Milalam dzisiaj okropny sen, jechalam kolejka (taka jak jezdzilam w Alpach) ale kolejka z Kaska (tak jakbym wracala pociagiem do domu) niby w gorach ale tak jakby byly obok tory przy moim osiedlu, kolejka, a raczej nasz wagonik byl w oplakanym stanie, rozlatywal sie i nie wiedziec czemu w takim samym stanie byl moj plecak i on byl (nie wiem dlaczego) otwarty i nagle wypadl mi telefon (najpierw myslalam ze to okulary) wiec powiedzialam do Kaski ze musze isc po niego i ze zejde na pieszo, zeskoczylam z wagonika, poszlam w strone gdzie spadl telefon ale nie zdazylam dojsc, poslizgnelam sie i zaczelam spadac w dol (praktycznie czulam jak lapie sie jakis trawsk i jak mi ziemia wlatuje do ust) oczywiscie co sie zlapalam czegos to to albo sie lamalo albo ja sie nie utrzymywalam i sie puszczalam, w koncu, zatrzymalam sie na w maire rownym skrawku ziemi i ni stad ni z owoad pojawily sie krowy (takie same jak mnie z Paulina na gorze gobnily) no i cale stado zaczelo biec w moja strone a ja nie moglam sie ruszyc i lezalam na ziemi, pozniej nagle pojawila sie Kaska, jakis byczek zaczal mowic ludzkim losem (juz nawet nie wiem co) bo potem byla druga czesc snu, czulam sie tak jakbym byla w srodku bajki o harrym Potterze i z jakas grupa (wiem ze ich znalam ale nie wiem kto to byl) biegalam po jakims zamku po schodach w gore i w dol po gonil nas jakis facet z czyms co zabijalo zamiast dloni. Ogolnie dosc przerazajace, no i dziwne ze pamietam kazdy szczegol tego (a to sie rzadko zdarza u mnie…)

Wczoraj wrocilam dosc pozno do domu, bylam u kaski (tej z gimnazjum) pozniej razem z nia i Alina i Monika pojechalysmy do mnie na osiedle bo ich klasa miala robic ognisko,z oniska nic nie wyszlo ale i tak bylo dosc fajnie, pozyczylam Alinie plyty, i umowilysmy sie gdzies za tydzien znowu. Monika powieziala ze jakos inaczej wygladam „wygladasz jakos inaczej, tak LADNIE” czytaj : kiedys wygladalam brzydko, dziekuje ;) Natomiast Kaska z Alina doszly do wniosku ze znowu mam jasniejsze wolsy… Widocznie glupieje bo od ponad 1,5 roku nic z nimi nie obilam :)

Od dwoch dni nie bylam w szkole (tj w czwartek i piatek) bo bylam lekko podziebiona, chociaz jakby sie uprzec to moglabym isc… W piatek bylam z tata na rynku, mialam sobie spodnie kupic i dalam ciala na calej linii, facetka zmierzyla mnie w pasie, nie wiem ile jej tam wyszlo ale pozniej zmierzyla te spodnie co ja chcialam (a co byly ostatnia juz parą) no i okazalo sie ze byly o 4 cm na mnie za male, ja lekki szok, ale dobra, nie przymierzalam, poszlam do domu, wzielam centymetr (ojj urazona ambicja) zmierzylam troszke za duze na mnie spodnie…. o 2 cm mniejsze od tych na rynku (ktore mialy by byc za male 0 4cm…) i takim sposobem nie mam spodni :/ Nic to ;) pojde za tydzien do galerii.

Musze sie pochwalic, bo to byl dobry tydzien (az nienaturalnie dobry) Zaczal sie co prawda 3 z niemca ale ja juz sie przyzwyczailam ze u tej babki wyzej nie dostane nawet jakbym jej pana Tadeusza na szwabski przetlumaczyla, wiec spoko… Pozniej zapytala mnie z geografii, przez przypadek bo nie miala dziennika, wiec spytala data a ze byl 22 a ja jestem 22… Dostalam4+ wiec maxymalnie to co mozna u niej dostac :D pozniej (caly czas w poniedzialek) dostalam 5+ z angielskiego (yeah !) We wtorek dostalam 5- z pracy klasowej z baroku (Morsztyn bylby dumny jakby przeczytal co tam o nim powypisywalam :P) To we wtorek a w srode najpierw uratowalam klase przed pisaniem w formie smsow nowej wersji Nowej Heloizy ,pani byla niewzruszona dopoki nie rzucilam, najpierw ze my jestesmy zbyt wrazliwi no i po za tym Rousseau by sie obrazil, facetka na mnie popatrzyla, w klasie jeki proszace ucichly, ona patrzyla na mnie patrzyla i w koncu, dobrze, Kasia mnie przekonala, by sie obrazil ;D A w czwartek powiedziala mojej mamie ze jestem ogolnie mowiac wspaniala :P L O L A jeszcze w srode dostalam 5- z matmy!!!! JA 5- Z MATMY ! ! ! moja pierwza (i pwnie ostatnia) 5 z matmy ;) Cudny tydzien (ten taki nie bedzie, bo klasowka z niemca, z biologii, z po, wypracowanka 2 z polaka i jeszcze masa innych brzydkich rzeczy, no ale na szczescie potem juz Bieszczady i Lwow :D) Tata mowi ze to nie fair, ze ja tak po Europie sobie jezdze sesese (o wiem, dzisiaj mu powiem ze jak mnie do Wloch pusci to bedzie do mnie przyjezdzal ;) A powaznie to ja sobie postanowilam ze ta kase co zbieram nie wydam na dwa obozy do wloch tylo postaram sie zabrac (znaczy zebysmy sie zabrali) cala rodzinka :)

A jesli chodzi o komputer to niby Lukasz byl, niby ustawil mi pare rzeczy przeci wirusom, ale net na forach i wiekszych portalach i tak wolno chodzi i caly czas nie wiem czy wszystko odswierza mi sie tak jak powinno… :l
Dzisiaj probowalam sklecic nowy lay temat pilkarska reprezentacja wloch (ahh jaka ja mam sliczna tapetke :P) i takie szaro-blue kolorki, ale po sklejeniu ze soba dwoch fotek weny zabraklo :P Na razie trzeba sie meczyc z tym (a tak przy okazji to jest chyba najdluzszy lay ever ;))
¯ R. Gawlinski – O sobie samym
nie wazne w zyciu sa przyszle dni i jesli piekno zyje w nas to dajmy mu sile i pozwolmy mu trwac