tak tak to ja ;) chyba 4 mój adres (zmienna kobieta jestem..) W sumie to nie mój adres, bo go dzisiaj w spadku od dobrej istoty która nie chce być ujawniona dostałam…Dlatego jeszcze nic tutaj nie ma i nie będzie przynajmniej przez 2 tygodnie… Ale nie wiem jeszcze czy taki zostanie, bo undiscovered by bardziej do mnie pasował… No ale o tym pomyślimy jak wrócę… Bo jutro wyjeżdżam. Zastanawiam się nawet dlaczego piszę… Ale chyba stęskniłam się za przelewaniem myśli przez klawiaturę :) I być może dlatego że od długopisu i pamiętnika mam już całe czarne ręce :) I chwała Bogu że nie mam wszystkich osób na gadu-gadu.. Why ? Bo niektórzy mnie denerwowali,znali mnie od 2 tygodni i wpisywali jakieś głupoty w komentarzach złupełnie nie na temat tylko po to żebym ja później wpisała komentarz u nich, cytując Kubę Wojewódzkiego – śliskie i tandetne jak wysypywanie zboża przez A.L… A przecież mi naprawdę nie zależy żebym miała 500 komentarzy do notek… Ja to piszę dla siebie :) Oczywiście nie mam na myśli nikogo ze „starej drużyny” tylko jakiś nowych zupełnie nieznanych mi przybyszy ;)
Mój pokój wyglada dzisiaj jak istne pobojowisko, pakuję się, nagrywam sobie kasety (discmana nie biorę bo cholerstwo mi baterie zżera w kilka minut… nie wiem co mu sie stało.. Piszę tez listę dla rodziców, co mają robić a czego nie wolno ;) Nie żebym miała jakieś dyktatorskie zapędy tylko że muszą mi parę rzeczy ponagrywać a po za tym mój komp jst już tak chory że jak po włączeniu nie wyłączy się pewnej rzeczy to necik za nic nie ruszy… Hmm no i jeszcze do rzeczy których im robić nie wolno dodałam źe mają nie dotykać moich VHS a już za zadne skarby coś na nich nagrywać ;) No i nie śpiewać w moim pokoju ani się nie wygłupiać ;) Bo kumpel za ścianą pomyśli że to ja :P
Naprawdę cieszę się że już wyjeżdżam, chociaż trochę mi smutno jak pomyślę że będę z 15 km od włoskiej granicy i nikomu nie przyszło do głowy żeby zorganizować wypad do Italii… Dobra, dobra, rozpuściłam po zeszłorocznych wakacjach gdzie po Niemczech, Francji i Szwajcarji się non stop jeżdziło… A teraz tylko ta Austria ;) Ale… zrezygnowałam w tym roku z połowy dolarów które dostałam od jednej babci i drugiej, tzn połowę mama zamienia mi dzisiaj na euro a resztę na złotówki i wpłaca na moje konto… Oprócz tego 3 tygodnie temu uroczyście wręczyłam jej swoja kartę kredytową, ma ją trzymac do przyszłego roku, żeby mnie nic nie kusiło żeby wyciągać z niej kasę (ehh chudy rok sie zapowiada ;P) bo w przyszłym chcę jechać na dwa obozy do Włoch i żeby za przynajmniej 3/4 jednego z nich zapłacić moimi pieniędzmi (ehh jestem po prostu ideałem córki ;P) Żartuję, ale jestem dziś w wyjątkowo dobrym nastroju, chociaż wczoraj poszłam spać rycząc. Już dawno nie chodziłam spać z zapuchniętymi od płaczu oczyma (ale jak widać człowiek we mnie jeszcze nie umarł ;)) Patrzyłam sobie na Rzekę Życia wczoraj… A ja się zawsze przy takich filmach wzruszam… Życie to taka krótka, ulotna chwila, dlatego dziwię się niektórym, jak łatwo można wszsytko zrujnować…
A propos rujnowania, chyba w naturze ludzkiej leżą kłótnie i niesnaski (no co ? początek sierpnia.. trzeba zacząć powoli wracać do słownictwa wypracowaniowego ;]) A najśmieszniejsze/najstraszniejsze jest to że jak ktoś chce się kłócić to nawet jak druga strona mówi,krzyczy, ze nie chce to ta pierwsza i tak twardo twierdzi że chce… No ale kto powiedział że ludzie sa idealni ? (nic co ludzkie nie jest mi obce więc na pewne sprawy trzeba rzucić innym okiem i przejść do porządku dziennego chociazby nie wiem jak było trudne, rzeka nie jest stała, rzeczka płynie, zmienia się, tak jak życie i tak jak każny <- dobry ounkt wyjścia ;))
Eh… Przychodzi mi teraz na myśl piosenka Rodowiczowej ‚co się stało z mamą’ tyle ze chętnie zaśpiewałabym co się stało z tatą, obudziłam się rano i po nikim ani widu ani słychu (buuu zostawili mnie wszyscy :P) Patrząc obiektywnie to pewnie łazi po jakimś sklepie i szuka żarcia dla mnie na drogę (bleh) ale z drugiej strony… już 1… Aaa tam nevermind, duży chłopiec, nic mu się nie stanie :P
Wczoraj starałam się Fuksa obejrzec, starałam się starała, i chyba do połowy doszłam, młody Sthur mnie absolutnie nie przekonuje…
Dobra, idę chyba po raz ostatni pograć sobie w CMa… Już mnie roznosiło jak cały czas za oknem słuchałam jak kuba przechwala sie doRafała na dole swoimi wynikami, więc w końcu nie wytrzymałam, się wychyliłam no i mam grę kochaną moją malutką ;) w końcu starym znajomym których zna się od 10 lat z którymi spędzało się kazde wakacje do 1 w nocy przed klatką nigdy się nie odmawia ;D
Dobra, the end bo trochę się rozpisałam (ale to chyba przez to że tak długo żadnej notki nie dodawałam, tak to jest jak się w przypływie nagłej złości i ogólne apatii usuwa bloga ;)) Wracam niby 22 ale być może nawieję do tych włoch, albo jakaś mafia mnie porwie cy cuś… :P Wszystko się może zdarzyć :D Anyway, mam nadzieję że pogoda się troszkę uspokoi i temperaturka spadnie chociaż troszeczkę, nie lubię zwiedzać zabytków w upale ;) Psuje się cały nastrój ;D Dobra, noo dobra, nienawidzę upałów ;D