Nawet cudne sloneczne cieple piatkowe popoludnie moze wygladac strasznie ponuro smutnie i przerazajaco. Tak sobie dzisiaj myslalam idac ze szkoly na przystanek ze Wspanialym nowym swiatem Huxleya, moze to wlasnie jej wplyw ze kolyszace zlote liscie na drzewach, dwoch skejtow na deskorolkach, pusty nagrzany sloncem chodnik i przejezdzajace obok trzypasmowka samochody, robily wrazenie jak z jakiegos horroru, jakby zaraz ktos mial wyskoczyc i kogos zabic, a tak naprawde nie dzialo sie nic. Przez 40 minut w autobusie przeczytalam 1/3 wiecej nie dalam rady bo myslalam ze umre od tego upalu. To nie jest zlota polska jesien tylko przedluzeie sierpnia. Nie podoba mi sie to. Zlozylam wczoraj u mamy zamowienie na czarny sweter z jakims mikroskopijnym czerwonym szlaczkiem na koncu rozszerzanych rekawow. Jutro ide z mama wlasnie po wloczke, jak sie uda spodnie, a potem przychodzi Lukasz, znowu, do kopmutera, znowu, zeby go naprawiac, znowu, bo zwariowal, znowu. Wczoraj zabawna rzecz sie stala, doszlam do wniosku ze nawet jesli kazdy czlowiek ma jakies problemy, nie wazne jakie, i np. nie wazne jak np. szare i ponure moze wydawac sie czyjes zycie, to tak naprawde najwazniejsze sa taki malenskie chwile szczescia, male, bo czekajac na jakies wilkie boom ktoe zmieni nasze zycie, na nagly przyplyw szczescia, tylko traci sie swoje krotkie i tak zycie, bo tak naprawde szczesciem sa wlasnie te malutkie, krotkie chwile przeplatane ktorymi jest zycie. I wlasnie dla takich chwil warto zyc. No i dochodzac do takiego wniosku otworzylam sobie Teraz Rocka (ktorego dopiero teraz kupilam) i czytajac artykul o Harrisie dochodze do slow : „jego zycie to przyklad, ze warto wytrwale dazyc do celu, nie poddawac sie chwilowym modom i zawsze byc w zgodzie z samym soba. Jego zycie to wspaniala lekcja dla kazdego z nas, dla tych wszystkich, ktorzy miewaja chwile zwatpienia, ze mozna odnalezc sens w tym wszystkim, ze wystarczy czerpac radosc z rzeczy malych i w pedzie dnia niezauwazalnych, bo wlasnie na nich oparty jest swiat„. I tym gazetowo-moim zbiegiem okolicznosci koncze ta notke i ide spac, albo obejrzec sobie powtorke z wtorkowego meczu, bo jestem po tym tygodniu po prostu w-y-k-o-n-c-z-o-n-a