisla i grodzisk sobie w pucharze uea radza. z kornelem sie fajnie gada. za 3 tygodnie koncert, praca stylistyczna z polaka poszla dzisiaj tak ze 4 strony w 2h napisalam, historyk jak zwykle irytuje. my jego a on nas. dzisiaj 15 oson zglosilo mu nieprzygotowanie. musial oczywiscie zroic pogadanke. kiedy uzyskal od kogos odpowiedz ze byc moze dlatego ze mamy dzis prac klasowa z oswiecenia, zaczal sie burzyc ze wczoraj byl 16 x i powinnismy zdawac sobie sprawe z tego ze sa wazniejsze rzeczy niz klasowka z polskiego. mowil oczywiscie o rocznicy pontyfikatu. nie rozumiem skad u niego zalozenie ze skoro uczymy sie na polski nie wiemy co sie dzieje. nie wiem skad zalozenie ze gdybysmy powiedzieli pani od polskiego ze nasze prace sa slabe dlatego ze ogladalismy transmisje z uroczystosci na tvp1 zrozumialaby nas i postawila 5… ale ja wielu rzeczy u naszego historyka nie rozumiem :)
Rozpisalam sie. pewnie dlatego ze od tygodnia moj komputer stoikompletnie nieuzywany. A ja mialam w niedziele wieczorem nowy layout robic :( zdalam sobie sprawe ze potrafie zyc bez komputera. ze wiecej czasu moge pogadac z kims, nawet z rodzicami, wiecej czasu moge sie pouczyc (sluchajcie caly 14 X spedzilam na uczeniu sie fizy chemii i geografii ! co nie jest naturalne) no i po raz pierwszy w liceum odrobilam prace domowa z chemii wiem i umiem to co bedzie na klasowce.. :D nienaturalne uczucie ;) nie wiem kiedy do was wroce. byc moze w sobote skombinuje Lukiego i juz jutro si pojawie. Byc moze w niedziele a byc moze dopiero w przyszlym tygodniu. Byc moze moj komp nie bedzie nadawal sie (tfu tfu) do niczego i bede musiala go wymieniac. wtedy nie wiem kiedy sie spotkamy. pewnie znowu z tej „malej” cafejki zapukam, ale mam nadzieje ze nie. wole swoj fotelik, swoj monitorek i swoja klawiature… (i swoje programy :P) trzymajcie kciuki zbym wrocila :D noo chyba ze nie chcecie :P
PS. kocham ta kafejke.. wasting years wlasnie leca :D czyli ¯ iron maiden – wasting years :D